pultuszczak

Facebook


Robert Gajda nagrodzony

2019-03-13 11:15:54

O polityce, medycynie i zarządzaniu w szczerej rozmowie przy kawie

W okresie ostatniej kampanii wyborczej głośno było o Robercie Gajdzie, między innymi za sprawą bardzo mocnych i kontrowersyjnych publikacji, które ukazywały się na stronie Gajda-Med, a potem przez długie tygodnie krążyły w Internecie. Teraz dziwnie cicho…

Cicho, bo zająłem się swoimi sprawami, czyli pracą naukową, prowadzeniem dużego biznesu jakim jest działalność grupy Gajda-Med. Politycznie ważny okres to była wyborcza jesień. To było dla mnie „być albo nie być pułtuszczaninem, być albo nie być człowiekiem chodzącym z dumnie podniesioną głową”. To już się zadziało i tyle. Mamy najlepszego z możliwych burmistrzów, porządny układ w starostwie z bardzo aktywnym starostą. Jest do zmiany przewodniczący Rady Miejskiej, kolega Purgacz, Misiewicz który się nam ostał. Gdybyś mi zadała pytanie, jak ja bym zarządzał gdybym był burmistrzem, to odpowiedziałbym ci, że jedną z moich pierwszych decyzji byłaby zamiana Purgacza na kogoś innego. Oczywiście zaraz mi powiesz że to nie jest w gestii burmistrza…

Tak właśnie powiem, bo to są kompetencje Rady.

A widzisz, to byłby ten malutki „cudzik”, jak ja byłbym burmistrzem. Wojtek (mowa o burmistrzu Gregorczyku – dop.red.) ma wysoką klasę, jest człowiekiem wysokoetycznym, człowiekiem nie przekraczającym barier.

Przerwę ci właśnie w tym momencie. Czy nie uważasz w związku z tym co powiedziałeś, że jest zbyt miękki i nie będzie miał siły przebicia jako burmistrz, szczególnie w sytuacjach, gdy trzeba twardo określić swoje stanowisko, a nie uchylać się od trudnych decyzji i niewygodnych opinii? Mam na myśli chociażby ostatnie dyskusje na temat sytuacji w spółkach gminnych.

Możesz wierzyć mi lub nie, ale ja nie śledzę rzeczy tak drobnych, tego co się dzieje w jakiejś spółce. Ja tego nie oceniam. Pamiętajmy o tym, że wyborczy sukces Wojtka Gregorczyka jest też spowodowany działaniami dużej grupy ludzi, również grupy Skarżyńskiego. Nie ma co się oszukiwać, że w tamtym okresie to się mogło potoczyć w zupełnie inny sposób, więc trzeba oddać koalicjantowi co jego, czy nam się to podoba czy nie. Uważam natomiast, że dużo więcej złych rzeczy dla miasta robi obecność Purgacza, który przy okazji dyskredytuje prawicę, bo jest kojarzony z takim Misiewiczem, z Leninem, wiecznie żywą osobą. Co by się nie działo, on wiecznie jest i mamy taki Pułtusk jaki mamy. Poza krótkimi rządami Nuszkiewicza, właściwie rządził Purgacz. Teraz nie rządzi, ale przeszkadza.
Odpowiadając na pytanie, czy Wojtek jest miękki, powtórzę raz jeszcze, że ma klasę i nie przekracza granic. Ja jako człowiek o znacznie niższej klasie, podjąłbym takie decyzje, że dzisiaj byłaby dużo większa koalicja w stosunku do dużo mniejszej opozycji i na pewno bez Purgacza.

W ostatnim wywiadzie, którego udzieliłeś Tygodnikowi, dużo mówiłeś o swoim politykowaniu i jego konsekwencjach, czyli kontrolach które zaczęły „nawiedzać” zarządzane przez ciebie placówki medyczne. Czy temat jest już zamknięty? Czy masz zarzuty dotyczące pomówień, zniesławienia w związku z internetowymi publikacjami?

Skoro osoby, które poczuły się dotknięte tymi artykułami uznały, że są one obraźliwe czy naruszają ich dobra, powinny złożyć oficjalne doniesienia. Tymczasem Purgacz szkodzi mi w zupełnie inny sposób, w sposób niekonwencjonalny, pozaparlamentarny i poprzez swoje układy. Mam całą masę kontroli, z ZUS, urzędu skarbowego, nie sposób wszystkich wymieniać, bo co by się nie pomyślało, to takie kontrole zostały wszczęte. Jedne się zakończyły, inne cały czas trwają. Ze sprawami prokuratorskimi jest tak, że one gdzieś poginęły. Nie usłyszałem żadnych zarzutów, nikt mnie nie przesłuchiwał. Myślę, że to było takie około-wyborcze straszenie.

Odejdźmy od polityki, skupmy się na medycynie. Pierwszy temat to głośna w całej Polsce likwidacja łóżek na oddziałach szpitalnych jako odpowiedź reformę Służby Zdrowia i nowe wymogi dotyczące zatrudniania większej liczby personelu. Jak to wygląda w przypadku naszego szpitala?

Taką mamy reformę i taką na nią reakcję. To nie jest wymysł Roberta Gajdy, tylko praktyki stosowane teraz w całej Polsce.

Sześć pielęgniarek na dziesięć łóżek szpitalnych to nawet z punktu widzenia laika trochę mało realne, żeby nie powiedzieć chore…

Właśnie, chore. Te łóżka nie zostały zlikwidowane, nie zostały wyniesione. To jest ruch wykonany „na papierze”. Polega na tym, że mieliśmy zgłoszone 200 łóżek, a teraz powiedzmy zgłosimy 100 czy 150 łóżek, a reszta będzie potraktowana jako tak zwane dostawki. Czy coś się zmieni z punktu widzenia pacjentów? Absolutnie nic! Podobnie nic się nie zmieni z punktu widzenia kontraktów czy poziomu zatrudnienia.
Jeśli się wprowadza tego typu zmiany, to trzeba mieć jakich zamysł, wiedzieć dlaczego to się robi. Ktoś powie, że to zwiększy liczbę zatrudnienia pielęgniarek. A ja pytam po co? Żeby się deptały? Poza tym, skąd je wziąć i kto im zapłaci? Polska reforma Służby Zdrowia nie wyjdzie w żaden sposób, bo nie da się zrobić reformy w oparciu o zbyt mała liczbę pielęgniarek i lekarzy. Być może niedługo z lekarzami będzie lepiej, dzięki prywatnym uczelniom medycznym, ale z pielęgniarkami czeka nas jeszcze większy kryzys niż do tej pory i dlatego taka reforma jest z góry skazana na porażkę. Rząd musi szukać innych rozwiązań, na przykład otworzyć granice, puścić kadrę ukraińsko – białoruską. Spowoduje to automatyczny spadek cen bez spadku jakości usług.

A jakie są wynagrodzenia pracujących w pułtuskim szpitalu? Pojawiają się przecież głosy, że uratowałeś szpital od upadku, ale zarobić tu się nie da…

Nie zgadzam się. Lekarze zarabiają od 10 do 40 tysięcy złotych, pielęgniarki od 3500 zł do 11 tysięcy. Ktoś powie „ile godzin muszą harować, żeby to zarobić”, ale takie są realia. Mam lekarza, który postanowił nocować w szpitalu i zarabia ponad 40 tysięcy. Stawki w naszym szpitalu są porównywalne do ościennych, w jednych są wyższe, w innych niższe od naszych.

Przechodząc po oddziałach w naszym szpitalu, łatwo zauważyć, że są oblężone – takie jak wewnętrzny, gdzie ludzie często leżą na korytarzu, ale i dziwnie puste, jak np. chirurgia. W czym tkwi problem? Może brakuje dobrych specjalistów?

Nie, to nie tak. Mamy świetnego ordynatora chirurgii, młodego genialnego człowieka. Definitywnie skończyły się czasy, gdy obłożone oddziały świadczyły o dobrej jakości leczenia. To przeszło do lamusa. Jak skończyłem medycynę i byłem asystentem u doktor Dyszlewskiej, wspaniałego lekarza zawsze będącego na bieżąco z wiedzą medyczną, to my wtedy leczyliśmy zawał serca przez sześć tygodni. Połowa chorych umierała z powodu niewydolności serca, zatorowości płucnej i innych powikłań. Dzisiaj zawał leczy się dobę, a nie sześć tygodni. Ile trzeba łóżek na sześć tygodni, a ile na dobę? To samo jest z chirurgią. Zapytaj się czy wyrabiamy kontrakt, a odpowiem ci, że jak najbardziej, bez problemu i gdyby był zwiększony też byśmy go wyrabiali.
Pułtuski szpital boryka się natomiast z największym problemem. Z tym, że wchodząc do sieci szpitali w 2017 roku, musieliśmy wejść na warunkach kontraktowania i finansowania z 2015 roku, bo tak wchodziła cała Polska. Tymczasem w 2015 roku szpital pułtuski splajtował, upadł. Wtedy stworzono nową spółkę podpisując umowę z Gajda-Med. Jest teraz spółką posiadającą odrębną osobowość prawną, zarządzaną większościowo ( w głosowaniu) przez Roberta Gajdę. Ja odpowiadam na wszystkie pytania, choć nie muszę. Jak się komuś z radnych przypominają czasy komunistyczne, gdzie sterowano szpitalami, to się mylą.

Mamy więc nadal kontrakty na poziomie 2015 roku…

Tak i wciąż toczymy boje o ich zwiększenie. Dziś mam na biurku przygotowane pismo do premiera w tej sprawie, bo chcemy, by przyznano nam kontrakt na podstawie zapotrzebowania, a nie tego co było w 2015. To jasne, że chciałbym płacić więcej personelowi, zwiększyć zatrudnienie, inwestować, ale do tego potrzebny jest inny kontrakt. Jesteśmy na etapie rozmów z ministrem zdrowia. Jak zwykle bardzo pomaga nam poseł Henryk Kowalczyk, czuję jego silne wsparcie i dlatego mogę sobie na więcej pozwolić w tych rozmowach z ministrem zdrowia i prezesem NFZ.

A czy w przyszłości jest możliwość utworzenia, w ramach istniejącego oddziału, również chirurgii dziecięcej? Teraz z każdym, nawet niewielkim urazem, rodzice muszą szukać pomocy w ościennych placówkach.

To jedno z bajkowych życzeń, które nie może się spełnić w przypadku szpitala powiatowego. Kiedyś był tutaj Zenek Truszewski i on jako chirurg dziecięcy miał odwagę i kompetencje, żeby się tutaj dzieciakami zajmować. Poprzedni ordynator miał do tego raczej negatywny stosunek, chcąc uniknąć ewentualnej odpowiedzialności karnej, bo dziś rodzice mogą podać lekarza do sądu praktycznie za wszystko. Za to, że się źle uśmiechnął do dziecka, że dziecko płakało. Na naszej chirurgii nastąpiła dobra zmiana wraz z przyjściem nowego ordynatora, jest również bardzo dobry stosunek do dzieci, a to ważne, by dziecko odpowiednio zaopatrzyć w przypadku urazu i wysłać dalej, na chirurgię dziecięcą do Ciechanowa.

Szpital powiatowy w Kozienicach. Coraz głośniej się mówi, że się nim interesujesz i zamierzasz w przyszłości zarządzać…

Otrzymałem nieoficjalną informację z tamtego środowiska z prośbą o złożenie oferty. Złożyłem ją, pojechałem tam na rozmowy, a potem cała ekipa z Kozienic przyjechała tutaj. Szpital w Kozienicach jest większy od naszego, jest to szpital o drugim stopniu referencyjności. Zadłuża się w tempie 8 milionów rocznie. Prowadząc szpital w Pułtusku doświadczenia trochę mam i jestem pewien, że mógłbym znaleźć rozwiązania na to, żeby tamten szpital przynajmniej finansował się na zero. Tam jeszcze jednak sytuacja jest za dobra, żeby do czegokolwiek dojrzeli. Pracownicy mają bardzo dobre pensje, wyższe niż wszędzie indziej. Kuszą tymi pensjami lekarzy przyjeżdżających z Warszawy. Zadłużają się w tempie dramatycznym, ale póki co, ich na to stać, chcą na razie tkwić w takim układzie.
Dodam, ze jak tu przyjechała delegacja z Kozienic, byli zachwyceni. Zjeździli szpitale w całej Polsce i twierdzą, że tak pięknego szpitala jak w Pułtusku, tak utrzymanego, po prostu nie ma. Jak tu przyszedłem w sierpniu 2015 roku, straszył pustkami. Powiem żartem, że chodząc po pustych korytarzach i oddziałach można się było zgubić i umrzeć śmiercią głodową. Od tamtego czasu dużo się zmieniło i warto to przypominać tym, którzy wciąż krytykują i coś by zmienili.

Właśnie. Są tacy, którzy twierdzą, że prowadzenie pułtuskiego szpitala to dla ciebie dobry biznes, że sporo na tym zarabiasz?

Powiem tak, doprowadziłem do sytuacji, że szpital wychodzi prawie na zero. Wpakowałem w niego kupę milionów i jestem przekonany, że przy zmienionym kontrakcie, szpital zacząłby się oddłużać.

Jeśli chodzi o przychodnie Gajda-Med, czy myślisz o nowych lokalizacjach, np. w budynku zamykanej właśnie szkoły podstawowej w Bobach, bo i takie pogłoski się pojawiają?

Nas pewno nie. Dementuję te plotki. Póki co, mamy nadal ogromny problem z kadrą medyczną, po drugie moje doświadczenie pokazuje, że najlepiej ze wszystkich moich przychodni funkcjonuje Gajda-Med w Pułtusku. Jest tu 16 tysięcy zadeklarowanych osób. W małych przychodniach nie sposób utrzymać personel, żeby były czynne od 8 do 18. To zawsze kuleje.

Czy w takim razie w przyszłości przychodnia Gajda-Med na Piotra Skargi i Ośrodek Zdrowia na 3 Maja będą stanowić jedną całość? Byłoby to ułatwienie dla pacjentów, np. w przypadku skierowań na badania.

To jest jeden z pomysłów, które cały czas chodzą mi po głowie, żeby to połączyć w całość. Z punktu widzenia ekonomicznego i łatwości zarządzania byłoby to jak najbardziej uzasadnione, ale po połączeniu podmiotów – mojego prywatnego i spółki Szpital Gajda-Med, do której przypisana jest przychodnia na 3 Maja, można w pewnym momencie zatracić trzeźwą ocenę kondycji finansowej szpitala. Z tych powodów warto zachować odrębność tych podmiotów.

Głośna sprawa lądowiska przy szpitalu. Czy udało się ją skutecznie załatwić?

A skąd! Cały czas walczymy. Ktoś kiedyś to schrzanił, bo w miejscu, gdzie buduje się szpital przy którym jest lądowisko, nie powinno być naziemnych linii elektrycznych. Teraz mówi się, że my mamy je zakopać na nasz koszt. Nie pomaga nam w tym LPR (Lotnicze Pogotowie Ratunkowe). Na siłę nam próbuje wsadzać swoich konsultantów, a my ich nie chcemy. Mamy już zgodę na zakopanie tych linii elektrycznych, a one idą przez prywatny teren, więc są to rozmowy trwające miesiącami. Z drugiej strony LPR potrafi wylądować na środku boiska, między piłkarzami, a tu robi się śmieszne problemy.

Czy jest szansa, byśmy w Pułtusku mieli swoje pogotowie, tak jak to było dawniej?

W dzisiejszych realiach jest to nie do przejścia. Jedyną możliwą rzeczą, jest posiadanie własnych karetek jako podwykonawca usługi dla Meditrans w Ostrołęce i o tym teraz rozmawiam ze starostą. Na to zgodę musi jednak wyrazi Meditrans, a my nie mamy z nim najlepszych stosunków. Najwięcej konfliktów prawnych powstaje niestety na linii pogotowie – szpital i my się tak boksujemy bez przerwy.

Ostatnio otrzymałeś prestiżową nagrodę.

Tak. Dwa dni temu, na Zamku Królewskim w Warszawie odebrałem nagrodę specjalną przyznaną przez Kapitułę Nagród Polskiego Klubu Biznesu, za wprowadzenie innowacyjnego w skali kraju systemu zarządzania szpitalem powiatowym oraz szczególne osiągnięcia w rozwoju Służby Zdrowia w powiecie pułtuskim i na Mazowszu. Jest to dla mnie oczywiście miłe wyróżnienie. Te zmiany, które zaszły w pułtuskim szpitalu najlepiej widzą i doceniają ludzie z zewnątrz, dyrektorzy innych szpitali. Dzisiaj patrzą z niedowierzaniem na to, że udało mi się podnieść szpital z totalnego upadku i sami mówią, że rzeczywiście ten sposób zarządzania i funkcjonowania szpitala, który został tu w Pułtusku wprowadzony, jest być może właściwym kierunkiem dla reformy Służby Zdrowia w ogóle. Jest bardzo bezpieczny dla powiatu, bo zostawia mu majątek szpitala, z drugiej strony daje całkowitą władzę prywatnemu zarządcy, swobodę zarządzania. Wsparcie starostwa jest, ale nie wtrącają się w zarządzanie i to się sprawdza. Za to też jest ta nagroda.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *