pultuszczak

Facebook


ZNÓW MOŻNA NAS ODWIEDZAĆ

2020-06-02 10:04:45

Z DYREKTOREM MUZEUM REGIONALNEGO W PUŁTUSKU – ANDRZEJEM POPOWICZEM – ROZMAWIA GRAŻYNA M. DZIERŻANOWSKA

Panie dyrektorze, po tak długim niewidzeniu się z Muzeum Regionalnym, i Panem, chciałoby się zakrzyknąć: Co tam, PANIE, na muzealnych salach? Coś starego? Coś nowego?

Miło zakrzyknąć: „No wreszcie!”. Cieszę się, że znów można nas odwiedzać, że znów możemy się spotykać. Oczywiście z zachowaniem bezpieczeństwa.

Co starego? Stare są oczywiście nasze trzy stałe wystawy: na siedmiu kondygnacjach wieży ratuszowej „Średniowieczne proto-miasto w Pułtusku – multimedialna ekspozycja z dziejów kasztelanii majątkowej biskupstwa płockiego” oraz w kamienicy pod adresem Rynek 36 „Dzieje Pułtuska w XVII-XX wieku” i „Napoleon w Pułtusku”. Te ekspozycje pozwalają przybywającym do Pułtuska turystom poznać bogactwo historii naszego pięknego miasta, dlatego w ogólnym kształcie  traktujemy je dzisiaj jako nienaruszalne. Co nie znaczy, że nie pojawiają się na nich nowe, nie prezentowane wcześniej eksponaty, czy wręcz nie „wciskamy” w nie (ze względu na ograniczone warunki lokalowe) dodatkowo wystaw czasowych. Tak było chociażby z wystawą archeologiczną prezentowaną od listopada ubiegłego roku do momentu tymczasowego zamknięcia Muzeum z powodu pandemii. Dzisiaj czasowa wystawa zniknęła – i tu można powiedzieć coś o nowym: ponieważ pozostało nam nieco wolnej przestrzeni, uzupełniliśmy ją m.in. nieeksponowanymi na co dzień pięknymi pasami szlacheckimi z XVIII wieku, mosiężnym dzwonem i sygnaturkami kościelnymi z XVIII i XIX wieku, cynowymi zabytkami sztuki konwisarskiej od XVII po XIX wiek oraz zabytkami wydobytymi z krypty grobowej rodziny Wesslów w kościele pod wezwaniem św. Józefa w Pułtusku. Warto przyjść i zobaczyć, gdyż w czerwcu eksponaty te będą musiały zrobić miejsce kolejnej wystawie czasowej poświęconej 140. rocznicy pułtuskiej OSP oraz 120-lecia orkiestry dętej.

Nowe jest również wyzwanie, które sobie postawiliśmy na najbliższe miesiące. Gdy Muzeum było zamknięte, nie traciliśmy czasu i przygotowaliśmy wniosek o dofinansowanie ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Kultura w sieci. Mimo ogromnej konkurencji (blisko 6 tys. wniosków) udało się. I to na wysokiej 67. pozycji wśród 1182 zwycięskich projektów. Dzięki temu zrealizujemy do końca września cykl ośmiu kilkuminutowych filmów, w których zaprezentujemy wybrane zbiory naszego Muzeum w kontekście wydarzeń historycznych. Wszystko z tłumaczeniem na język migowy i audiodeskrypcją w polskiej i angielskiej wersji. Staramy się więc sprostać potrzebie czasu.

Pięknie! Ale też ciekawa jestem, co z wystawą o tematyce żydowskiej? Słyszałam, że będzie na niej wyeksponowana, uratowana z pułtuskiej synagogi jakaś jej część, no, cząstka. Mógłby Pan powiedzieć, co to?

Gdyby nie epidemia, właśnie teraz prezentowalibyśmy wspólnie z Anetą Szymańską i Stowarzyszeniem Dialogu MOST wystawę czasową „Trzeba umieć ludzi pokochać”, poświęconą pułtuskiej społeczności żydowskiej. W sytuacji, jaka nas zaskoczyła, wciąż pracujemy nad tą ekspozycją i zaprezentujemy ją w bardziej dogodnym czasie, gdy będzie mogło ją zobaczyć jak najwięcej zainteresowanych osób, a zwłaszcza pułtuska młodzież. Miejmy nadzieję, że będzie to jesień tego roku.

A co do cząstki pułtuskiej synagogi – tak, pokażemy na wystawie marmurową tablicę, która znajdowała się nad wejściem do bożnicy spalonej w 1944 roku i ostatecznie rozebranej w 1970 roku. Tylko tyle dzisiaj z niej pozostało. Na wystawie poznamy też przetłumaczony z języka hebrajskiego i aramejskiego tekst inskrypcji  z tablicy. To z pewnością wywoła wiele emocji.

Ludzie już zaglądają do MUZEUM? 

Jeszcze nieśmiało. Ale w kolejne weekendy będzie już co raz odważniej. Dołożyliśmy starań, by zwiedzający czuli się  u nas bezpiecznie, więc serdecznie zapraszamy!

 Ciekawa też jestem zakupów dla naszego MUZEUM. Były jakieś? Jakie? Dysponuje Pan środkami na takie zakupy?

Oj, trafiła pani na trudny temat. Środki finansowe na zakupy mamy w kolejnych latach coraz mniejsze, a w bieżącym roku właściwie nie mamy w ogóle. Ale nie znaczy to, że nie przybywa nam zabytków. O archeologii, która stale zasila nasze zbiory, mówiła wspomniana wcześniej wystawa czasowa. Ale prawdziwy skarb podarował nam także niedawno pan Jerzy Plagowski, który przekazał Muzeum okazały zbiór dokumentów związany z działalnością Cechu Garncarsko-Zduńskiego: księgę „Prawa i Przywileje od Jaśnie oświeconych Xiążąt Pułtowskich Biskupów Płockich Cechowi Garncarskiemu Miasta Pułtowska łaskawie nadane i potwierdzone” (lata 1789-1817) z pieczęcią biskupa Krzysztofa Hilarego Szembeka,  Rejestr Braci Zgromadzenia Garncarskiego i Zduńskiego (lata 1818-1928) oraz „Instrukcję dla Cechów na terenie woj. warszawskiego w sprawie zawierania umów z uczniami przez rzemieślników i wydawania świadectw ukończenia nauki w rzemiośle” wraz z rejestrem terminatorów. Dobrzy ludzie stale zasilają więc nasze zbiory w bezcenne eksponaty.

Tak sobie rozważam, gdy jestem myślami przy Muzeum Regionalnym: Jakże chciałabym zobaczyć wystawę, na której będą wyeksponowane przedmioty związane z Pułtuskiem, a głęboko schowane… 

Czemu nie! Niebawem rozpoczniemy inwentaryzację naszych zbiorów, a po jej zakończeniu postaramy się o kolejne magazynowe niespodzianki na ekspozycjach. Ale już i dzisiaj takie się pojawiają, o czym wspominałem wcześniej. Chciałbym rzec: na specjalne życzenie Pani Redaktor (szczery uśmiech).

 Och, dziękuję w imieniu pułtuszczanek i pułtuszczan. My, pułtuszczanie, wiemy już co nieco o adaptacji piwnic pod wieżą ratuszową i odkryciu archeologicznym na Świętojańskiej… Ale usłyszenie od Pana, co z tymi wydarzeniami, to co innego…

O tym, co odkrywamy w ostatnim czasie, najciekawiej opowiadają archeolodzy, którzy prowadzą tam nadzory, czyli Marek Gierlach o XVI-wiecznej bramie murów miejskich i Jakub Affelski o piwnicach ratuszowych. Niezwykłe ciekawe prace i znaleziska! O istnieniu pod ulicą Świętojańską reliktów bramy wspominał dr Włodzimierz Pela, który prowadził badania na przełomie lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Jednak co innego wiedzieć, a co innego zobaczyć na własne oczy, dotknąć. Kolejne pokolenia pewnie nie będą miały tej okazji. I jest to oczywiście przyczynek do kolejnych badań i opracowań. Podobnie rzecz ma się z piwnicami: plany, którymi dysponowaliśmy, a rzeczywistość, którą zastaliśmy pod ziemią, to nie to samo! Mamy odkryte nowe pomieszczenia z początku XVIII wieku, których nie spodziewaliśmy się i które również zaadoptowane zostaną do działalności muzealnej. Prawdopodobnie przez około 120 lat nikt ich nie widział, a my będziemy z nich ponownie korzystali, tym razem jako Muzeum. To piękne duchowe i realne połączenie z pokoleniami pułtuszczan sprzed wieków. Oczywiście dla Gminy Pułtusk to trudna inwestycja, wymagająca dużej elastyczności, czasem korekt w projekcie, a zwłaszcza stałych konsultacji burmistrza, wykonawcy robót, nadzoru archeologicznego, Delegatury Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Ale wszystko zmierza w bardzo dobrym kierunku.

Mamy szczęście mieszkać w mieście o wspaniałej historii i Pułtusk nam często o tym przypomina.

Naprawdę! A ja mam szczęście podwójne – ze znajomości z Panem i  z Pana przychylności  dla naszego TYGODNIKA.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *