pultuszczak

Facebook


Żona już się przyzwyczaiła

2019-03-13 11:51:30

Z Andrzejem Krawczakiem, TRENEREM ROKU 2018, rozmawia Kazimierz Dzierżanowski

Powiedz mi, Andrzejku, jakie były twoje pierwsze kontakty ze sportem?

Urodziłem na Kurpiach Zielonych, w Krasnosielcu, a mieszkałem w Rakach. Moje pierwsze kontakty ze sportem to były kontakty z rzeką – w prostej linii do rzeki Orzyc miałem 200 metrów. Już jako małe dziecko pływałem w Orzycu. I to nie pod opieką rodziców, a starszych kolegów. Takie były czasy. Pamiętam, że mnie kiedyś wrzucono do wody i musiałem sobie poradzić. Płynąłem pieskiem. Pamiętam zawody na łąkach, graliśmy w piłkę, strzelaliśmy z łuku, jeździliśmy konno, bez siodła.
A szkoła podstawowa?

W szkole podstawowej już grałem – bardzo dobrze – w tenisa stołowego. Dyrektorem był pan Gołaszewski, który uczył nas grać w tenisa, mówiło się „w ping-ponga”. Tak dobrze grałem, że byłem głównym sparingpartnerem pana dyrektora. Organizowaliśmy sobie zawody lekkoatletyczne – mieliśmy duże poczucie potrzeby ruchu. Organizowaliśmy rzuty oszczepem – robiliśmy je z łodygi słonecznika, z leszczyny (śmiech), robiliśmy sobie stojaki do skoku wzwyż…

Styl przerzutowy wchodził w rachubę w tym piachu?

Przerzutowym skakaliśmy, tygrysem, flopem nie. No i oczywiście, graliśmy w piłkę nożną. Budowaliśmy boiska gdzieś pod lasem.

Bez tego nie dało rady… Ale powiedz mi, co zadecydowało o twoim zawodzie?

Chciałem być nauczycielem wychowania fizycznego już tak od klasy szóstej. Marzyłem o tym. Później mój sport to szkoła średnia w Makowie Mazowieckim, ty mnie uczyłeś przez rok, przypatrywałem się twoim popisom, jeszcze młody chłopak byłeś, a ja zawsze powtarzałem, że takiego nauczyciela wychowania fizycznego jak ty, z taką sprawnością, to do tej pory nie widziałem. Pamiętam, jak grałeś w tenisa stołowego, jak grałeś w tenisa ziemnego, z Zabielskim, Władzik na niego mówiliśmy. Do siatkówki się nie garnąłem, nie miałem wzrostu. W technikum zacząłem grać w koszykówkę, wcześniej nie znałem tego sportu. Piłkę do kosza zobaczyłem w technikum. LA to się zaczęła od klasy trzeciej. Wtedy moim nauczycielem był Rysiek Dąbrowski, on był lekkoatletą i on nas tą lekkoatletyką zaraził, ale graliśmy i w piłkę ręczną. W klasie czwartej były sporty walki…
Cała sportowa gama…

Byłem wszechstronny.

Wszechstronność… To niewątpliwie atut nauczyciela wuefisty. Może zaprezentować różne dyscypliny… To szansa na pobudzenie dzieciaków, młodzieży do sportu. No, ale co potem było?

Zdawałem do Wrocławia na AWF, studiowałem na dwóch uczelniach jednocześnie, studia dzienne. Szkoliłem się na potrzeby wojska w szkole oficerskiej wojsk zmechanizowanych. Dawałem sobie radę, nauka nie sprawiała mi trudności.
A dlaczego Wrocław?

Tam była możliwość skakania ze spadochronem. Po dwu latach przeniosłem się jednak na warszawską AWF.

Skończyłeś studia i co?

Moja pierwsza praca to były Zatory, z roczną przerwą. Pracuję tam 36. rok, przez 16 lat byłem dyrektorem ZPO i mam nadzieję, że zostanę w niej do końca. I powiem, że bycie nauczycielem sprawia mi wielką frajdę, przyjemność, satysfakcję. Wybrałbym jeszcze raz to, co robię.

Widzisz jakieś różnice między dawnymi a obecnymi czasami?

Mamy do czynienia z zupełnie innym pokoleniem. Przypatruję się naszemu środowisku i widzę zupełnie inne dzieci, wieś intelektualnie i ekonomicznie poszła do przodu. Na pewno jest ten problem, że dzieci mają coraz mniej ruchu. Trzeba im pokazywać nowe formy, ja dziś uczyłem na wuefie chodzenia… po drabinie. Moje lekcje, myślę, są ciekawe. Bardzo dużo robię gimnastyki, nauczyciele odeszli od niej. Gimnastykę zrobić, to trzeba się przyłożyć, przygotować.

Jakie sekcje prowadziłeś?
Jestem trenerem LA od `85 roku. LEKKA jest mi najbliższa. Prowadząc dużo zajęć pozalekcyjnych, jeżdżąc z dziećmi na zawody, przekonałem je do LA, do uprawiania tego sportu na trochę wyższym poziomie. Graliśmy jeszcze w piłkę ręczną, nożną, ale to tak ku wszechstronności. Mój pierwszy wychowanek, Arek Miłoszewski, chłopak z Zator, u mnie grał w piłkę ręczną. Jest trenerem koszykówki, grał w reprezentacji Polski SENIORÓW, grał w Polonii Warszawa, z juniorami młodszymi zdobył MISTRZOSTWO Polski. Jest w kadrze szkoleniowej obecnego trenera reprezentacji Polski, dostał się na MISTRZOSTWA ŚWIATA.

Dałeś mu dobrą podbudowę.
I on o tym pamięta, był u nas w szkole. Fajne zajęcia poprowadził.

Przewidujecie z nim coś w rodzaju campu?

Tak, chcę zorganizować spotkanie, w którym będzie kilku ciekawych, moich wychowanków. A to i mistrzowie Polski, i olimpijczycy.
Byłeś trenerem syna, Przemka.

Tak, wielokrotny mistrz Polski, czwarty zawodnik MISTRZOSTW ŚWIATA w pchnięciu kulą – 2008 rok, w Bydgoszczy. Pracowałem też z Rafałem Gierkiem, oszczepnikiem. To chłopak z Topolnicy, uczeń szkoły w Pniewie, przyszedł do mnie po szóstej klasie. Pamiętam ten dzień, to były wakacje, przyjechał do mnie rowerem i spytał, czy mógłby uczyć się rzucać oszczepem. Powiedziałem, żeby przyszedł, to zobaczy, czy będzie się mu to podobało, powiedziałem, że pobawimy się. I tak bawiliśmy się do jego 23. roku życia. Byłem jego trenerem jeszcze wówczas, kiedy zdobywał MISTRZOSTWO POLSKI w wieku 23 lat. Kiedy był w klasie gimnazjalnej, zdobyliśmy złoty medal MISTRZOSTW POLSKI MŁODZIKÓW. To po dwóch latach pracy, zabawy właściwie. Brakowało mu 40 cm do tego, żeby pobić rekord Polski jako młodzik. To było w Kielcach.

Spodziewałeś się takiego wyniku?

Nie, takiego nie, ja w ogóle nie spodziewałem się, że on medal zdobędzie. To było dla wszystkich zaskoczenie.

Kolejne nazwiska?
To Zuzia Kamińska z Pniewa, lekkoatletka – skok w dal. Zadzwoniła do mnie jej mama, czy bym się nie podjął treningu z nią. Ona nie bardzo chciała, ja ją przekonałem do tego sportu. I tak zdobyła brązowy medal na MISTRZOSTWACH POLSKI w Słubicach. I to też było duże zaskoczenie. W Katowicach w 2018 roku – jako juniorka młodsza – też zdobyła brązowy medal na MISTRZOSTWACH POLSKI. Mam wrażenie, że ona 6 m może skoczyć! To tylko kwestia czasu.

Co tu gadać, jesteś znany jako specjalista LA, trener z osiągnięciami. Ludzie ci ufają. Powiem tak: jak chcesz robić wyniki, idź do Krawczaka. A Zuzia… Ona jakby na razie zamyka etap – powiedzmy – wybitnych zawodników… Ale, ale… Jesteś szychą FUKS BRIX-u.

Tu inicjatywa leży po stronie Janka Kaczmarczyka. Rzucił takie hasło – kobiety i piłka nożna. Spytał, czy mógłbym coś zorganizować, a ja: „Czemu nie?”. To był może czerwiec, a w sierpniu zaczęliśmy grać. Skontaktowałem się z Łukaszem Załęskim z CZWÓRKI, bardzo ciekawy chłopak, pracował kiedyś z kobietami, i zaproponowaliśmy mu prowadzenie sekcji. Ja zostałem dyrektorem sportowym (śmiech). 30 dziewcząt zaczęło grać. Już grają trzeci rok i wszystko jest na dobrej drodze. To są dziewczyny z trzech powiatów: pułtuski, makowski i ostrołęcki. To nieprosta sprawa, żeby znaleźć 30 dziewczyn tylko z Pułtuska. To zupełnie inna bajka jak z chłopakami.

Sport, ludzie w Pułtusku?
Korzystam z bazy CZWÓRKI, dobrze się tu czuję, lubię to środowisko. Bardzo dużo pomógł mi Sławek Krysiak, to człowiek – instytucja, może nie wszyscy pamiętają, co on zrobił dla pułtuskiego sportu, a warto przypominać. Czego brakuje? Takiej namiastki hali lekkoatletycznej, gdzie można by było przebiec 60 m pod dachem, skoczyć w dal… Taki rękaw lekkoatletyczny, marzenie Sławka. Z tego co słyszę, jest szansa, że powstanie.

Ciekawie mi mówiłeś o tym, co zabija sport!

Wąska specjalizacja zabija sport. Ja bym zabronił sześcio-siedmio-latkom grania tylko w piłkę nożną. Ja bym prowadził z nimi dużo zajęć ogólnorozwojowych, dużo gimnastyki, dużo zabaw. Jak najmniej rywalizacji sportowych!
Co rodzina, żona na twoje pasje sportowe? Na brak męża w domu?

Moja żona Ania już się przyzwyczaiła, toleruje i akceptuje moją pasję, wie, że ja się już nie zmienię. Dodam, że dwa razy w miesiącu wyjeżdżam z dziećmi na basen. Robię to charytatywnie i dlatego, żeby nauczyć dzieci pływać. Taka umiejętność może pozwoli komuś uratować życie. Ostatnio zawiozłem 45 osób.
Dziękuję, że znalazłeś czas na spotkanie ze mną, z TYGODNIKIEM. I powodzenia.

ANDRZEJ KRAWCZAK
Nauczyciel, trener, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, członek Zarządu MKS Pułtusk. W latach 1999-2016 dyrektor Zespołu Placówek Oświatowych w Zatorach. Od 2016r. dyrektor sportowy- sekcja piłki nożnej kobiet FUKS BRIX Pułtusk.Obecnie nauczyciel wychowania fizycznego w PSP w Zatorach.
Zawodnicy:
1. Przemysław Krawczak- pchnięcie kulą – srebrny medal Mistrzostw Polski Młodzików- Świecie 2005r. Wielokrotny mistrz Polski w kategorii juniorów młodszych, juniorów; IV zawodnik Mistrzostw Świata Juniorów- Bydgoszcz 2008r.
2. Paweł Wiesiołek- wielokrotny mistrz Polski w dziesięcioboju, olimpijczyk.
3. Rafał Gierek – rzut oszczepem: Złoty medal Mistrzostw Polski Młodzików – Kielce 2011r., Brązowy medal Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych-Kraków 2012r., Złoty medal Mistrzostw Polski Juniorów –Biała Podlaska 2015r., Srebrny medal U-23 –Jelenia Góra 2016r., Złoty medal U-23 – Suwałki 2017r., Złoty medal U-23 –Sieradz 2018r. Od stycznia 2018r. zawodnik AZS AWF Warszawa.
4. Zuzanna Kamińska – SKOK W DAL: Brązowy medal Mistrzostw Polski U-16 –Słubice 2016r., Brązowy medal Mistrzostw Polski U-18- Chorzów 2018r., Halowe Mistrzostwa Polski Toruń– 5 miejsce 2018r.
Andrzej Krawczak, za pośrednictwem REDAKCJI „TP” dziękuje sponsorom: Janowi Kaczmarczykowi – Drogi i Mosty, Józefowi Łatyfowiczowi – ISBUD.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *