pultuszczak

Facebook


TU MIESZKAJĄ NORMALNI LUDZIE, ALE W NIEGODNYCH WARUNKACH

2019-07-17 2:51:03

Jakie są bloki poniemieckie, każdy widzi. A jest ich cztery – dwa od ulicy Traugutta, następnie sześćdziesiątka przy 17 Sierpnia – straszydło przy eksponowanej drodze, i ten w połowie odmalowany i wyremontowany, który zadziwia

Blok przy 17 Sierpnia 60. To tu wysłuchałam licznych bolączek mieszkańców, z którymi, jak twierdzą,  nie liczy się administrator domu, czyli TBS.

– Opowiem pani swoją historię – zwraca się do mnie pani Anna, kobieta energiczna i zaradna, zaprawiona w walce z życiowymi trudnościami, samotna matka trojga dzieci, szósta na liście do zamiany mieszkania.

Pani Anna mieszka w dwupokojowym, zadbanym mieszkaniu, ale jego stan zagraża zdrowiu jej dziewięcioletniej córki, poważnie chorej na astmę i borykającej się z alergią na roztocza. Choroba dziecka wciąż postępuje mimo kosztownego leczenia.

Trzy lata temu pani Anna, na własny koszt, przeprowadziła generalny remont – w kuchni i pokoju. Wymieniła okna (były spróchniałe i wypadały), drzwi, rury w ścianach – były popękane – podłogi (szambo zalegało pod deskami), „zdarła” zawilgocone ściany, wygospodarowała i wykonała samodzielną łazienkę.

–  Obecnie wszystko mi przegniło, bo woda się leje po podłodze, po ścianach, wilgoć wchodzi na ściany… Zalewane są piwnice. Powód? Nieszczelne rynny i ubytki w elewacji  frontowej (z elewacją TBS wziął  się  wprawdzie za bary, ale praca wciąż nie jest skończona!). Ścianę w kuchni myję co tydzień domestosem, także podłogi, tak walczę z wilgocią, chociaż środek szkodzi naszemu zdrowiu, ale innego wyjścia nie mam  – relacjonuje pani Anna.

Moja rozmówczyni informuje władze TBS o stanie swojego mieszkania. Mówi: – Chodzę tam non stop. Pan prezes Krężołek mówi, że nic nie może zrobić w mojej sprawie, nie może przyśpieszyć zamiany mieszkania… Czeka, mam wrażenie, aż dojdzie do stanu krytycznego i z moją córką będzie bardzo bardzo źle. Do RATUSZA też chodziłam. Od pani zastępcy burmistrza Nuszkiewicza usłyszałam, że w mieście są gorsze przypadki od mojego… A ja jestem w ciężkiej sytuacji – spłacam nie swoje zadłużenie za mieszkanie, a zadłużenie ciągnie się od lat, częściowo po mamie, częściowo po bracie. Jeszcze nie do końca je spłaciłam, ale wszystko na dobrej drodze, jestem z TBS-em w ciągłym kontakcie…  Prezes Krężołek nic o nas nie wie, nie zna nas. Za każdym razem muszę się mu przedstawiać i mówić, skąd jestem i gdzie mój blok się znajduje. Mam wrażenie, że nie ma pojęcia, jakie stanowisko zajmuje i czym powinien się zajmować. Za każdym razem mówi mi coś innego…

Pani Anna dziwi się, że brakuje mieszkań na zamianę, skoro pod sześćdziesiątką znajdują się dwa puste lokale. Mówi: – Na parterze mamy puste mieszkanie dwupokojowe. Marnuje się. Ja mogłabym tam zamieszkać, nie przeszkadza mi poniemiecki blok. Na górze też jest duże mieszkanie, nieużytkowane. Niszczeje, zachodzi grzybem. Chodziłam do TBS-u w sprawie tego na dole. Prezes powiedział, że jak go wyremontuję, to mi go przyzna. Ale ja dopiero co przeprowadziłam remont w swoim mieszkaniu, dużo mnie kosztował, parę tysięcy…

Pani Anna dawno straciła nadzieję na poprawę stanu bloku. – Mieszkam tu od 20 lat i nigdy nie przeprowadzono  tu remontu, a dom wymaga remontu wewnątrz i zewnątrz. Wszystko zawdzięczamy panu Sylwkowi Wołowskiemu, złotej rączce. A to klatkę pomaluje za składkowe pieniądze, a to zreperuje śmietnik, a to postawi kosz na śmieci, siatkę zreperuje… Bez niego nie mielibyśmy tu nic.  Ale on nie wszystko może zrobić. Tu wszyscy walczymy o swoje mieszkania i o swoje rodziny. Tu mieszkają normalni, pomocni ludzie, życzliwi, tylko mają niegodne warunki mieszkaniowe i przez to są postrzegani jako patologia. Moim dzieciom dokuczają w szkole, że mieszkają w bloku poniemieckim…  Wszystko przez to, że ten blok tak wygląda. A ja się cieszę, że mam gdzie mieszkać, że daję sobie radę i jeszcze oszczędzam. Wszystko robię dla dzieci. Powiem tak: nas rozumieli  tylko burmistrz Nuszkiewicz i pani Ewa Kowalska. Dzięki niemu mamy plac zabaw,  piaskownicę (piaskownica nie widziała pisaku od chwili  jej założenia!!! – dop. gmd), przychodził do nas, bawił się z naszymi dziećmi, nie traktował nas jak odrzutki społeczne, a pani Ewa była dla nas ratunkiem.

Grażyna M. Dzierżanowska

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *