pultuszczak

Facebook


RODZI SIĘ WYJĄTKOWE WZRUSZENIE

2020-05-19 2:59:38

– Dzień dobry Pani Grażyno. Pozdrawiamy serdecznie z karaibskiego wybrzeża – tak Krzysztof Rudź, rozpoczął wywiad z „Tygodnikiem Pułtuskim”. Krzysztof jest pułtuszczaninem, synem mojej licealnej koleżanki Hani. Jest podróżnikiem. Jest – wraz z żoną Wiesławą Izabelą Rudź – autorem książki „Pod niebem Patagonii”. Po Ameryce Południowej małżeństwo podróżowało 8 miesięcy i połowę kontynentu odbyło na motorach. Obecnie para spędza czas na kolumbijskiej plaży, na kwarantannie, prowadząc ludziewpodrozy.pl i zamieszczając filmy na YouTube

Grażyna M. Dzierżanowska: – W jakim miejscu zaplanowanej podróży byliście przed tym przymusowym postojem? I co byłoby dalej, gdyby nie pandemia?

Krzysztof Rudź: – Dwa miesiące temu, po 15 miesiącach podróży, podjęliśmy decyzje, że nie zakończymy naszej wyprawy w Ameryce Południowej, tylko będziemy ją kontynuować na północ, przez „trzy Ameryki”, aż do USA, a może i do Alaski, jak się uda.
Krzysztof Rudź: – Gdyby nie pandemia, bylibyśmy teraz w Panamie, już po przetransportowaniu naszego auta przez kanał panamski. Byłby to pierwszy kraj w Ameryce Centralnej, od którego planowaliśmy zacząć dalszą drogę na północ.

Ten postój, nie wiadomo jak długi, więc pewnie denerwujący, ma jakieś dobre strony? Czy może stać się tematem osobnej i osobliwej książki? Wyjętej z podróży?
Dobre strony tego postoju są takie, że mamy dużo czasu na nadrobienie zaległości w dokumentowaniu naszej wyprawy. Robieniu montażu filmów i pisania kolejnych rozdziałów naszej kolejnej książki. Na pewno coronavirus pozwolił na nowy, dodatkowy rozdział w naszej – już powstającej – książce, ale żeby był jej główną osią, to na razie nie ma takich planów, chociaż gdyby ta sytuacja się mocno przedłużała, to kto wie.
Dobrą stroną jest możliwość spojrzenia z dystansem na otaczający nas świat, zatrzymania się, kontemplacji natury, która tu gdzie jesteśmy, jest bardzo tropikalna.
To jest też nasz sekretny sposób na kwarantannę czy na ten czas izolacji, jaki większość świata ogarnął. Staramy się planować swój dzień i nie wypaść z rytmu. Przybiera to różne oblicza, na przykład regularne ćwiczenia fizyczne, praca nad rozwojem naszego kanału na YouTubie, czy edytorskie prace nad książką.

Plaża, palmy, czysta woda, egzotyka… Można mieć dość tego raju? Kiedy najdobitniej?
Wyobrażaliśmy sobie i marzyliśmy o tym, żeby zatrzymać się na karaibskiej plaży, będąc jeszcze w Patagonii, lub cierpiąc na chorobę wysokogórską na boliwijskim Altiplano. Nie wyobrażaliśmy sobie czegoś piękniejszego, jak właśnie plaża, na której teraz jesteśmy. Jednak zderzenie z rzeczywistością i bardzo długi pobyt w tym miejscu, na plaży, może mieć swoje minusy. Ujawnił pewne mankamenty. Na przykład wszechobecna sól, osadzająca się po każdej nocy, o poranku, na wszystkim. Wilgoć pościeli, którą już wieczorem chronimy przed morską bryzą. To piasek, który wchodzi wszędzie, niesiony z wiatrem. Wciska się w każdy zakamarek auta i namiotu. Prozaiczna sprawa, mieszkając na rajskiej plaży z palmami, trzeba pamiętać, że czasem spadają kokosy i mogą być groźne, mogą zrobić krzywdę. Niejeden spadł blisko nas, gdy przechodziliśmy pomiędzy palmami.
Raju można mieć dosyć, gdy nie wiesz co dalej, niezależnie od miejsca, gdy nie możesz niczego zaplanować, a przyszłość nie jest pewna i nie zależy od nas, od naszych decyzji.

Z Waszych doniesień wiem, że spotykacie na swojej podróżniczej drodze dziesiątki serdecznych, pomocnych ludzi… Spotykacie innych?
Nie skupiamy się na tych negatywnych przypadkach. Nie rozpamiętujemy długo, że ktoś nie był dla nas uczynny czy pomocny, bo różne są sytuacje w życiu i motywy postępowania ludzi. Na pewno zdarzyło nam się kilka stresowych sytuacji, gdy zostaliśmy obrabowani, oszukani czy po prostu wykorzystano naszą niewiedzę czy nieznajomość lokalnych realiów. Zawsze trzeba się pilnować. Najbardziej pamiętamy sytuację zerwanego na ulicy złotego łańcuszka w boliwijskiej Cochabambie, albo nieudaną próbę kieszonkowca, który próbował ukraść nam portfel w Buenos Aires. Było kilka różnych trudnych sytuacji, ale staramy się też do tego nie wracać myślami.

Marzę, byście podali mi, choćby dwie wesołe historyjki, takie, które rozładowały jakąś niewesołą, „kwaśną” sytuację.
Raz w amazońskiej części Boliwii jechaliśmy mocno podmokłą okolicą z mnóstwem jeziorek. Zatrzymujemy się, aby zrobić zdjęcie, i nagle zauważamy sylwetkę kajmana leżącego kilkanaście metrów od nas na skale. Obraz ten był tak nierzeczywisty dla nas w tamtym momencie, bo był to nasz pierwszy dzień w takich rejonach. Staliśmy dyskutując, że najprawdopodobniej jest to jakiś element „dekoracyjny”, aby uatrakcyjnić okolicę dla odwiedzających. Po kilku minutach przypatrywania się, dyskusji i podchodzeniu bliżej kajman mrugnął okiem i leniwie ruszył do wody. Okazał się pierwszym z setek napotkanych tego dnia tych zwierząt. Czym prędzej schowaliśmy się w aucie zadowoleni, że nie przyszło nam do głowy podchodzić jeszcze bliżej do niego.

Ludzie z Waszej plaży?
Jesteśmy w izolacji w towarzystwie dwóch par hiszpańskich, jednej pary Argentyńczyków. Poza tym są też z nami Kolumbijczycy, właściciel kampingu, jego ojciec i kilku pracowników. Przypadkowa grupa ludzi, która funkcjonuje w tych warunkach zadziwiająco zgodnie. Pomimo że każdy z nas ma swoje troski i zmartwienia związane z rodziną, która pozostała w naszych krajach. Staramy się współpracować i pomagać sobie wzajemnie. Uzgadniamy wyjazdy na zakupy, aby zmniejszyć kontakty z „zewnętrzny” światem do minimum, czy wymieniamy się cennymi informacjami o aktualnej sytuacji w poszczególnych krajach.

Dwoje w podróży, wciąż razem, na wyciągnięcie ręki… W dodatku w nieoczekiwanej sytuacji, niepewnej… Można się mieć dość? Jeśli tak, to jakie są na ów stan środki zaradcze?
Życie we dwoje uczy tolerancji, czasem jest to trudne, ale rozsądek i życiowe doświadczenie biorą górę w trudnych momentach. Człowiek wie, co jest najważniejsze. Ważne jest, by się wspierać, szybko przepraszać, wyjaśniać nieporozumienia, które wynikają głównie z niezrozumienia drugiej osoby. Nawet jak się jest razem i to blisko przez wiele lat, to często jednak zapominamy, że druga osoba jest kompletnie odrębnym bytem.
Środki zaradcze – trzeba się trochę podzielić zajęciami, znaleźć własny sposób na realizowanie siebie w podróży, a pomimo bycia razem znaleźć też własną przestrzeń. Ale też rozmawiać ze sobą szczerze o potrzebach, lękach, obawach i marzeniach.

Już wiem, że Krzysiowi brak jest smaku polskiego pieczywa… O czym jeszcze rozmyślacie w kwestii jedzenia, smaków?
U nas zdania są często podzielone, bo Krzysztof jest bardzo konserwatywny, a Izabela bardziej otwarta na smaki. Staramy się przystosować do kuchni lokalnych, krajów które odwiedzamy i za każdym razem znaleźć w nich ciekawy dla siebie smak. Często gotujemy z lokalnych produktów namiastkę polskich smaków. Obecnie z braku elementu podróżowania, być może bardziej tęsknimy za smakami naszej ojczyzny. Czasem udaje nam się przyrządzić potrawę przypominającą polską kapustę, albo jajecznicę, która jest prosta do przyrządzenia. Jednak ostatnio opracowaliśmy sposób na pieczenie chleba na drożdżach na patelni. Przypomina do złudzenia nasz polski.

O tym chlebie na patelni już czytałam. A jest w Was lęk przed zarażeniem koronawirusem? A może nie ma i z powodu oddalenia od ludzi, i w związku z pewnymi zabezpieczeniami przed zarazą?
Z każdym dniem lęk maleje. Na początku kwarantanny było sporo obaw, głównie związanych z silnym nagłaśnianie przypadków zachorowań. W tej chwil ten lęk jest raczej minimalny. Bywamy na zakupach, także w centrum handlowym, wyposażeni w maseczki i utrzymujemy zgodnie z zaleceniami dystans. Ale kiedy jesteśmy w małych sklepikach, w pobliskiej wiosce, to jakoś nikomu do głowy to nie przychodzi. W wioskach mało kto ma maseczki na twarzy, nie używa rękawiczek. Ludzie czują się bezpieczni. Wszyscy się znają, my też jesteśmy rozpoznawalni. Na campingu nie ma w zasadzie niebezpieczeństwa. Wszyscy chodzimy bez maseczek, może tylko – mimo wszystko – częściej myjemy ręce.

Składaliście sobie jakieś obietnice odnośnie szczęśliwego przebiegu (i rychłego) dalszej części podroży?
Nie, ale mamy marzenia, zwłaszcza żeńska strona naszej pary, na przykład relaksacyjny, aromatyczny masaż całego ciała. Albo bardziej przyziemnie, płyn do płukania tkanin i możliwość wyprania rzeczy w pralce. To są tematy, które rozumie się dopiero po wielu miesiącach w „polowych” warunkach J.

Wasze czarne myśli? I Wasze sny, czy są odbiciem rzeczywistości?
Zawsze przychodzi jakiś kryzys podczas wyprawy, przychodzą czarne myśli, że czegoś nie uda się załatwić, czy nie będzie tak, jak byśmy chcieli. Że samochód odmówi posłuszeństwa, albo zdrowie nam nie będzie dopisywało. Staramy się jednak myśleć pozytywnie, „robimy swoje” i realizujemy swoje marzenia i plany. To chyba ważne, żeby planować i potem już robić swoje w zależności oczywiście od okoliczności, bo czasem trzeba się mocno dostosowywać i naginać do rzeczywistości, idąc na kompromisy.

Wasz DOM, Wasz samochód? Skłania do zmartwień?
Od ponad 500 dni samochód jest naszym domem i – jak każdy – dbamy o miejsce, w którym mieszkamy. Poza estetycznym aspektem, który oczywiście jest ważny, sen z powiek spędza nam jego stan techniczny. Przejechał z nami już ponad 60 tysięcy km po Ameryce Południowej i mamy nadzieję, że dowiezie nas jeszcze dużo dalej, do Kanady. Sporo wysiłku poświęcamy na utrzymanie go w dobrej kondycji, dbamy o każdy szczegół i liczymy, że nas nie zawiedzie w kolejnych miesiącach podróży. Zmartwienia może nie koniecznie, ale trzeba pamiętać, by profilaktycznie sprawdzać wiele rzeczy i reagować szybko na pojawiające się „dziwne” dźwięki wydobywające się z silnika lub jego elementów.

Najbardziej pożądane cechy charakteru/osobowości podróżnika…
To zależy, bo podróżować można na wiele sposobów. Jeśli tylko ktoś chce i lubi podróżować, to niezależnie czy będzie ekstrawertykiem, czy bardziej zamkniętym introwertykiem, czy będzie bardziej perfekcjonistą, czy wręcz przeciwnie, będzie szedł na żywioł, każdy może podróżować i tylko te podróże będą się różnić między sobą. Któraś może mieć więcej problemów, zwrotów akcji czy wręcz niecodziennych wydarzeń, ale to chyba co najważniejsze, to pewna odwaga, że można coś zrobić, że można coś zmienić, że można się czegoś podjąć. Cechy przydatne to na pewno odporność na niewygody, silna wola przeżycia przygody, czy umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Światełko w tunelu? Czy tak jak u nas – wielka niewiadoma?
Światełka to sami chyba zapalamy. A tak na poważnie to ciągle jest wielka niewiadoma. Musimy też patrzeć całościowo na Ameryki przez pryzmat naszych planów, bo nie wystarczy, że jeden kraj zniesie restrykcje odnośnie przemieszczania się obcokrajowców. Musi to być decyzja wielu krajów, które są na naszej trasie. Jednak z opinii kilku naszych znajomych podróżników jest szansa, że niebawem ograniczenia stopniowo zostaną cofane.

Jak odebraliście pracę nad wywiadem dla „Tygodnika Pułtuskiego?”. Mogła być miłą odskocznią od kolumbijskiej codzienności?
Bardzo nam miło, że możemy być „częścią” cyklu wywiadów w „Tygodniku Pułtuskim”. Pułtusk zawsze będzie szczególnym miejscem dla nas, szczególnie dla Krzyśka, bo przecież to jego rodzinne miasto, w którym się urodził i wychował. To, że jest tu rodzina i znajomi, z jeszcze większą przyjemnością pozwala pracować nad tym wywiadem i rodzi się wyjątkowe wzruszenie, kiedy się wie, że ten tekst będzie czytany przez rzeszę znajomych.
Kiedy tak siedzimy na plaży, słychać głośny szum fal dobijających do brzegu, dookoła nas palmy, a jutro od rana obudzi nas szczebiot egzotycznych ptaków, których tu wiele, wyobrażamy sobie, jak czytelnicy „Tygodnika Pułtuskiego” będą tu z nami, choć przez chwilę, duchem, nie ciałem, ale jednak…

Jestem już po obejrzeniu kilku Waszych filmików na YouTube i po przeczytaniu koronawirusowych zapisków. W „50 twarzy kwarantanny” mówicie o restrykcjach. Powiedzcie, proszę, na czym one polegają?
Restrykcje w przypadku Kolumbii polegają na przykład na ograniczeniu wychodzenia ludzi poza swoje miejsce zamieszkania. Wprowadzono system, który umożliwia wychodzenie w konkretnym dniu tygodnia w zależności od ostatniej cyfry w dokumencie tożsamości. Dla przykładu osoba posiadająca numer 1 i 9 ma prawo wyjść załatwić najpotrzebniejsze sprawy w poniedziałek. Z numerem 2 i 3 we wtorek i kolejne dni podobnie. Cały system wprowadzono 18 marca i od tamtej pory jest on przedłużany kolejnymi rozporządzeniami co jakiś czas. Dodatkowo obowiązuje noszenie maseczek w miejscach publicznych, zamknięte są wszystkie urzędy, zamknięto granice lądowe i odwołano połączenia lotnicze. Zawieszono też wszystkie wizy dla obcokrajowców,
co jest dobre dla nas, bo nie musimy się na razie martwić o legalność pobytu w Kolumbii. Wszystkie te obostrzenia mają obowiązywać do końca maja, oczywiście z opcją przedłużenia na kolejny okres.

Dlaczego nie wróciliście do Polski, kiedy jeszcze była taka możliwość?
Powrotu do Polski nie rozważaliśmy od początku tej sytuacji. Przynajmniej tak nagłego. Zresztą sytuacja była tak dynamiczna na początku wprowadzania zakazów w Kolumbii, że nie mielibyśmy szans na zorganizowanie wysyłki naszego pojazdu dokądkolwiek. Byliśmy w kontakcie z naszym agentem morskim i uzgodniliśmy, że czekamy na rozwój sytuacji. Obecnie odbywają się co jakiś czas loty repatriacyjne z Ameryki Południowej do Europy, organizowane przez poszczególne kraje. Jesteśmy wciąż pełni nadziei na szybkie otwarcie granic, ale również realnie patrzymy i nastawiamy się nawet na kilka miesięcy oczekiwania.

Mówicie, że dajecie radę, ale dołki się zdarzają. Jak się one objawiają i co wtedy?
Dołki całej tej sytuacji wiążą się raczej z niemożliwością podjęcia dalszej podróży. Nie przeszkadza nam paradoksalnie, że obowiązują obecnie zakazy. Raczej to, że nie wiemy, kiedy się skończą. Element „zawieszenia” jest lekko stresujący, mamy wtedy burzliwe dyskusje, które w efekcie prowadzą do utwierdzenia się w przekonaniu, że tylko nasza jednomyślność jest tym, co pozwoli nam przetrwać obecną sytuację. Czasem każde z nas potrzebuje odrobinę przestrzeni i znajduje wówczas zaciszny kawałek na naszej plaży, aby nabrać dystansu do spraw.

Tak Was widzę: jesteście jak dwie połówki jabłka, ale jedna piękniejsza od drugiej… Ta druga należy do Izabeli! Świetna babka, Krzysztofie, co???
Dziękujemy za takie ocenienie nas. Też tak uważam, że trafiła mi się świetna żona 🙂 Wielokrotnie zauważamy, że chyba idealnie pasujemy do siebie, jak te dwie połówki jabłka. Pomimo że jednak jesteśmy kompletnie różni…
A ja, a my, pułtuszczanie, życzymy Wam, Izo i Krzysztofie, jazdy w dal!


Grażyna M. Dzierżanowska

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *