pultuszczak

Facebook


Zaatakował w centrum miasta

2017-10-19 10:38:15

Kiedy pocztą pantoflową dotarła do nas wiadomość o mrożącym krew w żyłach i jednocześnie zaskakującym zdarzeniu, do jakiego doszło we wrześniowe popołudnie na pułtuskim rynku, w opowieści ludzi wręcz nie chciało się wierzyć

Czego dotyczyły? Była to przerażająca relacja świadków ataku „wilczura” na kilkuletnie dziecko. Pies był rozwścieczony, wcześniej biegał ulicami w centrum miasta i w alei Polonii zagryzł małego pieska prowadzonego przez właścicielkę na smyczy. To co nam opowiadano później było jeszcze większym zaskoczeniem. Jak się okazało, agresywne zwierzę wydostało się z boksu w Pułtuskim Przedsiębiorstwie Usług Komunalnych, gdzie przebywało na obserwacji, przywiezione z jednej z zanarwiańskich wsi w gminie Pułtusk. Podobno tam pies rzucił się na dwóch mężczyzn. Kiedy uciekł z siedziby przedsiębiorstwa i wydostał się na ulice miasta, mogło dojść do o wiele większej tragedii. Dopadł jedno z trójki dzieci pani Justyny, pięcioletnią dziewczynkę. Z mamą udało się nam skontaktować i porozmawiać o tym traumatycznym przeżyciu. Do dziś nie może opowiadać spokojnie o tamtym dniu, nie ma się zresztą czemu dziwić. Najbardziej psychicznie ucierpiały jej dzieci. Pogryziona dziewczynka długo nie zapomni ataku rozwścieczonego zwierzęcia, tak samo przerażeni są jej bracia. Dzieci znów stały się mniej samodzielne, wolą być z mamą, tuż obok, bo tylko dzięki niej udało się uniknąć większego dramatu.
Pani Justyna potwierdziła wszystko co wcześniej udało się nam usłyszeć od okolicznych mieszkańców i właścicieli sklepów. Wracała z dziećmi z przedszkola, pies przebiegł obok nich, a potem wrócił i skoczył w kierunku pięcioletniej dziewczynki. Złapał ją zębami za włosy, gryzł na oślep. Matka, która również leżała na chodniku, próbowała odstraszyć psa zadając ciosy na oślep. Wołała pomocy, zbiegli się ludzie. Ktoś odciągnął zwierzę i pies w końcu odpuścił.
Udało nam się dotrzeć do mężczyzny, który pomógł pani Justynie i jej dzieciom. Wybiegł z pobliskiego sklepu, starał się oderwać psa od dziewczynki i na chwilę mu się to udało. Zwierzę jednak ponownie wyrwało się i znów zaczęło atakować dziecko. Kolejna próba odstraszenia psa powiodła się, za co młodemu mężczyźnie należą się ogromne podziękowania. Za postawę i odwagę. Dziś jeszcze powtarza, że pies był duży i agresywny, szczególnie w stosunku do swojej małej ofiary.
Policja i straż miejska przyjechały po jakimś czasie. Zwierzę złapano ponoć w okolicy budynków parafialnych św. Mateusza. Ponownie trafiło do klatki, potem, staraniem wolontariuszek, do jakiejś fundacji zajmującej się „bezdomniakami”. Problem w tym, że tu nie zawinił pies, ale ludzie.
By poznać oficjalne stanowisko władz miasta, na których spoczywa obowiązek opieki nad bezdomnymi zwierzętami, a więc również ich odpowiedniego przetrzymywania w czasie okresu obserwacji czy kwarantanny, skontaktowaliśmy się telefonicznie z wiceburmistrzem Różą Krasucką. Do dziś nie możemy się nadziwić postawie pani burmistrz. Media są przecież po to, by nagłaśniać drażliwe, bulwersujące ludzi sprawy, pisać o czymś, co zdarzyć się więcej nie powinno. Tak też podeszliśmy do tego tematu. Naszą intencją nie było postawienie burmistrza czy jego zastępcy pod ścianą, ferowanie wyroków. Chodziło o odpowiedź na proste pytania. Co przedstawiciele naszych władz zamierzają zrobić, by do podobnego dramatu więcej nie doszło, jaką pomoc okazali poszkodowanej dziewczynce i jej rodzinie (dziecko było leczone w ciechanowskim szpitalu, miało zakładane szwy. Na szczęście pies nie był chory). Dlaczego pies przebywał na terenie spółki komunalnej, w boksach, które pozostawiają dużo do życzenia, a nie u weterynarza, który ma podpisaną umowę z gminą i odpowiednie kwalifikacje, by takim zwierzęciem się zająć? Tylko tyle, ale najwyraźniej aż tyle. Pani wiceburmistrz nie chciała rozmawiać na temat tego co się zdarzyło, za to koniecznie dociekała, kto powiadomił redakcję. Ba, chciała nawet poznać dane osobowe tych, którzy nam o zdarzeniu opowiedzieli. Zapytamy więc, czy tu się przypadkiem ktoś nie zagalopował?! Gdy twardo obstawaliśmy przy swoim, czyli chcieliśmy oficjalnej opinii z Ratusza, Róża Krasucka umówiła się z nami na dzień następny, po uprzednim telefonie. Niestety, do spotkania nie doszło. Pani z sekretariatu burmistrza grzecznie poinformowała, iż pani burmistrz ma spotkanie, a w sprawie psa mamy się kontaktować z samym Krzysztofem Nuszkiewiczem. I próbowaliśmy, uparcie i wielokrotnie, telefonicznie i esemesowo. Bez skutku…
Od redakcji: Już po wysłaniu ubiegłotygodniowej gazety do druku, późnym wtorkowym popołudniem skontaktował się z nami burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz. Stwierdził, iż sprawdzi, gdzie zgodnie z przepisami powinien przebywać pies w okresie obserwacji. Zwróciliśmy się wtedy o przygotowanie oficjalnego stanowiska władz gminy w tej sprawie, którego jak do tej pory jeszcze nie otrzymaliśmy. O prowadzone dochodzenie będziemy również pytać policję. Do tematu powrócimy już wkrótce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *