pultuszczak

Facebook


Z SENTYMENTU DO ZAKŁADU

2016-06-16 9:00:39

Państwowy Ośrodek Maszynowy powstał z inicjatywy rządowej wiosną 1950 r. w Kacicach. Jego siedzibą był pałac położony na nadnarwiańskiej skarpie, przejęty przez Polskę Ludową

Część I
Jego powstaniu przyświecał ważny cel – wdrażanie mechanizacji na wsiach i jej rozwój
POM-owskie początki przypadły na trudne powojenne lata. Dość powiedzieć, że pierwsza zakładowa tokarnia była napędzana siłą ludzkich rąk. Jej tokarzem i zarazem mechanikiem był mężczyzna o nazwisku Kmoch. Pierwsze POM-owskie traktory, które wyszły w pole i wtargnęły do lasu to angielskie FERGUSONY. To one dostarczały z lasów budulec drzewny do odbudowujących się miast z powojennej ruiny.
Nie byłoby POM-u bez ludzi. Kaciccy pracownicy, którzy zapisali się na kartach historii to: Tadeusz Malinowski, Julian Dąbrowski, Kazimierz Gaszczyński, Lidia Przewoźna, Kazimierz Ziembolewski. Także trzy dzielne traktorzystki: Krysia, Felcia i Henia. A późniejsi traktorzyści to Józef Sokół i Zygmunt Leleń. Wieloletnimi, zasłużonymi POM-owcami, którzy pracę rozpoczęli jeszcze w Kacicach byli także: Jan Gorczyński, Bolesław Ciszewski, Eugeniusz Bartnicki, Cyprian Zambrzycki, Bolesław Lusa, Aleksander Kosewski, Stanisław Krysiak, Józef Szymański i Ryszard Żbikowski.
Początki kacickiego zakładu związane były z nieliczną kadrą – cztery osoby na kierowniczych stanowiskach i około dwudziestki pracowników fizycznych, czyli trzy brygady, a w każdej pracownik polityczny (Stefan Gidyński, Eugeniusz Pielach, Aleksander Przewoźny).
W `52 roku kacicki POM przeniesiono do Pułtuska, ale oficjalna przeprowadzka nastąpiła latem 1954 roku . W `53 ruszyła pełną parą budowa biurowca i budynku mieszkalnego dla pracowników przy ulicy Warszawskiej.
W trakcie istnienia POM-u dyrektorami byli panowie: Domański, Stefan Kaźmierkowski, Franciszek Kozłowski, Janusz Matusiak (1963-1980; rozkwit zakładu), Wojciech Komorowski (za jego dyrektury nastąpił rozwój budownictwa mieszkaniowego dla pracowników), Kazimierz Gęśla.
Najstarsi, żyjący pracownicy POM-u to: Kazimierz Cichocki (dziewięćdziesięciosiedmioletni), Ryszard Żbikowski, który pracę rozpoczął w 1952, Maria Sokulska, Eugeniusz Karnabal (w kacickim POM-ie od 1951 roku) i Witold Karaskiewicz.

Część II
Państwowe Ośrodki Maszynowe – jako przedsiębiorstwa państwowe – powstawały w latach 50. XX wieku. Powoływane przez Ministerstwo rolnictwa, praktycznie były w każdej gminie. W pułtuskim POM-ie znalazła zatrudnienie rzesza ludzi, dość powiedzieć, że na godzinę siódmą podążała do zakładu przy Warszawskiej rzeka pracowników. Po latach spotkali się w przyzamkowej TAWERNIE, aby powspominać i zakład, i ludzi.
– Koleżanki i koledzy, 66 lat miałby nasz zakład, gdyby istniał – zwrócił się do zebranych Jerzy Król, jeden z szefów, który w POM-ie przepracował 20 lat. Przyszedłem do POM-u 1 lipca`64 roku ze swoim zacnym przyjacielem Stanisławem Perzyną. Trafiliśmy w dobre ręce, ponieważ wtedy był jeszcze dyrektorem Janusz Matusiak. Jednym z ważniejszych zadań było wówczas wprowadzenie mechanizacji na terenie powiatu pułtuskiego i wyszkowskiego. Nas, przebywającym na rocznym stażu, skierowano do działu instruktorów mechanizacji rolnictwa. To był jeden z najbardziej prężnych wydziałów, najbardziej zmechanizowany. Każdy z pracowników musiał mieć swój motocykl, ponieważ musieliśmy dotrzeć do kółek rolniczych i SKR-ów na terenie dwóch powiatów. Było nas 16-17 pracowników, w pewnym okresie naszym kierownikiem był Edward Stasiak ze Świercz. A my? Udało nam się odbyć roczny staż i później podjęliśmy pracę w różnych wydziałach. Ja przez wiele lat pracowałem w wydziale mechanizacji. W `66 zostałem powołany do służby wojskowej, odbyłem go i powróciłem do POM -u. Mogłem wybrać inne miejsce pracy, ale wybrałem Pułtusk, bo pochodzę z powiatu pułtuskiego – wspominał Jerzy Król, wymieniając nazwiska wielu POM-owskich pracowników, jak kadrową Lidię Przewoźną, kadrowego Witolda Karaskiewicza, zastępcę dyrektora Henryka Makowskiego, inżyniera Ginalskiego, szefa produkcji Kazimierza Wintera, kierownika warsztatu Wojciecha Komorowskiego, p. Czyżewskiego, Stanisława Bracha, Marka Wydrę, Jana Radeckiego, Stefana Lisa, Jerzego Stachnio, Kazimierza Skierkowskiego i Kazimierza Arbudzińskiego, Sylwestra Mielczarczyka, Eugeniusza Karnabala, Bolesława Ciszewskiego i wielu wielu innych.
Po likwidacji zakładu wielu pracowników POM-u znalazło zatrudnienie w pułtuskich zakładach i instytucjach, między innymi w Domu Polonii. To o nich dyrektor Michał Kisiel powiedział, że „to uczciwi ludzie, zdyscyplinowani i bardzo pracowici”.
– POM dostarczył nam nie tylko wspaniałych ludzi, ale i świetnych fachowców w różnych dziedzinach – dodał.
O kim mowa? O dziesięciu pracownikach Domu Polonii. O nieżyjącym już: Zdzisławie Olszewskim, dzięki któremu wdrożono wiele pomysłów z dziedziny gastronomii, hotelarstwa i eksploatacji zamku i Henryku Niedzielskim, portierze, który witał zamkowych gości w staropolskim stroju. O Leszku Kowalewskim, organizatorze spotkania POM-owców – doskonałym racjonalizatorze, o Zbigniewie Tyszkiewiczu, zamkowym kierowcy i zaopatrzeniowcu. – To człowiek zdyscyplinowany, któremu można powierzyć nie tylko pieniądze, ale także zadania do wykonania nie tylko z dziedziny zaopatrzenia, ale także z obsługi cateringu – podkreślił dyrektor Kisiel.
– Wieloletnim pracownikiem Domu Polonii był Ireneusz Nowosielski, który dbał o zieleń i estetykę swojego zakładu, także Mirosław Topczewski – kierowca – zaopatrzeniowiec, także Krzysztof Nasiadka – portier o pięknej postawie i staropolskim stroju. Dużymi zasługami dla Domu Polonii wykazali się również: Krzysztof Lisiecki – kierownik gastronomii i kierownik pralni – Zbigniew Marcinkowski. Do dzisiaj pracuje u nas Dariusz Karkowski, który z uśmiechem na twarzy wita wszystkich zmotoryzowanych gości. Wszyscy oni – podkreślam – zasilili zamek w naprawdę wspaniałych fachowców, zasługujących jednocześnie na miano prawych ludzi.
Wśród rozradowanych spotkaniem pań i panów był zakładowy senior – 97-leni Kazimierz Cichocki, obdarowany kwiatami.
Krótką historię pułtuskiego POM-u przedstawił Leszek Kowalewski, organizator spotkania w TAWERNIE, którą opublikowaliśmy w poprzednim numerze „TP”. To jemu dziękowano za wspólną, ciekawą imprezę wspominkową oraz proszono o… kolejną.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *