pultuszczak

Facebook


Sąsiedzkiego terroru ciąg dalszy

2020-10-13 11:39:22

Wracamy na pułtuskie osiedle domów jednorodzinnych, o którym pisaliśmy kilka miesięcy temu. Wiele się od tamtego czasu wydarzyło i wydawałoby się, że walczący o swoje prawa mieszkańcy mają wszystkie argumenty w ręku. A jednak wciąż muszą się borykać z inwigilacją, oskarżeniami i słowną agresją ludzi od których kupili domy, licząc na dobre życie w spokojnej okolicy

Przypomnijmy, od drogi krajowej do posesji kilku rodzin – mieszkańców osiedla – jest przejazd wykonany z kostki. Przejazd usytuowany tuż przy ogrodzeniu posesji małżeństwa, które domy im sprzedało i „wyposażony” w bramę od drogi krajowej, a drugą na granicy tej posesji.

Posesja małżeństwa znajduje się przy drodze krajowej, a domy, które sprzedali, kawałek za nią, w polach. Okolica rzeczywiście piękna, cicha, oddalona od ruchliwej drogi i wydawałoby się dająca gwarancję spokojnego życia. Kolejne rodziny kupujące domy nie mogły się spodziewać niczego złego. W akcie notarialnym miały bowiem zapewnioną możliwość swobodnego przejazdu i przejścia obok nieruchomości sprzedających, a ludzie ci wydawali się bardzo mili, otwarci, serdeczni. Sytuacja diametralnie zmieniła się jednak, gdy sprzedali domy. Nagle wszystko zaczęło im przeszkadzać i różnymi sposobami chcieli „przekonać” swoich sąsiadów, by jeździli inną drogą biegnącą od ulicy Przemiarowskiej, z tyłu osiedla. Jest to wprawdzie droga gminna, ale zaniedbana, wyboista i ciężko nią jeździć w czasie dużych deszczy czy roztopów. Nawet gdyby została utwardzona czy pokryta asfaltem, to i tak mieszkańcy osiedla wyjazd do drogi krajowej mają zagwarantowany. W żaden sposób nie zagraża to bezpieczeństwu małżeństwa, które domy im sprzedało, gdyż powtórzmy – mają oni swoją ogrodzoną posesję. Tymczasem każdego dnia próbują postawić na swoim. Bramę wjazdowa na osiedle zamykają na łańcuch. Klucz ma każdy z mieszkańców, ale wyobraźmy sobie sytuację, że jest otwierana i zamykana przy każdym przejeżdżającym aucie. Byli właściciele domów bardzo, wręcz z uporem maniaka, tego pilnują, Na ich słowne ataki narażeni są wszyscy, którzy przyjeżdżają do mieszkańców osiedla.

– Rozumiemy, że droga po której mamy przejazd, jest ich własnością, szanujemy to, ale to co się dzieje przekracza ludzkie pojęcie. Gdy nasi mężowie wyszli pewnego razu wyrwać pokrzywy i pozbierać śmieci przy drodze, zaraz była awantura, bo nam nie wolno, choć właśnie zasadą służebności jest również wspólne dbanie o drogę. Żyjemy w ciągłym stresie, boimy się zapraszać gości, by nie spotkały ich nieprzyjemności, zaczepki, wyzwiska. To nie jest normalne życie i w końcu komuś puszczą nerwy, a oni żywią się takimi akcjami, są nakręceni po każdej takiej awanturze – powiedziała Tygodnikowi jedna z mieszkanek przy okazji przygotowywania wcześniejszej publikacji.

Do głosów mieszkańców dodajmy, że ich impulsywni sąsiedzi sami złożyli pozew do sądu, by ten cofnął służebność przejazdu zapisaną w aktach notarialnych ludzi, którzy od nich kupili domy. Sąd oddalił ten wniosek i wydał postanowienie na ich korzyść, bo raz danego prawa, bez solidnego uzasadnienia, nie można przecież cofnąć, czy wymazać.

Co się zdarzyło od naszej ostatniej publikacji sprzed kilku miesięcy?

PRZEJAZD

Małżeństwo odwołało się od postanowienia sądu, chcąc za wszelką cenę prawnie uniemożliwić przejazd mieszkańcom osiedla, ale kolejna próba też okazała się nieudana.To tylko ich rozsierdziło. Zaczęli „kombinować” przy przejeździe tak, by uprzykrzyć życie swoim sąsiadom. W pozwie pisali, że czują się zagrożeni, bo obok ich posesji przejeżdżają auta, że boją się o bezpieczeństwo swoich wnuków. Tymczasem w pewnym momencie postawili tu nawet dziecięcy basenik i parasol, by tylko zmusić stronę przeciwną do kapitulacji. Na szczęście ludzie ci mają w sobie siłę i determinację. Nie zamierzają ulegać presji, wiedzą co im się należy, za co zapłacili kupując domy i nie mają zamiaru ani rezygnować ani ustępować. Policyjne interwencje i zeznania mieszkańców osiedla dotyczące zachowania małżeństwa spowodowały wniosek policji do sądu, o ukaranie za uporczywe nękanie. 7 sierpnia tego roku Wydział Karny Sądy Rejonowego w Pułtusku wydał wyrok nakazowy w tej sprawie, uznając małżeństwo winnym złośliwego niepokojenia sąsiadów w ten sposób, że na drodze prowadzącej do ich posesji ustawili dwie bramy, z czego jedna jest na stałe zamykana na kłódkę i łańcuch, ograniczając w ten sposób swobodne przejście i przejazd. Oskarżenie dotyczyło również złośliwego zakręcania wody, o czym pisaliśmy w poprzednim artykule. Małżeństwo skazano na karę grzywny po 800 zł każdego oraz pokrycie kosztów postępowania.

Mimo że mieszkańcy osiedla wyrok ten mają w ręku i nic im nie wiadomo, by małżeństwo odwołało się od postanowienia, brama nadal jest zamykana. Ba, otrzymali nawet pismo w groźbami o podjęciu kolejnych kroków prawnych, jeśli oni, korzystając ze swoich kluczy, zamykać bramy nie będą. W piśmie małżonkowie powołują się na wyrok Sądu Najwyższego w jakiejś zupełnie innej sprawie, nakazu naszego sądu jakby nie dostrzegając. Potrafią nawet, widząc dojeżdżający do bramy pojazd, z hukiem zamknąć ją komuś przed nosem, a raczej przed maską.

WODA

W umowie kupna domów na tym osiedlu wyraźnie sprecyzowano, że będą one wyposażone w instalację elektryczną, wodną, kanalizacyjną i CO bez pieca i grzejników – zakończoną na rozdzielaczach obwodów.

Przez cały czas mieszkańcy korzystali z przyłącza od domu sprzedających, ale gdy sytuacja stała się konfliktowa, ci coraz częściej zakręcali im wodę bez uprzedzenia albo zmniejszali jej ciśnienie. Po wyroku nakazowym o uporczywe nękanie małżeństwo postanowiło się odegrać i przysporzyć sąsiadom kolejnych kłopotów. Wysłali do nich pismo, że z dniem 5 października wodę odcinają, bo nagle nie są podmiotem uprawnionym do jej dostarczania. Mieszkańcy próbowali protestować:

W związku z Państwa pismem z dnia 04.08.2020 o zaprzestaniu dostaw wody z Państwa przyłącza wodociągowego z dniem 05.10.2020, wzywamy Państwa do wywiązania się, w terminie 30 dni od daty otrzymania niniejszego pisma ze zobowiązań wynikających z zawartych z Państwem, przedwstępnych umów sprzedaży naszych nieruchomości oraz zapewnień słownych i przedstawionych dokumentów do:

– dokończenia budowy sieci wodociągowej zasilającej nasze domy w wodę bezpośrednio z sieci miejskiej,

– nieodpłatne przekazanie do PWiK Sp. z o.o. w Pułtusku sieci wodociągowej.

Jednocześnie, z uwagi na brak innego dostępu do bieżącej wody, który jest niezbędny do zachowania higieny, zwłaszcza w czasach zagrożenia pandemicznego w związku z wirusem Covid – 19, jak również mając na uwadze zamieszkiwanie domów zarówno przez niemowlę, małoletnie dzieci oraz osoby starsze, nie przyjmujemy do wiadomości i nie wyrażamy zgody na odłączenie naszych domów od istniejącego przyłącza, przed wykonaniem powyższego.

Przypominamy, że w momencie sprzedaży domów zapewnialiście i gwarantowaliście Państwo, przekazując nam odpowiednie dokumenty („Zawiadomienie ze Starostwa o wszczęciu postępowania w sprawie wydania pozwolenia na budowę sieci wodociągowej na działkach nr ewid. 26/11, 26/10, 26/9, 26/8, 26/7, 26/6, 26/5, 26/4, 26/3, 26/2 obręb 4 z dnia 20.03.2012”, „Umowy przedwstępnej z dnia 03.07.2009 z PWiK w Pułtusku, na budowę sieci wodociągowej oraz jej nieodpłatne przekazanie do PWiK”, pozwolenia na budowę domów, jak również umów przedwstępnych sprzedaży domów), że stosowane rozwiązanie polegające na zasileniu naszych domów w wodę z Państwa przyłącza, jest rozwiązaniem tymczasowym, które zostanie w najbliższym czasie sformalizowane i przez Państwa dokończone.

Uważamy, że okres 10 lat od sprzedaży pierwszej nieruchomości jest odpowiednim czasem na załatwienie przez Państwa wszystkich formalności związanych z wybudowaniem i przyłączeniem Naszych domów do sieci wodociągowej oraz przekazaniem jej do PWiK Sp. z o.o. w Pułtusku, zgodnie z zapisami umów przedwstępnych i zapewnień z Państwa strony.

Wobec zaistniałej sytuacji, mieszkańcy zaczęli jednak szukać innego rozwiązania, tym bardziej że postawiono im ultimatum, któremu nie mogli ulec. Jeśli zrzekną się służebności przejazdu do drogi krajowej, z wodociągu będą mogli nadal korzystać. Sprytne, prawda?

Mieszkańcy osiedla wybudowali studnie na swoich podwórkach, ponosząc kolejne koszty idące w tysiące złotych. To też nie podoba się małżeństwu. Zaczęły się podglądania podwórek, krzyki, nawet groźby słowne (doniesienie już złożono na policj|). Teraz chcą kontrolować to, co ich sąsiedzi robią na swoich podwórkach.

Do sprawy będziemy powracać, bo to jeszcze nie koniec. Spokój, cierpliwość i konsekwencja to wszystko, na czym teraz muszą się skupić rodziny mieszkające na tym osiedlu. Dają radę i to już wkrótce na pewno przyniesie kolejne pozytywne dla nich rozstrzygnięcia. A Tygodnik się przygląda i kibicuje. Każdy ma prawo do spokojnego życia i korzystania z tego, za co zapłacił. Sprawiedliwości stanie się zadość. Przy okazji dziękujemy pułtuskiej policji i pracownikom wodociągów, za życzliwość, zaangażowanie i wszelką pomoc okazaną mieszkańcom osiedla.

A tu basenik i parasol dla wnuków obok niby niebezpiecznego przejazdu

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *