pultuszczak

Facebook


Tydzień mieszkaliśmy ze szczurem

2021-06-15 9:49:50

Dramatyczna relacja pułtuszczanki

Gryzonie na osiedlach mieszkaniowych są często bardzo poważnym problemem. Myszy i szczury przychodzą w poszukiwaniu pożywienia do wiat śmietnikowych, ale często dostają się do piwnic i dalej, na klatki schodowe, czasem też niestety do mieszkań. Swoją tygodniową walkę ze szczurem zrelacjonowała nam wstrząśnięta mieszkanka jednego z bloków przy ulicy Tysiąclecia. Pozbycie się intruza z mieszkania wcale nie było łatwe. Kobieta musiała sama szukać pomocy u deratyzatora, gdyż mimo że domagała się interwencji w spółdzielni mieszkaniowej, usłyszała odpowiedź, że administracja zajmuje się problemami dotyczącymi wspólnych części budynków wielorodzinnych, a nie mieszkań, bo to już jest prywatna  sprawa lokatorów.

– Wydało mi się to kuriozalnym wytłumaczeniem, gdyż nie przyniosłam tego szczura na plecach do mieszkania, tylko dostał się do niego przez otwory, które są w stropach, posadzkach, przy rurach w piwnicy i innych wspólnych częściach budynku.

W walce z gryzoniem buszującym po mieszkaniu, zachowującym się tak głośno, że nie dało się normalnie spać, przegryzającym kable, rośliny i inne elementy wyposażenia, dużo serca okazał mieszkance bloku radny Adam Maicki, któremu za naszym pośrednictwem bardzo dziękuje za pomoc.

Szczur w końcu zjadł truciznę zakupiona u deratyzatora i po kilku dniach  zdechł w pokoju, konkretnie w kanapie. Wykończona nerwowo kobieta postanowiła natychmiast przygotować pismo do administracji – czyli Spółdzielni Lokatorsko – Własnościowej przy al. Tysiąclecia. W piśmie wnioskuje o:

– zabezpieczenie wszystkich otworów w przejściach przez stropy, ściany, podłogi w suszarni, pralni, w piwnicy i wspólnych częściach budynku.

– Wykonanie w częściach wspólnych profesjonalnej i skutecznej deratyzacji, w celu odstraszenia gryzoni.

– Zatrzymanie cieknącej wody przy węźle ciepłowniczym, powodującej wilgoć i niesamowity fetor.

– Ponadto na bieżąco zalecamy zwrócić szczególną uwagę na sprzątanie w piwnicy, na klatkach schodowych i wokół bloku.

Pod petycją podpisali się również inni mieszkańcy, od których autorka dowiedziała się, że też mieli ekscesy ze szczurami, jeden z nich również panoszył się w mieszkaniu jej sąsiadki.

W rozmowie telefonicznej ze pracownikiem Spółdzielni Mieszkaniowej ustaliliśmy, że deratyzacja jest prowadzona na bieżąco, zgodnie z potrzebami, przez pracowników spółdzielni, ale w szczególnych przypadkach zleca się ją również profesjonalnym firmom. Problem gryzoni jest szczególnie nasilony w niektórych nieruchomościach, dotyczy to również dwóch bloków przy ulicy Tysiąclecia. Zdaniem administracji przyczyniają się do tego również sami lokatorzy, wyrzucając resztki jedzenia w najbliższym otoczeniu budynku, dokarmiając ptaki i bezdomne koty. To koty, zdaniem niektórych, powinny być skutecznym odstraszaczem gryzoni, ale nie w sytuacji, gdy są regularnie karmione. Temat ten swego czasu poruszał na łamach Tygodnika były prezes TBS-u Paweł Krężołek, przy okazji ustawiania przy budynkach wielorodzinnych specjalnych budek dla bezdomnych kotów. Zdajemy sobie sprawę, że ludzie o dobrych sercach chcą pomóc bezpańskim czworonogom, ale może wystawiać im karmę gdzieś dalej, nie bezpośrednio przy bloku, czy wejściu na klatkę schodową?

Spółdzielnia zapewnia, że trucizna na gryzonie jest rozstawiana regularnie (potwierdza to mieszkanka bloku, autorka petycji, twierdząc jednak że trutka stoi, a gryzonie jej nie ruszają), czasem jest ona jednak wyrzucana przez mieszkańców. Jeśli chodzi o pismo z prośbą o łatanie dziur w budynku, takie prace już zostały zlecone i niebawem będą wykonane.
ED

Pułtuskie blokowiska, jak słyszę od mieszkańców, od zawsze borykały się z zaszczurzeniem. Szczury buszują w śmietnikach blokowych, gromadzą się w piwnicach, ba, pojawiają się w mieszkaniach i wychodzą na klatki schodowe.
Bliskie spotkania z tymi budzącymi odrazę gryzoniami, mogą silnie wpłynąć na system nerwowy człowieka, a nawet spowodować uraz.
Przed laty, na klatce schodowej w bloku przy Tysiąclecia spotkałam szczura. Siedział na schodach, na trzecim piętrze. Pomyślałam, że go po prostu szybko ominę, spieszyłam się do pracy, i będzie po problemie. Tu dodam, że ani szczury, ani myszy nie wywołują u mnie lęku. Już podniosłam nogę, by pokonać schodek, kiedy szczur rzucił się w moją stronę i uczepił się mojego długiego prochowca, po czym zaczął piąć się po nim. Wtedy zaczęłam się drzeć, darłam się tak, że już po akcji nie mogłam z siebie wydusić głosu. Na krzyki zareagował mój mąż, wybiegł z mieszkania, trzymając szczotkę na kiju (jak to się stało, że złapał kij, nie wiem, może krzyczałam: SZCZUR?!!) i go… zabił.
Drugi znany mi przypadek ze szczurem w tle, to ten dotyczący państwa P., też blokowiczów. Opisywałam go przed laty w TYGODNIKU. Nie pamiętam go ze szczegółami, ale nawet okruchy tamtego zdarzenia budzą grozę. Otóż pani domu miała bliskie spotkanie ze szczurem w łazience, do której udała się, aby pobrać mocz do badania. Otworzywszy klapę sedesową, ze zgrozą zobaczyła szczurzy pysk i wąsy!!! Przeżyła szok. Ale potem było jeszcze gorzej. I to przez długie dni. Szczur bowiem opuścił sedes i buszował po łazience, wreszcie znalazł sobie kryjówkę w… pralce, gdzie czuł się bezpieczny. Właściciele mieszkania podawali szczurowi truciznę, straszyli go, próbowali wyprowadzić i z pralki, i z mieszkania, ale wszystko na nic. Wreszcie rozebrali pralkę i w jej wnętrzu, o ile mnie pamięć nie zawodzi, załatwili gryzonia.
GMD

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *