pultuszczak

Facebook


WOŁOWINKA NIE LUBI ZA DUŻO KOMBINACJI

2021-06-23 11:09:48

Z MARCINEM BIESIEKIERSKIM, WŁAŚCICIELEM GRILL BARU u SIEKIERA, ROZMAWIA GRAŻYNA M. DZIERŻANOWSKA

Sanepid już u Pana był?

(wybuch śmiechu)

Oczywiście, w pierwszej kolejności.

Sam szef, dr Biesiekierski?

Szef również. Powiedział, że się postaraliśmy. Zrobiliśmy wszystko tak, jak powinno wyglądać, od A do Z. Prywatnie dodał, że mnie podziwia, ale nie zazdrości i że lęka się, czy taka działalność w Pułtusku ma sens. Wie, jako człowiek zawodowo związany również z gastronomią, ile takich działalności powstaje i za chwilę ich nie ma.

Ale ten Pana ogródek, w RYNKU, super jest. Tego nam brakowało!

Działamy dopiero od półtora roku, najpierw mieściliśmy się w pobliżu dzwonnicy, w dawnej kamienicy dr Elbego. W obecnej lokalizacji (to jest Rynek 40a) jesteśmy od początku września ubiegłego roku, a w ogródku dopiero trzy tygodnie, więc, jak widać, to świeża sprawa.

Tak naprawdę to wszystko wymusił wirus. Rząd obwieścił, że w pierwszej kolejności da możliwość działania gastronomii na otwartej przestrzeni.

I tak z żoną, Eweliną, podjęliśmy rękawicę, zaryzykowaliśmy i stworzyliśmy ogródek. Wcześniej wyposażyliśmy obecny lokal, jednak wirus pozwolił nam go prowadzić na normalnych zasadach tylko około półtora miesiąca.

Chcieliśmy coś zrobić dla naszego miasta i dla jego mieszkańców… I tak właśnie z pasji do gotowania i z racji tego, że w Pułtusku nie było takiego miejsca, gdzie można było zjeść kanapkę ze świeżą wołowiną, powstał GRILL BAR „u Siekiera”.

Ta pasja gotowania…

Wzięła się od rodziny, przede wszystkim od babć, które po części mnie wychowywały. Tata również jest fanem gotowania. To pasja nie wzięta z wykształcenia gastronomicznego… tylko z miłości do jedzenia.

Wróćmy na moment do ogródka – jest ciekawie zaaranżowany, estetyczny.

Staraliśmy się wkomponować w otoczenie, a nie jest to łatwe, nie ma niestety doradcy z UM, który by nas naprowadził, jak to wszystko powinno wyglądać. Działamy niejako po omacku, wykorzystujemy własne doświadczenia… A tu? Chcę jak najwięcej drewna, żeby nie było pstrokato, drewno powinno dominować, jakieś okucia, na dachu domku mamy gont, no i kwiaty.

Charakter rynkowy i wiadomo, to początek, rozwijamy się, uczymy. Każdego dnia zdobywamy nowe doświadczenia, które miejmy nadzieję zaprocentują na przyszłość.

Mamy już pomysły na następny sezon…

Marzy mi się, żeby ta część RYNKU, od strony zamku, tak mniej więcej wyglądała. Problemy jednak są… Niestety boli mnie przede wszystkim ruch na jezdni. Jest tu bardzo niebezpiecznie. A nasz ogródek nie jest zintegrowany z lokalem, z GRILL BAREM, bo po prostu się nie da tego zrobić… Kelnerzy noszą jedzenie, dzieci przechodzą przez ulicę, a niestety samochody jeżdżą tu często z zawrotną prędkością.

Na przyszłość dobrze by było, żeby przynajmniej jeden – dwa weekendy w miesiącu zamknąć tę część RYNKU dla samochodów i zorganizować np. jarmarki staroci, koncerty i inne wydarzenia, które ściągnęłyby turystów i mieszkańców. Chodzi o to, żeby ta starówka żyła i dobrze wyglądała.Ale co ja sam mogę? Ja mam tylko wizję i marzenia.

Ale z ogródkowym sąsiadem to Pan jest w dobrych stosunkach…

Nie chciałbym tu wprowadzać jakiejś aury konkurencyjności. Ja do Artura, do MAGDALENKI przychodzę od kilkunastu lat, jesteśmy kolegami, spokojnie nie będziemy do siebie strzelać.

Czym się charakteryzuje doskonały burger?

Ha! Podstawą jest jego serce, czyli wołowinka, która powinna być odpowiednio obrobiona. Nie lubi za dużo kombinacji. Przyprawiamy tylko solą i pieprzem, następnie odpowiednia technika wysmażenia i to cały sukces, plus oczywiście świeżość mięsa, świeżość i jeszcze raz świeżość – też warzyw i bułeczek. Mamy codzienne dostawy. Bazuję tu, w dużej mierze, może w 70-80%, na produktach lokalnych dostawcach, z Pułtuska i powiatu – promujmy nasze miasto i nasz powiat. Jednak wielkie sklepy, LIDL, BIEDRONKA mają konkurencyjne ceny i nie da się uniknąć kupowania u nich niektórych produktów, lokalni dostawcy nie mogą z nimi rywalizować. Cena w przedsiębiorstwach/biznesie jest ważnym czynnikiem…

Przeglądałam te BURGEROWE ceny, nie są zbyt wygórowane.

Musiałem je zrównoważyć, nie można tu dać cen z Warszawy. Chciałem, żeby to wszystko było na każdą kieszeń. Kanapka jest duża, 200 g wołowiny, która jest w tej chwili w cenie, zresztą jak wszystko… Oprócz produktów, których ceny bardzo się podwyższyły, niestety wzrosły ceny także za prąd, gaz, paliwo, itd. Starałem się też, żeby nasze ceny były mniej więcej na poziomie gastronomicznych cen sąsiadów.

Duży Pan ma asortyment. Nawet BURGER PUŁTUSKI.

Jest to akcent związany z naszym miastem. Jest w nim wołowina, grillowana kiełbaska, musztarda, grillowana kapusta kiszona, pieczarka, cebula, to takie trochę staropolskie akcenty. Niech ten turysta widzi, że dla nas Pułtusk jest ważny i możemy go promować chociażby nazwą naszej kanapki.

Nie ukrywam, że jest ona coraz częściej wybierana przez naszych GOŚCI.

Który z burgerów zamawiany jest najczęściej?

Popularny jest BURGER RĘBACZA, był burgerem miesiąca w grudniu. To odpowiedź na kanapkę DRWALA, znaną skądinąd. W jej skład wchodzi m.in. panierowany ser mozzarella, ser cheddar, rukola, pomidor, cebula, grillowany czosnek, sos, bułeczka – brioszka. Tu uwaga, nie lubię używać obcojęzycznych nazw… jesteśmy w Polsce, więc używajmy naszego języka narodowego. U nas jest np. BURGER SEROWY, a w większości burgerowni w naszym kraju można znaleźć podobną kanapkę pod nazwą Cheeseburger.

Bułeczki skąd?

Z lokalnej piekarni, tradycyjnej, od pana Białczaka. Wołowina od pana Lenarcika. Muszę przyznać, że są to bardzo porządne firmy.

OK, a co tata mówi o kaloriach tych smacznych kanapek???

(wybuch śmiechu) Dobre, dobre! Tata właśnie wziął się za zdrowie jako lekarz, bardzo schudł. A te kalorie? No, trzeba liczyć. Nasza kanapka tych kalorii jednak trochę ma.

A kanapkę można popić piwkiem.

Tak, jak na razie tylko piwkiem. Kawa by się również przydała, ale działamy tak krok po kroku, ale tej opcji oczywiście nie wykluczamy.

Kto przychodzi do GRILL BARU?

Najwięcej gości jest w wieku 25-35 lat. Ale jest również wiele osób starszych i młodszych. Ważne jest dla mnie, że zostawiają bardzo pozytywne opinie, aż miło się na sercu robi. A my się staramy z całych sił. Chcemy, żeby była luźna, miła, rodzinna atmosfera… Nie chcemy, żeby ktoś był skrępowany.

Chcemy, żeby każdy czuł się u nas swobodnie… Nasze relacje z pracownikami również są na stopie koleżeńskiej.

A burgerki dla dzieci?

Jest burgerek JASIOWY i zestaw MAŁGOSI – fryteczki, polędwiczki z kurczaka, nazwy pochodzą do imion naszych dzieci.

Kanapki na wynos?

Zorganizowaliśmy dostawy w wyniku pandemii. Pozytywny odbiór, no i uciekamy od pakowania kanapek w plastiki. Od niedawna zmieniliśmy opakowania do burgerów na rozkładane kartony. Szczerze, to nie spodziewaliśmy się, że będą one aż tak pozytywnie odebrane przez naszych GOŚCI. Jednak świadomość ludzi się zmienia (oczywiście na plus) i coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, jak szkodliwy dla nas wszystkich jest plastik.

A co przed gośćmi? Jakieś nowości?

Tak. Myślimy o grillowanym oscypku, o pajdce ze smalcem i ogóreczkiem do piwka. Ale to jeszcze potrzebuje czasu, żeby to wszystko zgrać. Codziennie mamy po kilka nowych pomysłów, jedynym problemem jest to, że doba robi się za krótka.

No i estetyka, uśmiech na twarzy, przyjazny klimat, rozmowa z klientem. Wydaje mi się, że jest to bardzo ważne.

Nazwa BARU to łatwo przyszła?

Łatwo. To ksywka, mówili na mnie SIEKIERKA, SIEKIER już od podstawówki. U sąsiadów też nazwa- ksywka – U DYNI.

Na koniec… Co mówią turyści o naszym mieście, o RYNKU, o rozrywkach?

Powiem, co mówią i pułtuszczanie, i turyści, a mówią, żebyśmy zaczęli organizować turystyczne miasteczko.

Turyści, owszem, są, mówią, że miasto urokliwe, zabytkowe, ale nie mają po co wracać, bo za mało atrakcji. Dom Polonii im się podoba, otwarty dla gości, pan Kisiel bardzo dobrze go prowadzi, to na plus… Ale słyszę niestety od turystów, że nie ma masowych rozrywek, jarmarków, nie ma nic dla dzieci, np. parku linowego, a rodzice, wyjeżdżając z domu, biorą pod uwagę rozrywki dla dzieci. Terenu jest sporo, ale to pomysł dla prywatnych inwestorów…

No i wieczorami jest tu tor wyścigowy, jest niebezpiecznie. Nie ma bezpiecznego przejścia między ogródkami, a barami. Widziałbym tu strefę ruchu, chociaż na tej naszej połowie RYNKU, bo to zobowiązuje kierowcę do udzielenia pierwszeństwa pieszym. To byłoby już dużo.

No to sobie pogadaliśmy, jeszcze tylko powiem Panu, że mojej córce bardzo smakował burger francuski!

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *