pultuszczak

Facebook


WSZYSCY PUŁTUSZCZANIE KŁANIAJĄ MI SIĘ NA ULICY

2020-09-03 2:59:46

Z PRZESZŁOŚCI

Dziś powtórka z przeszłości, związana z czymś znanym, bliskim, nawet kochanym – z „czcigodną jubilatką, i bohaterką książki, i nudną starą budą”, z Liceum Ogólnokształcącym Piotra Skargi w Pułtusku. A to szkoła założona przez biskupa płockiego Pawła Giżyckiego w, bagatela, 1440 roku
A wszystko dzięki tekstowi Ewy Dobrowolskiej „Co jest w tych murach”, zawartemu w „Zwierciadle” pod koniec ubiegłego wieku, w roku 1993. W nim o legendarnej polonistce Halinie Mazurowej i o „chodzącej historii szkoły i miasta” Włodzimierzu Bogdanowiczu, a także o MŁODYCH BELFRACH, o dyrektorze Arkadiuszu Krużyńskim i o polonistce Lidii Ziemieckiej, późniejszej dyrektorce SKARGI.
Halina Mazurowa – w oczy której patrzyłam przez lata, jako uczennica pułtuskiego LICEUM, zawsze siedząca w ławce przed katedrą – na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Ale nie o moje słowa o PANI PROFESOR tu chodzi, lecz o to, co E. Dobrowolska i o niej, i o szkole napisała. Otóż nasza polonistka uchodziła wówczas za prawdopodobnie najstarszą, czynną nauczycielkę w kraju. Bez dwóch lat pół wieku za katedrą! Czy mogła być nieznana w mieście nad Narwią, w mieście, w którym zaczytywano się powieścią „Wspomnienia niebieskiego mundurka” autorstwa ucznia naszej szkoły, Wiktora Gomulickiego? „-Wszyscy pułtuszczanie kłaniają mi się na ulicy” – mówiła podczas odwiedzin „Zwierciadła” w Pułtusku, mówiła ta, o której pani redaktor napisała: „(…) przymiotnik „najstarsza” jakoś nie chce pasować do ciągle pięknej twarzy, żywych oczu, zalotnego uśmiechu”. Nic tu nie ma o koralach na szyi, a te często nosiła nasza profesor, jak i finezyjne kapelusze.
Wspominając wojnę, tragiczne zdarzenia rodzinne, czyli śmierć ojca w Mauthausen, mord brata w Pomiechówku, a w Starobielsku – dopiero co poślubionego – męża, miłości życia, mówiła, że najpewniej znalazłaby się w szpitalu psychiatrycznym, gdyby nie szkoła, gdyby nie młodzież. Oddała się z pełnym poświęceniem oraz pasją i jednej, i drugiej. „Prowadziła kółko polonistyczne i sekcję teatralną. Wystawiała „Dziady” i „Wspomnienia niebieskiego mundurka”, zapraszała znanych twórców. Byli w pułtuskim Liceum Breza i Zinn, i syn Wiktora Gomulickiego, szczerze zaprzyjaźniony ze szkołą i panią Haliną osobiście, ale przede wszystkim – uczyła. Nie tylko polskiego. Także kultury osobistej, humanistycznego spojrzenia na świat. Była niezmordowana”. Odbywała również dyżury w internacie, co drugi dzień. W dodatku czule opiekowała się matką, co mnie, uczennicy, półgłosem, mówiła z katedry, gdy kiedyś, wspomniałam o swojej babci Stanisławie i jej przyzwyczajeniach.
A jak uczyła? Nowocześnie – to dobre słowo na określenie lekcji z panią profesor. Stąd też uczestnictwo studentów na naszych lekcjach, w XId. Dużo dyskusji, praca w grupach, recytacje wierszy czołowych poetów polskich, rozmowy o poprawności i czystości języka…
Ze „Zwierciadła”: „(…) przynosi na lekcje magnetofony, by (uczniowie – gmd) nagrywając swoje wypowiedzi uczyli się mówić pięknie i poprawnie”. A wyuczyła wielu wielu uczniów. „W sumie – 4 pokolenia” – podała dziennikarka. Wśród jej wychowanków był Włodzimierz Bogdanowicz – „Pierwszy rocznik pani profesor Mazurowej”, ten, który nie tylko wiedział wszystko, ale i ten, który stworzył szkolną Izbę Pamięci. Historyk i łacinnik. Bez dwóch lat 40 w pracy nauczycielskiej. Język łaciński? „- Łacina to była moja miłość. To, co innych przyprawiało o mdłości, mnie sprawiało wielką przyjemność. Zanim poszedłem do domu, już miałem odrobione lekcje z łaciny. Ja pamiętam, że modliłem się o zdrowie dla profesora, żeby nam lekcja z łaciny nie przepadła”.
Profesor Bogdanowicz chorował na serce. Serce zrujnowała mu grypa i gorycz życiowa. ” – W czasie okupacji pochłonąłem masę książek. Nie byłem dzieckiem we mgle, wiedziałem, co to stalinizm. Byłem w klasie jedynym, który na 1 maja szedł bez czerwonego krawata. Z wieloma rzeczami nie mogłem zgodzić się psychicznie. I zapłaciłem za to zdrowiem” – powiedział E. Dobrowolskiej. Dodajmy, o czym nie dowiedziała się redaktor „Zwierciadła”, że W. Bogdanowicz jest autorem do dzisiaj nieopublikowanych drukiem szkolnych wspomnień.
Te cztery pokolenia wychowanków Haliny Mazurowej… Wśród nich Lidia Ziemiecka i Wanda Koniecka – Pieńkos, obie znane i obie cenione polonistki, takie, których nauki, w najczulszych zakamarkach duszy, przechowuje uczeń przez całe swoje życie. To one są na zdjęciach mojego tekstu – Lidia i Wanda. I profesor Włodzimierz Bogdanowicz. Niestety, nie dysponuję zdjęciem naszej polonistki. I tu prośba, przyślijcie je nam, nasi czytelnicy, zarazem uczniowie – SKARŻANIE i SKARŻANKI. Do zdjęcia dołączcie opowiastki związane z tą, która kochała uczyć.
***
Dziękuję paniom – Lidii Ziemieckiej i Wandzie Konieckiej – Pieńkos za życzliwą pomoc.
(Zdjęcia z archiwum państwa Wandy i Zdzisława Pieńkosów oraz GMD)

Grażyna M. Dzierżanowska, też wychowanka H. Mazurowej


Włodzimierz Bogdanowicz


Wanda Koniecka – Pieńkos


Lidia Ziemiecka
Mowa pożegnalna wygłoszona przez dyrektor Lidię Ziemiecką podczas pochówku profesor Haliny Mazurowej
***
Pogrążona w bólu Rodzino, żałobni Słuchacze! Ileż to razy moja i nasza Pani Profesor stawiała pełne dociekliwości ludzkiej pytanie retoryczne:,, Panie, czymże ja jestem przed Twoim obliczem?”. Ileż to razy moja i nasza Pani Profesor jak najwytrawniejszy stylista i największy orator, jednym tchem, odpowiadała:,, Prochem i niczem”. Rozkochana w tym, co ludzkie i w tym, co boskie, przeszła przez życie i swój ukochany Pułtusk. Ale nieobca Jej była gorycz cierpienia. Miało się jednak wrażenie, jakby ona dawała Jej siły do trwania i wiarę, że świat jest piękny, bo przywołany do istnienia wolą i słowem najprzedniejszej Artysty. Taki obraz świata niezwykle harmonijnego zaszczepiła w wyobraźni i świadomości swoich wdzięcznych uczniów i wychowanków. Miała ten dar pięknej mowy, olbrzymiej wyobraźni, ale nade wszystko talent pedagogiczny, na którego usługi oddała swoją rozległą wiedzę humanistyczną. Była nauczycielem, którego się nie zapomina, który swoją osobowością wywarł niezwykłe piętno na szkole, uczniach, dorosłych z bliższych i dalszych kręgów.
Niektórzy mówią: legenda szkoły, legenda naszego miasta. Tak, była zawsze sobą i była tym, kim Ją wdzięcznym sercem nazywamy. Mamy prawo moralne być z niej dumni, bo nieliczni są wyjątkowi, a więc tacy, których nie wyrzuca się z pamięci. Pięćdziesiąt lat w swojej ukochanej szkole, tyleż samo w podróży ze swoimi uczniami po tekstach literatury polskiej. Ileż razy w tym czasie pochyliła się nad młodym człowiekiem, nad jego trudnymi sprawami? Tego nie sposób obliczyć. Była Pani Profesor Halina Mazurowa zawsze blisko ucznia. Tego najsłabszego i tego najlepszego. My, uczniowie, już w latach szkolnej nauki w Liceum, odnosiliśmy wrażenie, że całe dobro, jakie do nas płynęło, było wywalczone przez Nią. Miała niezwykły szacunek dla ucznia, choć była konsekwentna i wymagająca. Toteż przyjmowaliśmy Jej choćby maleńkie napomnienie jako straszliwą naganę i mieliśmy poczucie wstydu z powodu Jej niezadowolenia. Była jednoznaczna w ocenach, może dlatego tak bliski był jej Norwid i Herbert. Do dziś brzmi mi w uszach pięknie recytowana przez Panią Profesor Norwidowska fraza o tych,, co mają tak za tak, nie za nie, bez światłocienia „.
Pięćdziesiąt lat uczyła i wychowywała. Nie zasadą i nakazem, ale osobistym przykładem. Była autorytetem. Serdeczna dla uczniów, otwarta dla rodziców, bliska, przyjazna dusza dla koleżanek i kolegów z pracy. Tak bardzo kochała nas wszystkich, bo byliśmy znakiem Jej szkoły. Tu jako pedagog stawiała swoje pierwsze zawodowe kroki. I nigdy za życia jej nie opuściła, podobnie jak nigdy nie spóźniła się na lekcje. Nauczanie traktowała jako powołanie, wychowanie jako dopełniające ją pasję. Gdy składam te słowa, moja pamięć wydobywa ze swoich zakamarków sytuacje sprzed lat i sięgam wciąż najlepszych tekstów literackich, by nimi opisać naszą kochaną Panią Profesor. I nie znajduję najbardziej odpowiedniego, bo Jej obraz jest w wielu jednocześnie. Ale także jest w naszych sercach, jest w naszych duszach, jest w naszej pamięci.
Ukochaliśmy Cię bardzo, a była to miłość wzajemna. I za to gorącą modlitwą Ci dziękujemy i naszą obecnością w Twojej ostatniej ziemskiej drodze. I mam pewność, że głęboko czułaś swoją ziemskość, kruchość i ulotność, i nie wadziłaś się z Bogiem, choć powodów miałaś wiele. Miałaś tyle pokory, z której wyrosło Twoje męstwo duchowe.
Żegnam Cię, droga Pani Profesor, w imieniu całej Rady Pedagogicznej i dyrekcji LO im. Piotra Skargi, uczniów, rodziców, pracowników szkoły, koleżanek i kolegów emerytów, zaprzyjaźnionych z Tobą i bliskich Ci osób, wiernych do końca Twoich młodszych kolegów nauczycieli. Towarzyszy tym słowom tak samo pełne wdzięczności i szacunku pożegnanie od pana starosty, od Twoich pułtuskich i rozrzuconych po kraju i świecie wychowanków i uczniów, w których życiu i pracy jak w lustrze odbijają się Twoje prawdy, nauki i Twój system wartości.
Spoczywaj w pokoju.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *