pultuszczak

Facebook


Wszystkiego dobrego, moi bliscy i przyjaciele

2017-10-05 10:31:56

Podczas tego uroczystego spotkania symbol gonił symbol. Odbyło się w mieście, w którym przed wojną i w zgodzie, żyły dwa narody – polski i żydowski. I dziwne, że dzisiaj, kiedy w mieście nie ma już Żydów, pułtuszczanie wraz z dziewięcioosobową rodziną Jacoba Holtzmana z Izraela, urodzonego w mieście nad Narwią, wspólnie obchodzili Rosh Hashanah, żydowski NOWY ROK. 5777

W zamku biskupów płockich. Święto Rosh Hashanah (głowa roku) bieżącego roku zaczęło się wraz z zachodem słońca, w środę 20 września. Skończyło się o zmroku, 22, w piątek. Upamiętnia zakończenie BOSKIEGO aktu twórczego – szóstego dnia, w którym został stworzony człowiek
– Kiedy Jacob Holtzman, jeden z ostatnich Żydów urodzonych w Pułtusku przed wojną, powiedział, że przyjedzie we wrześniu świętować Rosh Hashanah w Pułtusku, byłam niezmiernie zaskoczona i nie do końca zdawałam sobie sprawę, jak ważną obietnicę złożył. Było to podczas wizyty młodzieży izraelskiej w naszym mieście w sierpniu tego roku. Zwiedzaliśmy wspólnie Pułtusk i nagle Jacob, ponad 80- letni mężczyzna, ale o jakże uroczym i figlarnym uśmiechu małego chłopca, oznajmił: „Chcę przyjechać z całą swoją rodziną. Proszę przygotuj wszystko!”. Ogromny to zaszczyt i wyróżnienie dla mojej skromnej osoby, oczywiście w to wydarzenie zaangażowanych było wiele osób, którym bardzo dziękuję za pomoc – podaje Aneta Szymańska, imiennie dziękując Bogdanowi Mroziewiczowi za pomoc w organizację dnia.
Jacob przyjechał z córką, zięciem, wnukami.
Zwiedzili Kraków, Siedlce, Kock, Auschwitz, Treblinkę – miejsca związane z rodziną Holtzmana i te, w których naziści pozbawili życia wielu członków jego rodziny.W Pułtuska zjawili się 20 września, młodzi i urodziwi z seniorem Jacobem. Z Anetą spotkali się przed domem przy ul. Stare Miasto 17, w miejscu, gdzie urodził się Jacob. Budynek się nie zachował, a i wszystko dookoła wygląda zupełnie inaczej, niż wyglądało… J. Holtzman, ogarnięty nostalgią, odpowiadał, że parę lat temu wziął garść ziemi z miejsca, w którym stał jego rodzinny dom i włożył do słoika z napisem „ziemia z miejsca mojego urodzenia”… „To mi wystarcza” – mówił wówczas. Och, Jacob doskonale orientuje się w topografii Pułtuska. Wie, co gdzie się znajdowało… – Oczywiście odbyły się krótkie prywatne ceremonie pod obu pomnikami poświęconymi pamięci pułtuskich Żydów, zwłaszcza przy monumencie na kirkucie, kiedy słuchaliśmy w strugach deszczu przejmującej modlitwy Jacoba… – relacjonuje Szymańska.
Z pułtuskich Żydów, których było przed wojną 7 tysięcy, końca wojny dożyło mniej niż 2 tysiące, między innymi Jacob, jego siostra i brat. 26 września 1939 roku ojciec maleńkiego Jacoba był w armii polskiej, w domu przebywała jego żona z małymi dziećmi. Tego tragicznego dnia naziści wypędzili pułtuskich Żydów z domów. Jacob Holtzman: – Mieliśmy tylko 20 minut na opuszczenie naszych mieszkań, żadnych kosztowności, żadnych pieniędzy, ani innych rzeczy nie pozwolono nam zabrać…
Według opowieści Anety było tak:
Rodzina Holtzmanów miała szczęście w nieszczęściu – udało jej się przedostać na drugą stronę Narwi. Ale już czaiły się problemy… Matka postanowiła udać się do Białegostoku, chociaż to nie było łatwe, niebezpieczeństwo było ogromne, niemieckie samoloty bombardowały uchodźców, niebezpieczne też było zbliżanie się do siedlisk ludzkich… Podróżowali więc nocami, jedząc to, co znaleźli w lesie i pijąc wodę deszczową. Ale KTOŚ tam nad nimi czuwał, matka z trójką dzieci dotarła w końcu do Białegostoku, gdzie im potem przyszło egzystować. Otrzymała list od męża – dostał się do niewoli niemieckiej, ale jako Żyd został umieszczony w warszawskim getcie. Prosił żonę o dołączenie do niego. Pamiętał dobrych Niemców z czasów pierwszej wojny, którzy byli tacy życzliwi i dobrzy dla Żydów… Żona niezbyt chciała spełnić polecenie męża. Opatrzność czuwała – została zatrzymana na granicy niemiecko-radzieckiej… To uratowało życie i jej, i dzieciom. Rosjanie zaproponowali jej przyjęcie obywatelstwa, ale ona nie wyraziła zgody… Została za to zesłana na Syberię…
Taka dygresja… 20 września 2017 roku był zimnym dniem, wnukowie Jacoba przyjechali do Pułtuska w puchowych kurtkach, narzekali na chłód, Jacob w lekkiej kurtce dziwił się. „A czy wy wiecie, co to znaczy minus 60 stopni na Syberii? Tym bardziej gdy jesteście bardzo wychudzeni i potwornie głodni?”.
Już po uroczystej kolacji w zamkowych komnatach Jacob opowiadał TYGODNIKOWI:
– Wraz z armią Andersa pozwolono wyjść z ZSRR także cywilom z Syberii, w tym naszej rodzinie. Podróżowaliśmy długo przez Azję, nigdy nie wiedzieliśmy, kiedy i na ile pociąg zatrzyma się na stacji. Któregoś dnia stanął w małej miejscowości, ludzie umierali z głodu w towarowych wagonach, matka podjęła decyzję, że moja siostra, wtedy ośmioletnia, i dwunastoletni brat wyjdą z pociągu w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Niestety, pociąg ruszył… Były tylko dwa krótkie sygnały, jeden po drugim, kto nie zdążył, ten zostawał w środku nieznanego kraju. Siostra i brat zaczęli biec za pociągiem, brat wskoczył, siostra nie. Jakaż była ogromna rozpacz matki, przerażona i w panice, kazała bratu wysiąść na następnej stacji i wrócić po siostrę. Brat tylko powiedział matce: „Mamo, jeśli ja wysiądę, to stracisz nie jedno dziecko, lecz dwoje!” I wtedy stał się cud, pierwszy cud w naszym życiu – siostra odnalazła się w pociągu. Okazało się, że głośno rozpaczała i jakiś człowiek wrzucił ją do ostatniego wagonu, tak przejechała sama wiele kilometrów, nie mogła dotrzeć do nas, bo nie było możliwości przejścia pomiędzy wagonami. Takich cudów w podróży było więcej. Tyfus! W Samarkandzie wysiedliśmy, żeby żebrać na miejscowym bazarze, zdobyć choćby odrobinę jedzenia. Złapała nas policja i umieściła w sierocińcu – było tam pół na pół dzieci żydowskich i polskich. Zachorowałem na tyfus, a jedynym lekarstwem, które dostawaliśmy była… waleriana. Któregoś dnia nie dostałem jej, a na pytanie brata dlaczego, odpowiedziałem, że już jej nie potrzebuję… A jednak przeżyłem i to był kolejny cud…
Wróćmy do rodzinnego KRAJU Holtzmana, do Pułtuska. Tu serdecznie przyjęli go: burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz oraz jego zastępca Róża Krasucka. W murach Akademii Humanistycznej spotkał się z prorektorem Krzysztofem Ostrowskim, który pokazał gościom niezwykle wzruszający film o wizycie Josepha Malowanego w Pułtusku w 2004 roku oraz nagrane wypowiedzi pułtuszczan – Janiny Turek, Edwarda Jarząbka i Mirona Owsiewskiego – o przedwojennym klimacie Pułtuska.
I oto zamek, godzina 19.30
Uroczysta kolacja, przygotowana pod kierunkiem dyrektora Domu Polonii Michała Kisiela.
Za moment zebrani będą celebrować Rosh Hashanah. Chwila to przejmująca, oto jeden z ostatnich zaawansowanych wiekiem pułtuskich Żydów zasiądzie z pułtuszczanami do kolacji noworocznej, jak zasiadali przed laty i rodzice, i dziadkowie Jacoba.
Są: rektor AH Adam Koseski, prorektor Krzysztof Ostrowski, burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz, Grażyna i Kazimierz Dzierżanowscy, Danuta i Tadeusz Kępczyńscy, Agnieszka i Rafał Nowakowscy – ci z Radzanowa. Panowie w jarmułkach. Jest Aneta Szymańska z synem Frankiem. Duże zaciekawienie budzi stół zastawiony tym, co zna pułtuszczanin, i tym, czego ten nie ujrzy na swoim świątecznym stole. Przed kolacją wyjście na dziedziniec zamkowy. Zmrok. Wystrzał armatni, mały kieliszek nalewki, toast i już uroczystość przenosi się do zamkowej komnaty. Za głównym stołem Jacob Holtzman, rektor, prorektor, burmistrz. Stąd GOŚĆ wygłosi wzruszające przemówienie, stąd też padną dobre słowa K. Nuszkiewicza o tym, że zaszczytem jest gościć w Pułtusku tak zacnego człowieka, jakim jest Holtzman i że w przyszłym roku czeka nas nie lada wyzwanie, ale i radość związana z trzydniowym Festiwalem Kultury Żydowskiej. Gwoździem festiwalowego programu będzie koncert Josepha Malowanego, najsłynniejszego współczesnego kantora, którego ojciec, a i dziad, pochodził z Pułtuska.
A na stole, prócz potraw, które dobrze znają Polacy, znalazło się to, co powinno się znaleźć w czasie pierwszego wieczoru Rosh Hashanah. To owoc granatu, symbolizujący nadzieję na udany, dostatni rok, przed jedzeniem którego należy powiedzieć: „Niech będzie Twoją wolą, aby nasze zasługi były tak liczne, jak pestki granatu”. To plasterki jabłka maczane w miodzie (Niech będzie Twoją wolą, aby obdarzyć nas dobrym, udanym rokiem”. To ciastka miodowe, daktyle, por pokrojony w piórka, przetworzona cukinia w kostkach, gotowana fasola, chałki symbolizujące zrównoważone, harmonijne życie w nowym roku, izraelskie wino. To przede wszystkim olbrzymia głowa ryby, gotowana, z której zaproszeni – za pomocą widelca – wybierali kawałeczek rybiego mięsa. Spożywaniu rybiego kęsa towarzyszy powiedzenie: „Niech będzie Twoją wolą, obyśmy szli na czele, a nie z tyłu”.
– Wszystkiego dobrego na żydowski Nowy Rok, moi bliscy i przyjaciele. Shana Tova. A teraz możemy zacząć świętować! – zachęcił do spożywania dań Jacob Holtzman. Przez kilka chwil towarzyszył uroczystej kolacji śpiew izraelskich gości. Było… niezwykle.
Jacob Holtzman na kolacji w Domu Polonii powiedział m.in.
(…) Przy tym stole siedzą nasi prawdziwi przyjaciele, których poznawaliśmy przez lata, którzy okazali nam prawdziwą przyjaźń i miłość, a szczególnie dla mnie. Przyjaciele, którzy uwieczniają i zachowują pamięć o pułtuskich Żydach. Tacy jak Aneta, Grażyna, Agnieszka, Rafał, Bogdan. Dziękuję WAM wszystkim w imieniu mieszkańców Pułtuska mieszkających w Izraelu.
I dziękuję WAM za wszelkie działania, jakie podejmujecie na rzecz upamiętniania pułtuskich Żydów, dziękuję w imieniu swoim i stowarzyszenia pułtuskich Żydów w Izraelu.
Przyjechałem do Polski i oczywiście do Pułtuska – gdzie się urodziłem – z moją córką, jej mężem i moimi wszystkimi wnukami. To jest ich pierwsza wizyta tutaj, w Polsce. Przyjechali tu, aby poznać swoje korzenie, zwłaszcza Pułtusk, gdzie się urodziłem, a także Siedlce, gdzie ich matka, a moja żona urodziła się, i Kock, gdzie moja żona mieszkała ze swoimi rodzicami.
Przyjechaliśmy tu również, żeby pojechać do Treblinki, gdzie mój ojciec i cała rodzina mojej żony została zamordowana.
Jestem szczęśliwy, że moje córki i moi wnukowie urodzili się w Izraelu, w państwie, które powstało 3 lata po jakże niewypowiedzianie okrutnym Holocauście, a również po dwóch tysiącach nieistnienia naszego państwa.
Urodzili się w Izraelu, jakże silnym i demokratycznych kraju. W jednym z najbardziej rozwiniętych krajów na świecie: technologicznie, rolniczo czy też medycznie.
Po tej wizycie moja rodzina zrozumiała, jak ważne dla nas jest państwo i jak bardzo musimy się starać o to, żeby Izrael istniał dla nas i dla naszych pokoleń.
Tak się złożyło, że jesteśmy dzisiaj tutaj w żydowski Nowy Rok i dlatego razem świętujemy ten dzień tak samo, jakbyśmy robili to w Izraelu. Dzisiaj jest 20 września 2017 roku, blisko rocznicy dnia 26 września 1939 roku. Dnia, w którym 78 lat temu Żydzi zostali przez nazistów wyrzuceni w bardzo brutalny, okrutny i straszny sposób z naszego wspólnego miasta Pułtuska.
Dzień, który naziści wybrali jest paradoksalny. Dzień, w którym szykowaliśmy się do święta Sukkot.
Miałem tak wiele uprzedzeń, co do świętowania dzisiaj w miejscu, w którym tak wiele Żydów zostało deportowanych bądź niestety zamordowanych przez nazistów, ale zdecydowałem, że chcę celebrować Rosh Hashana w moim rodzinnym mieście, gdzie czyniłem to z moimi rodzicami jako dziecko (…).
Pomimo tak strasznych wydarzeń wypędzenia i morderstw, chcę dzisiaj świętować zwycięstwo Żydów nad ich okrutnymi prześladowcami. I mogę powiedzieć, że ja teraz zamykam dzisiaj koło tym zwycięstwem nad nazistami, którzy chcieli dokonać eksterminacji żydowskiego narodu.
Aam Israel hay wekaiam lanetzah. Naród żydowski istnieje i będzie istniał na zawsze.
Wszystkiego dobrego na żydowski Nowy Rok dla wszystkich. Shana Tova
A teraz możemy zacząć świętować!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *