pultuszczak

Facebook


Szlag mnie ścisnął

2016-01-12 11:23:34

Z samego rana, w poświąteczny poniedziałek, zadzwoniła do TYGODNIKA zbulwersowana do granic możliwości. Kto? Pułtuszczanka, która opuściła rodzinne miasto kilkanaście lat temu

Do rodziców przyjechała na święta, z zagranicznym mężem i dziećmi. W pierwszy dzień świąt wybrała się na rodzinny spacer i przez Skarpę szła na nowo oddaną kładkę. Idąc nie mogła wyjść z zadziwienia nad ilością psów załatwiających swoje potrzeby i to gdzie popadnie: na trawie, na dzikim boisku przy Widok, pod blokowymi oknami, nawet na chodnikach i schodach prowadzących do stacji autobusowej. Niektóre ze zwierząt załatwiały się tuż przy nogach swoich opiekunów, którzy w ręku trzymali smycz. – I nikt, ale to nikt nie zebrał śmierdzącego g… ze sobą, do pojemnika. I nie wstydził się przechodzących obok. Niedobrze się robiło – mówiła nasza rozmówczyni.
Do kładki nie doszła, zawróciła, bo młodsze dziecko było śpiące. Rozbierając je poczuła nieprzyjemny zapach g… Zajrzała pod podeszwy bucików, a że buciki miały traktorkową podeszwę to ich czyszczenie było wręcz odrażające.
I na tym zakończymy opowieść… poświąteczną. Szkoda gadać.

OD REDAKCJI

Ze Skarpy nie raz odbieraliśmy uwagi o nagannym zachowaniu się spacerujących z psami i o tym, że wskazany teren jest szczególnie, przepraszamy, zagówniony. I zabrudzony wszelkimi śmieciami. Polecamy go pod uwagę służbom i władzom (kary i edukacja), i sprzątającym (po łebkach) szczególnie trawiasty pas ziemi przy schodach prowadzących na Daszyńskiego (z obu stron). Apelujemy do brudasów, ludzie, opamiętajcie się! Nie wstyd wam? Gdzie osobista kultura?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *