pultuszczak

Facebook


Zostałem zgłoszony przez Akademię Polskiego Sukcesu

2017-10-11 11:47:37

Z drem nauk medycznych Robertem Gajdą, HONOROWYM OBYWATELEM PUŁTUSKA, rozmawia Grażyna Maria Dzierżanowska

Panie doktorze, pod koniec XX wieku, prowadziłam z Panem wywiad i wówczas mówił mi Pan, że ma tak trochę pod górkę… Z czego to wynikało? Zazdrość, bezinteresowna zawiść, Pana OSOBNOŚĆ?
Dość szybko szedłem do przodu, bo i doktorat, i specjalizacja, i to nigdy nie pasowało środowisku. Cud, że trafiłem na takiego lekarza, który nie miał problemu z własnym wykształceniem, z poczuciem własnej wartości, na dr Marię Kowalską- Dyszlewską, która przyzwoliła na to, co chciałem robić. Robiąc specjalizację chyba nawet pobiłem rekord Polski, bo mając 30 lat, już zrobiłem doktorat i różne specjalizacje. To budziło emocje… Ja już wtedy startowałem na dyrektora, ordynatora, takie to były czasy…
Był pan za młody i za butny?
Pewnie się wychylałem poza przeciętną, ale wie pani co? Takie jest życie, ja nie mam pretensji ani do ludzi, ani do życia. I trzeba tak sobie to życie ustawiać, żeby nie przeszkadzało komuś, że się wychylasz…Ja teraz będąc szefem CM Gajda-Med i dużej grupy medycznej GAJDA -MED nie muszę pytać, czy wszystkim podoba się sposób mojego zarządzania. Rozwijam firmę, jest jedną z największych w Polsce i nie staram się szukać poklasku publicznego. Podchodzę biznesowo do tematu i mam taką dewizę, żeby nikogo nie krzywdzić – to dla mnie ważne, ale też nie pytam, czy to co robię, się komuś podoba, czy nie.
Ile ma Pan tych przychodni?
Sam nie wiem, ile.
Proszę się skupić…
To trudne, bo zależy, czy liczymy filie, czy nie. Jest osiem firm i dużo filii. Część nie ma nic wspólnego z nazwiskiem Gajda, jak MediVita Konstancin czy Przychodnia Wołowska, inne. Nie mam już takiego pędu, żeby kolejne przychodnie zdobywać… A kiedy człowiek coś zdobywa, nie ma poklasku, nie ma przyjaciół wkoło…
Ale przejmowanie to nie zabieranie…
Ale na rynku jest zawsze konkurencja. Albo NFZ? Ja nie jestem dyrektorem, który jako pierwszy podpisuje kontrakty. Najczęściej jako ostatni i do końca próbuję coś wyrwać więcej dla środowiska. I nie spodziewam się, żeby w NFZ mówiono o mnie dobrze…
A jak NFZ ma o Panu dobrze mówić, skoro tak go Pan obraził, że musiał przepraszać na łamach naszego TYGODNIKA?
Obraziłem, przemyślałem sprawę, przeprosiłem… Miałem poczucie, że to co tworzyliśmy ze starostwem, nie było po myśli Funduszu. Przed sądem ich przeprosiłem, tylko krowa nie zmienia zdania… Nie mam problemu z tym, że przeprosiłem. Przeprosiłem, bo nadal walczę o kontrakty dla powiatu.
Dobrze, że te ciągle walki, stres, może Pan zrekompensować sobie ciekawym życiem, dalekimi podróżami… Stać Pana na nie.
Bez wątpienia nie jestem biednym człowiekiem. Trudno być biedną osobą, jeśli się prowadzi jedną z największych grup medycznych w Polsce. Nie wszystkie te jednostki są dochodowe, szpital jest w deficycie, ale CM Gajda –Med jest najsilniejszym przedstawicielem. Tak, większy problem jest z czasem, żeby konsumować środki… Poza tym ja nie mam np. pędu do zmiany samochodów, wydaję na buty do biegania… Pieniądze potrzebne mi są, żeby coś zobaczyć, żeby coś zwiedzić, na co też nie mam za dużo czasu. Ja nie myślę o tym, czy jestem biedny, czy bogaty. Ja codziennie się uczę, trenuję, medytuję, to jest powtarzalne i jest mi z tym bardzo dobrze.
Powiedział Pan redaktor Ewie Dąbek, w oczekiwaniu na uroczystą sesję podczas Dni Patrona, że tam gdzie jest Gajda, jest draka.
Pani wie, że ja jestem dość dowcipny chyba i tak to należy skwitować.
Kto Pana zgłosił na Honorowego Obywatela Pułtuska?
Zostałem zgłoszony przez Akademię Polskiego Sukcesu, dokładnie szefa Klubu Akademii Polskiego Sukcesu, w podpisie był pan ambasador dr Witold Rybczyński, i szef Polskiego Klubu Biznesu Ryszard Konwerski. Żadnej wcześniejszej rozmowy z mojej strony nie było, ale w marcu czy w kwietniu dostałem złoty medal Akademii Polskiego Sukcesu i pewnie stąd ta inicjatywa nie konsultowana ze mną. Oni twierdzą, że jeśli ktoś jest rozpoznawalny z Pułtuska, to ja.
Nie pomyślał Pan przez chwilkę, że powie zgłaszającym: „Nie, panowie nie!”?
Kiedy się dowiedziałem, że zostałem wystawiony, to było już późno, sierpień, i wtedy już była inicjatywa grupy pracowników z Gajda-Med. Pracownicy z mojego najbliższego otoczenia zebrali 550 podpisów i jest mi z tego powodu bardzo miło. To nie jest obowiązek, ale coś takiego się zdarzyło. Nagonki nie robiłem.
Jak Pan ocenia zachowanie PRAWICY?
Nie powinno być, moim zdaniem, takiej publicznej dyskusji, która pokazuje, kto głosował i jak. Takie rzeczy powinny być tajne. To jedno, a drugie to powinno się ustalić, czy Honorowi Obywatele powinni być z Pułtuska czy nie. Ja nie wiem, czy pan rektor AH jest z Pułtuska, czy nie, tak samo ksiądz Wiesław Kosek. A ja jestem z Pułtuska? Jestem tu ponad 27 lat… No nie wiem, mówi się, że miano powinny dostawać osoby z poza Pułtuska… Bezsens … Miejsce zamieszkania jest tu bez znaczenia.
Ale burmistrz wiedział, że PRAWICA nie przyjdzie na sesję…
Pani Grażynko. Radni są od tego, żeby podejmować decyzję na radach. To nie podlega dyskusji – powinni być! To jest ich obowiązek wobec wyborców. Można podnieść rękę ZA, można się wstrzymać, można być PRZECIWKO. Wstrzymanie się jest wystarczająco mocnym wyrażeniem swoich przekonań w takiej sytuacji i doskonałym wyjściem z takiej sytuacji…
To co byłoby lepsze, o ile można tak się wyrazić… To, że radni przychodzą i głosują PRZECIW zgłoszonym?
Myślę, że to byłoby bardziej uczciwe. Tak uważam.
Ale jakby się Pan wówczas czuł?
No nie najlepiej, ale zakładałem, że tak mogłoby się zdarzyć.
I tak był Pan spięty.
Byłem spięty, bo nie rozumiałem wszystkich rzeczy. Nikt mnie nie informował, co się dzieje w kulisach. Byłem też spięty z innego powodu, może trudno w to uwierzyć. Mnie bardzo zależało na tym, żeby podczas tej uroczystości nie doszło do narażenia na niemiłą sytuację księdza kanonika z powodu mojej osoby. Bardzo sobie cenię znajomość z księdzem, rozmowy… Znamy się od dawna, bardzo go szanuję. I ja właśnie z tego powodu byłem spięty.
Pan rozmawiał z tymi radnymi, których zabrakło?
Nie wymienię nazwiska, ale byłem poinformowany, że najważniejszą rzeczą w tym wszystkim jest, żeby nie ucierpiała godność miasta, żeby nie ucierpiał samorząd.
No, ale godność miasta i godność samorządu ucierpiała i tak…
To sobie pani sama odpowiedziała… Więc w rozmowach osobistych uzyskałem zupełnie inną informację. Mało tego, w rozmowach osobistych miałem podany inny powód rozgoryczenia PRAWICY niż ten, który radni wyrazili w piśmie. Gdyby ktoś nas z boku słuchał, spytałby: „Boże, a gdzie tu jest Honorowy Obywatel?”. Były jedynie rozgrywki polityczne i to, czy się zgadzamy z panem burmistrzem, czy nie. No i informacja od jednej radnej, która była namawiana przez nieobecnych, aby nie przyjść na głosowanie, co oznaczałoby brak kworum i niezwykle niemiłą sytuację, która dotknęłaby wszystkich – bez wyjątku!!! Jak traktować oświadczenie niektórych radnych mając tę wiedzę?
Czekając, dłuuugo, na tę sesję nie miał Pan myśli, że wyjdę z sali i nie przyjdę?
Nie (śmiech). Zresztą miałem informacje, że to trzeci kandydat budził emocje. Oj, miałem tak sprzeczne informacje płynące od tych samych osób, że uważałem, że trzeba być na tej sesji.
Pani Klenczon komentowała zdarzenie?
Z nią była rozmowa bardzo miła, ona się bardzo cieszyła, że kandydaci są z różnych środowisk.
Dlaczego należał się Panu ów Honorowy Obywatel? Bardzo proszę o uzasadnienie.
Krótko. Za uratowanie szpitala powiatowego w Pułtusku, to nie ulega wątpliwości, i nie zrobiłem tego dla siebie, ale dla społeczeństwa. Inaczej, a mówię to z pewnością, tego szpitala by nie było. Trzeba to powtarzać. Kiedy go przejmowałem, on nie funkcjonował. Pominę to, że jako pierwszy w szpitalu pułtuskim i jedyny, jak dotąd, zrobiłem doktorat… Że publikuję w pismach międzynarodowych…
Ale co z tych publikacji ma pułtuszczanin? Z Pana uczonej głowy?
No, publikacje są z Pułtuska! Co ze mnie ma Pułtusk? Daję 400 miejsc pracy, sponsoruję większość imprez pułtuskich poprzez np.: dawanie karetek, Fundacja ZDROWY STYL ŻYCIA funduje nagrody…
Ten szpital… Jedni mówią, że Pan go uratował, inni, że na szpital idą pieniądze podatników, burmistrz je loży i starosta też. Umorzenia…
Nikt tak nie mówi, zmyśla pani moim zdaniem…
Panie doktorze, mówi Pan jak oburzony chłopczyk. A Pan musi wiedzieć, że praca dziennikarza nie ma nic wspólnego ze…zmyślaniem!!! Ale z wsłuchiwaniem się w opinię środowiska i owszem.
Starosta nic nie umarza! Burmistrz umorzył mi dwa razy podatek gruntowy i bardzo dobrze, że to zrobił. To były czyste pieniądze… To, że facet ma za przeproszeniem pewną część ciała i charakter, i zależy mu na wsparciu szpitala, to jest piękne. I chwała mu za to. Starosta w pewnym momencie przekazał mi szpital, to skrót myślowy, i od tego czasu pomaga mi poprzez wspieranie, ale nie finansowo. To jednak bardzo ważne. Przypomnę, że stary szpital w końcówce nie wypłacał pensji, już prawie nie świadczył usług i zadłużał się w tempie 400 tysięcy złotych na miesiąc! To 5 milionów na rok! Nikt już o tym nie pamięta.
A było tak, że po uroczystości był Pan tak zażenowany, że pomyślał sobie, że nie będzie się publicznie pokazywał dopóki nie opadną emocje?
Nie! Samo głosowanie traktuję w sposób następujący: kapituła – na 8 obecnych 8 za ( czyli 8:0), uroczysta sesja 11:0 – znowu 100%. Lepiej przecież być nie może… Nie śledziłem wpisów na FB. Tylko było mi przykro, bo ja przez szereg lat wpierałem ludzi, którzy w tej RADZIE zasiadają… Odwiedzaliśmy się… I kiedyś padło takie zdanie, że „Najgorszą rzecz, Robert, jaką mogłeś zrobić, to uratować szpital”.
?
Potraktowałem to trochę jako żart. Pewne osoby potraktowały to jako porażkę polityczną. Że szpital był takim garbem obciążającym poprzednią grupę rządzącą w powiecie, PSL… Zupełnie przypadkowo stałem się wrogiem. Takie myślenie może się kojarzyć pewnym osobom… I cieszę się, że minister Kowalczyk jest ponad to wszystko, że ciągnie do powiatu, co się da.
Kogo by Pan zgłosił na Honorowego Obywatela w przyszłym roku?
Szanuję działania pewnych ludzi… Oto oni: pan Henryk Kowalczyk, który się wspiął nad podziały partyjne, on działa w powiecie ponad granicami politycznymi dla dobra publicznego. Starosta Jan Zalewski, dzięki któremu mamy zmianę pokoleniową w starostwie, dobrą rzecz. On wie, gdzie się kończą jego możliwości, to on ocenił, że prowadzenie szpitala przez polityków jest głupim pomysłem, że trzeba go oddać w ręce specjalistów… Trzeba mieć charakter, żeby to zrobić. No i biznesmen Andrzej Grabowski, który daje wiele dla miasta, wspiera ideę Piłsudskiego i – podam jako ciekawostkę – ma w zanadrzu złote myśli („Robert, pamiętaj, nie jest twoim przyjacielem ten, kto ci pomaga, twoim przyjacielem jest ten, kto ci już nie przeszkadza”) i burmistrz też by się znalazł na tej liście… Księża – ks. Józef Gawlik i ks. Tadeusz Kowalczyk to też ludzie zasłużeni dla Pułtuska. To jest moja lista nominowanych to tego tytułu.
To co teraz przed Panem, Panie Robercie?
Mój cel? Praca naukowa, intensywnie to robię, współpracuję z wybitnymi naukowcami z Instytutu Kardiologii w Warszawie. No i codziennie przyjmuję pacjentów, nic tak lekarzowi dobrze nie robi, jak kontakt z pacjentem. Uwielbiam to robić. Umiem sobie poradzić z narzędziami diagnostycznymi i mam wiedzę. Dobrze to działa na moją głowę – słuchając pacjentów, zdaję sobie sprawę, że nie mam problemów. Kontakt z pacjentem to psychoterapia dla lekarza. Zajmuję się również kardiologią sportową i to też moja pasja. Przyjeżdżają do mnie najtrudniejsi pacjenci z kraju i z Europy. Oczywiście chcę intensywnie rozwijać szpital. Jeśli nikt mi nie przeszkodzi obok Akademii Humanistycznej będzie to znak rozpoznawczy i marka Pułtuska w całej Polsce… Zobaczy pani.
Bardzo lubię z Panem rozmawiać. W tej naszej niedużej społeczności ma Pan odwagę publicznie mówić, co myśli i nie prosi Pan o… inny zestaw pytań!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *