pultuszczak

Facebook


Rzucać się czy nie rzucać, oto jest pytanie

2017-11-09 10:37:47

Z cyklu PUŁTUSK WIDZĘ

My, Polacy, lubimy jeść, co po nas widać. Powiedzcie pierwszej lepszej pułtuszczance jakiś tam komplement. Odpowie, że dziękuje, ale jest trochę za gruba, że musi zrzucić ileś tam kilogramów i w ogóle musi mniej… żreć. Na pytanie, z czego to ma się odchudzać, czy z … kości, odpowie wam oburzona, że wy to dopiero umiecie sadzić komplementy.
Dlaczego ja o tym jedzeniu? Bo będzie o jedzeniu za darmochę – podczas uroczystych spotkań miejskich i (rzadziej) powiatowych zakończonych tak zwanym poczęstunkiem.
A że weszliśmy w strefę przedwyborczą, poczęstunek goni poczęstunek, degustacja degustację. I rodzi się dylemat u niektórych pułtuszczan, bywalców spotkań: pchać się czy nie pchać. Do michy oczywiście, czytaj stołu.
Tu trzeba przyznać, te stoły są raczej WYSMAKOWANE, chodzi o smaki, o formę i estetykę.
I teraz tak, są stoły, które oblegane, nie świecą obrusem (co najwyżej WYJDZIE jakieś najbardziej ulubione danie pułtuszczan), i są takie, że moment i na obrusowej bieli tylko okruszki.
Ale… Ale zanim zobaczymy okruszki, najpierw lawą tłum prze na stoły. Ciżba i rój. Talerze pełne jadła, w jednej ręce, w drugiej ręce, na talerzach góry jedzenia. I do pałaszowania. Nikomu nie zaświeci się lampka z tyłu głowy, że oto za nami też stoją chętni degustacji…
A ci degustują, jak powiedziała mi obserwatorka miejskiego życia, z rożnych przyczyn. 1. Lubią jeść za darmo. 2. Lubią, jak im ktoś poda jedzenie pod nos. 3.Jedzą, bo są po prostu głodni, bo ich renta/emerytura nie pozwala im na TAKIE rozhasanie stołu. 1 i 2 punkt pominę milczeniem, trzeci mnie zasmuca. A czwarty, który za chwilę, zadziwia nie tylko mnie. To od tych zadziwionych mieliśmy sygnały o… pakowaniu jedzenia w osobiste torby i torebki. – Co jest w tych ludziach – informowali mnie – że zabierają potrawy/ciasta do domów, skoro im się całkiem źle nie powodzi…
To pytanie do psychologów… Ale… Ale spytajmy obserwujących pułtuskie życie. Czepialską i Nieczepialskiego. Pierwsza powiedziała: – Mnie to wszystko smuci, wydaje mi się, że ludzie przychodzą po to, żeby się najeść. Rzucają się na stół, jakby całymi tygodniami nie jedli… Może inaczej, jedzą, bo na chleb i mleko niektórym zbiedniałym seniorom jeszcze starcza, ale na coś lepszego już nie. A na stołach pojawiają się przecież smakołyki. Kładą więc dania mięsne z ciastem na jednym talerzyku, z obawy, że nie starczy tego, co chcieliby zjeść. Pyta mnie pani, jacy to ludzie, w jakim wieku. w Dzień Seniora byli to… seniorzy, ale na gminnym Dniu Nauczyciela także stosunkowo młodzi ludzi. I było tak samo, więc już sama nie wiem, jak ten FENOMEN wytłumaczyć… Nieczepialski wyjaśnił: – A co w tym dziwnego, pachnie, jest smaczne, to się ludziska rzucają. Co tu się dziwić. Tylko ta uwaga, że w ferworze zdobywania zapomina się o kulturze. Chociaż… Chociaż nikt nikomu z talerza nie zabierał. Jak dotychczas.
A tymczasem? Tymczasem pocieszmy się tym, że celebryci znani z pierwszych stron ogólnopolskich gazet też rzucają się na stoły…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *