pultuszczak

Facebook


Wsparcia i współczucia brak

2017-11-15 11:24:45

Wracamy do tematu pogryzienia pięcioletniej dziewczynki przez bezdomnego psa, który wydostał się z kojca na terenie Pułtuskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w czasie, gdy powinien być szczególnie strzeżony, gdyż po wcześniejszym ataku na dwóch mężczyzn we wsi Szygówek, był obserwowany w kierunku wścieklizny

Kiedy „wilczurowaty” duży pies uciekł z siedziby przedsiębiorstwa i wydostał się na ulice miasta, dopadł jedno z trójki dzieci pani Justyny, pięcioletnią dziewczynkę. Z mamą udało się nam skontaktować i porozmawiać o tym traumatycznym przeżyciu. Do dziś nie może opowiadać spokojnie o tamtym dniu, nie ma się zresztą czemu dziwić. Najbardziej psychicznie ucierpiały jej dzieci. Pogryziona dziewczynka długo nie zapomni ataku rozwścieczonego zwierzęcia, tak samo przerażeni są jej bracia. Dzieci znów stały się mniej samodzielne, wolą być z mamą, tuż obok, bo tylko dzięki niej udało się uniknąć większego dramatu. Rodzice skorzystali z pomocy psychologa.
Z przerażaniem o tamtym dniu mówią świadkowie zdarzenia. Pani Justyna wracała z dziećmi z przedszkola, pies przebiegł obok nich, a potem wrócił i skoczył w kierunku jej córeczki. Złapał ją zębami za włosy, gryzł na oślep. Matka, która również leżała na chodniku, próbowała odstraszyć psa zadając ciosy. Wołała pomocy, zbiegli się ludzie. Ktoś odciągnął zwierzę i pies w końcu odpuścił.
Udało nam się dotrzeć do mężczyzny, który pomógł pani Justynie i jej dzieciom. Wybiegł z pobliskiego sklepu, starał się oderwać psa od dziewczynki i na chwilę mu się to udało. Zwierzę jednak ponownie wyrwało się i znów zaczęło atakować dziecko. Kolejna próba odstraszenia psa powiodła się, za co młodemu mężczyźnie należą się ogromne podziękowania.
Policja i straż miejska przyjechały po jakimś czasie. Zwierzę złapano ponoć w okolicy budynków parafialnych św. Mateusza. Ponownie trafiło do klatki, potem, staraniem wolontariuszek, do jakiejś fundacji zajmującej się „bezdomniakami”. Problem w tym, że tu nie zawinił pies, ale ludzie, osoby odpowiedzialne za opiekę nad nim w czasie kwarantanny. W tym przypadku jest to samorząd, reprezentowany przez burmistrza Krzysztofa Nuszkiewicza. To gmina ma obowiązek opieki nad bezdomnymi zwierzętami, szczególny, gdy jest to pies odłowiony po ataku na człowieka i obserwowany. Czy miejscem dla niego jest kojec w PPUK, skoro mamy podpisaną umowę z lekarzem weterynarii? Na to i inne pytania chcieliśmy uzyskać odpowiedź. By poznać oficjalne stanowisko władz miasta, najpierw skontaktowaliśmy się telefonicznie z wiceburmistrzem Różą Krasucką. Chcieliśmy się wtedy dowiedzieć, co przedstawiciele naszych władz zamierzają zrobić, by do podobnego dramatu więcej nie doszło, jaką pomoc okazali poszkodowanej dziewczynce i jej rodzinie. Pani wiceburmistrz nie chciała rozmawiać na temat tego co się zdarzyło, za to koniecznie dociekała, kto powiadomił redakcję. Do spotkania, które miało się odbyć następnego dnia, nie doszło. Polecono nam, by w sprawie psa kontaktować się z burmistrzem Krzysztofem Nuszkiewiczem. Ten oddzwonił już po ukazaniu się pierwszego artykułu twierdząc, że musi sprawdzić przepisy dotyczące takich sytuacji. Po tej rozmowie nie było żadnej odpowiedzi na artykuł ani kontaktu władz miasta z rodzicami dziewczynki, żadnej próby rozmowy. Teraz burmistrz krótko stwierdza, że rodzice pogryzionego dziecka mogą się starać o rekompensatę finansową w ramach ubezpieczenia, które na wypadek takich sytuacji posiada gmina. Powątpiewa w konieczność udzielania wsparcia psychologicznego zaatakowanej przez psa dziewczynce i jej braciom…
Ustawa o ochronie zwierząt właśnie dla jednostki samorządu ustanawia obowiązek w postaci wyłapywania i zapewniania opieki bezdomnym czworonogom. Jeśli pies stanowi zagrożenie dla ludzi, powinien niezwłocznie trafić do schroniska. Gmina, która zaniedbuje swoje obowiązki, nie może liczyć na ulgowe traktowanie. Każdy poszkodowany powinien zatem żądać satysfakcjonującej go kwoty z tytułu poniesionej szkody – mówią orzecznicy.
W tym konkretnym przypadku doszło jeszcze do naruszenia innych przepisów prawa. Dotarliśmy do pisma powiatowego lekarza weterynarii w Pułtusku z 27 września tego roku, w którym Krzysztof Wisiecki zawiadamia policję o popełnieniu wykroczenia przez burmistrza Krzysztofa Nuszkiewicza . W uzasadnieniu podnosi, że 9 września, w miejscowości Szygówek, bezpański pies pogryzł dwóch mężczyzn. Został schwytany przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej i umieszczony na terenie bazy Pułtuskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych przy ulicy Rybitew. Miał tam być przez 15 dni obserwowany pod kierunkiem ewentualnej wścieklizny.W poniedziałek, 11 września, zawiadomiony o tym fakcie powiatowy lekarz weterynarii wydał decyzję nakazującą burmistrzowi izolację obserwowanego zwierzęcia do zakończenia obserwacji.
Niestety, jak opisywaliśmy wcześniej, 13 września pies wydostał się z kojca w PPUK i biegając po ulicach miasta zaatakował i pogryzł pięciolatkę. Pies ponownie trafił w to samo miejsce, a jego obserwacja została wydłużona z 15 do 21 dni. Na szczęście wściekliznę wykluczono, ale co by było gdyby okazało się że zwierzę jest jednak chore?!
Dlatego właśnie powiatowy lekarz weterynarii złożył zawiadomienie w związku z naruszeniem art. 44 ust. 1 pkt 1 Ustawy z 11 marca 2004 o ochronie zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. Artykuł ten mówi, że: w celu zwalczania chorób zakaźnych zwierząt podlegających obowiązkowi zwalczania powiatowy lekarz weterynarii, w drodze decyzji, może: 1) nakazać odosobnienie, strzeżenie lub obserwację zwierząt chorych lub zakażonych albo podejrzanych o zakażenie lub o chorobę. Tak też się stało, a samorząd tego obowiązku nie dopełnił.
Od naczelnika pułtuskiej prewencji w Komendzie Powiatowej Policji kom. Marcina Czyżewskiego dowiedzieliśmy się, że w tej sprawie wciąż prowadzone są czynności wyjaśniające. O ich finale poinformujemy już wkrótce. Niezależnie od działań prawnych, decyzji, przepisów, ta sprawa ma jeszcze jedno oblicze. I rodzicom dziewczynki, i nam zależało przede wszystkim na ludzkim potraktowaniu tego co się wydarzyło, na refleksji, wyciągnięciu wniosków na przyszłość. Niestety nic takiego się nie wydarzyło i to jest najbardziej przykre. Burmistrz zaprasza Tygodnik na oglądanie klatek w PPUK twierdząc że są solidne, były naprawiane, a pies został przez kogoś wypuszczony… Z zaproszenia oczywiście skorzystamy.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *