pultuszczak

Facebook


Z mojego archiwum

2017-04-14 9:39:24

Każdy ma archiwum, każdy swoje. Swoje, ale pełno w nim innych ludzi, całe tabuny, niekiedy zupełnie przypadkowych, ale też świadków naszego dzieciństwa i młodości, dojrzałości… Tych kochamy najbardziej. Archiwum pełne ŻYĆ, znaczy ludzkich losów. Ludzi, którzy jeszcze są z nami, i tych, którzy już na niebiańskich polanach

Ja nie wiem, czy i WY tak macie… Bo ja mam tak, że oglądając jakiekolwiek zdjęcie, chciałabym zajrzeć do jego DUSZY, dostrzec coś, co niezauważalne okiem. Przepatruję pierwszy i dalszy plan, po prostu węszę. Próbuję zgadnąć stan duszy bohatera/bohaterki zdjęcia, ich myśli. Wczoraj swoje zdjęcie z młodości ŚLEDZIŁAM przez lupę. Od razu powiem – bez żadnego podziwu, żeby nie było, żem w sobie zakochana, nic z tych rzeczy. Śledziłam zamyślenie (nie chwalę się) w oczach, układ palców prawej dłoni, gęstość włosów, wzór na sukience z milanowskiego jedwabiu. Chociaż zdjęcie czarnobiałe, to pełne koloru starego złota na sukience z niby listkami koloru brąz… Białe podkolanówki z żółtym szlaczkiem, biała torebka z krótką rączką i paskiem na ramię… Myślałam, o czym to myślałam, żem taka zamyślona. Lekko pochylona nad myśleniem. Bez żadnej pozy przed fotografującym/fotografującą (?). Ja sobie, fotografujący sobie.
Te zdjęcie z osobistego archiwum, zagarnięte ot tak sobie, z grubej koperty… Sama jestem ich ciekawa. Jakiś bal, siatka maskująca nad nami, a ja z Andrzejem Czarneckim (z Andrzejem mam wiele zdjęć TAŃCUJĄCYCH, ja nie wiem, Basiu, jak to się stało). Z nieodżałowaną Bożenką Kiljan, bohaterką mojego opowiadania z książki „W pułtuską sobotę”, w autokarze do Warszawy, z wycieczką dzieci polonijnych z zamkowego turnusu. W „naszym” ogródku przy Kościuszki – ja z Krysią w sukienkach (pamiętam – z bordowego) aksamitu, Ania Własiuk z małym bratem Rysiem, odświętni, na kocyku i pod jabłonką rodzącą smaczne jabłka, śmietanówki. Z Jolą Stasiak w Paryżu na schodach przed Sacre – Coeur (potem zapadła ciepła noc, a my wszyscy tacy zmęczeni). W górach, na obozie zimowym, ze Sławkiem Krysiakiem, z Kazimierzem, Grażą Paczuską i Zajączkowską, z Andrzejami – Zajączkowskim i Goławskim (fajnie nam tam wszystkim było). W zamku z okazji Dnia Nauczyciela z Halinką Zalewską, Wiesią Rudowską, Marysią Chmielewską, Izą Dobrzyńską. Tam dostałam jakiś medal, który oddałam siostrzeńcowi Kazimierza, Bartkowi Biedrzyckiemu, który to teraz pisze (i wydaje) ciekawe książki. Z Lilką Waleśkiewicz i Elą Iwanowską, pewnie w „czwórce”. W przyzamkowej Tawernie z Basią i Markiem Gruntmejerami oraz innymi balowiczami (ale z jakiej okazji?). W jakimś ZDROJU pod palmami z Witkiem Saracynem, Marysią Chrzanowską, Jadzią Bralską, Małgosią Karkowską, Wandą Kamińską, z siostrą zakonną, którą lubiłam, a nie pamiętam jej imienia (czy to od niej dostałam srebrne (?) i duże lichtarze ze szpitalnej kaplicy do saloniku literackiego w PSP 4 – dziś są u mnie, piękne, stare i ze znakiem czasów). Z panem Edwardem Jarząbkiem, którego lubiłam, w dawnej księgarni Andrzeja Gurgielewicza. Z młodziutkim i szczuplutkim Radkiem Lolo (ale gdzie? Może w szkole społecznej, gdzie Radosław był dyrektorem, z okazji jakiegoś przedstawienia?). Z dyrektorem Grzegorzem Russakiem z okazji lekcji dobrego zachowania przy stole z uczniami szkoły społecznej (na pierwszym planie Janusz Kopytowski, panna starsza Białczakówna i Konieckówna, bardzo ich wszystkich lubiłam). Z Elą Iwanowską i Janem Tomaszewskim w Warszawie (konkurs Fair-Play). Z panem Waldkiem Siekluckim – więźniem Magadanu, bohaterem moich reportaży i jego żoną – panią profesor, podczas odsłonięcia pomnika usytuowanego w pobliżu mostka Benedyktyńskiego (pan Waldemar pozostanie na zawsze w mojej pamięci). Z Ulcią Kazimierkowską i Krysią Suchodolską na zadbanym wówczas, pełnym róż RUSKU (pamiętam, zdjęcie pstryknął nam brat Ulki, Leszek). Z Krzysiem Łachmańskim letnią porą w zamku. Z Grażką Paczuską w Wenecji, gdzie kupiłam sobie arras(ik) zdobiący ścianę mojego pokoju do pracy. Z Jagódką Bednarczyk (Ponichterą) w strojach z epoki napoleońskiej na pułtuskim rynku, gdzie też gdzieś była sama Beata Tyszkiewicz. Ze Stasiem Pruszkowskim w Zakopanem, latem (powiem szczerze – w moich matczynych objęciach, Stanisław bał się jazdy wyciągiem krzesełkowym, naprawdę). Z Mariuszem Szczygłem przy tablicy szkolnej z napisem Na każdy temat (moja klasa publicystyczno – dziennikarska prowadziła wówczas wywiad z dziennikarzem. „Rozmawiacie ze mną jak najlepsi dziennikarze” – powiedział M. Szczygieł i była to pochwala i dla uczniów, i dla mnie). Z Krzysiem Majewskim i Elwirą Ryś – Ferens podczas I Mityngu Lekkoatletycznego Osób Niepełnosprawnych na pułtuskim stadionie (w tle Majka Gos i Beatka Kowalska). Z Agnieszką de domo Rybarczyk w Chorwacji (październik był, po czternastym, a cieplutko było i nasadzano nowe kwiaty na nadmorskim deptaku, a morzem było widać z naszego pokoju). Z pułtuskim poetą, przemiłym człowiekiem Włodzimierzem Gąsiewskim i rodzimymi poetkami (podczas wydania pułtuskiego tomiku poezji).

Z… Z… Z…

Najdłużej, przyznam, przyglądałam się zdjęciu z własnego ślubu, szczególnie Kazimierzowi, Lucynce Przewoźnej, Stasiowi Godlewskiemu, Grzesiowi Kurpiewskiemu (chyba to on). Ja w welonie i z tym półuśmiechem z przewidywaniem… dobrego życia (wydawało mi się, że do ślubu w bazylice pojechałam z jednym umalowanym okiem, ale nie…).
GRAŻA

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *