pultuszczak

Facebook


PUŁTUSKI. Kto bogatszy?

2019-12-15 5:43:55

Radny, wójt czy burmistrz

Czy chętnie „zaglądamy” naszym sąsiadom do domu, ogrodu, do kieszeni, wyciągu z banku, na pola – żeby sprawdzić, jacy są bogaci? A może po to, żeby upewnić się, że żyją skromnie? Lubimy się porównywać? Sprawdzić, kto bogatszy, kto biedniejszy?  Potrzebujemy też prześwietlić tych bogatych – skąd mają i jak się dorobili. Nie chcę oczywiście uogólniać, nie będę próbował wmawiać, że każdy z nas ma potrzebę sprawdzania majątku bliźnich, ale przyznacie sami, że to jednak dość powszechna przywara. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kogo kompletnie nie obchodzi, za co ten zbudował nowy dom, a tamten kupił samochód. Jednak nasze „wścibstwo” w niektórych wypadkach jest całkowicie uzasadnione – ba, nawet unormowane prawnie. Rzecz dotyczy majątków naszych radnych, wójtów, burmistrzów, osób zajmujących kierownicze stanowiska w urzędach administracji publicznej itp. Każdy z publicznych funkcjonariuszy musi składać, w odpowiednich terminach, tak zwane „oświadczenie majątkowe”.  Jest to wymóg prawny obowiązujący od ponad 20 lat. Proste, prawda?

Otóż okazuje się, że jednak nie. Wręcz przeciwnie – sytuacja jest dramatycznie niejasna, niespójna i – jak to często w naszych systemach prawnych bywa – najpierw wskazano konieczność normalizacji, a potem regulowano, dopisywano, poprawiano, dodawano, aż zagmatwano wszystko dokładnie. Obecnie, kwestie dotyczące składania oświadczeń majątkowych, reguluje ponad 20 aktów prawnych, a w oficjalnym obiegu jest 16 różnych wzorów  tego dokumentu. Oględnie mówiąc, mamy w tym zakresie gąszcz przepisów i niezły bałagan.  Składający oświadczenia popełniają masę pomyłek, a eksperci podkreślają brak staranności czy wręcz ogromne niechlujstwo przy podawaniu wartości nieruchomości, pojazdów, opisywaniu miejsc zatrudnienia, źródeł dochodów czy też zobowiązań kredytowych.  Aby poprawić sytuację, rząd przyjął „Program Przeciwdziałania Korupcji na lata 2018–2020” i wskazał kluczowe zadanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego: stworzenie jednolitego systemu składania i analizy oświadczeń o stanie majątkowym przez osoby pełniące funkcje publiczne. Za jedną z najważniejszych kwestii uznano opracowanie jednolitego wzoru oświadczenia oraz wdrożenie obowiązku składania go w formie elektronicznej.

Myśląc o takim jednolitym systemie, przeglądałem oświadczenia majątkowe naszych funkcjonariuszy samorządowych. Dostęp jest banalnie prosty – wystarczy w wyszukiwarce internetowej wpisać: oświadczenia majątkowe gmina (i podać nazwę gminy) i znajdziemy bezpośrednie linki do elektronicznych dokumentów udostępnionych w Biuletynach Informacji Publicznej. Dostęp prosty, jednak odczytanie i zrozumienie informacji zawartych na zeskanowanych dokumentach to już zdecydowanie trudniejsza sprawa.  Przejrzałem oświadczenia radnych, wójtów, sekretarzy wszystkich pułtuskich gmin, oświadczenia burmistrzów, radnych powiatowych i muszę przyznać – bałagan w wypełnianiu dokumentów jest straszny. Najbardziej czytelne informacje podawane są w rubryce „zgromadzone środki pieniężne”, przy czym wymagane jest wpisanie odrębnie wartości dla trzech wariantów: oszczędności zebrane w złotych polskich, obcych walutach oraz papierach wartościowych. Tu składający oświadczenia z reguły się nie mylą – po prostu wpisują konkretne kwoty. Wyobraźnia od razu mi podpowiedziała: a jeśli jakiś zamożny samorządowiec zamieni swoje oszczędności na złoto albo wartościowe dzieła sztuki?… Wówczas najwyraźniej nie musi ich ujawniać… bowiem formularz już tego nie precyzuje. Należy wprawdzie podawać „składniki mienia ruchomego o wartości powyżej 10 tys. zł.”, jednak tam wszyscy rutynowo wpisują wyłącznie samochody czy ciągniki (bo to ruchome…) i nie zauważyłem, żeby ktoś się pochwalił obrazami Kossaka czy sztabkami złota. Kolejne rubryki majątkowego oświadczenia to miejsca do wpisywania nieruchomości, domów, mieszkań, gospodarstw rolnych, udziałów w spółkach i uzyskiwanych dochodów. Tu wyraźnie widać, jak bardzo niestarannie oświadczenia wypełniane są treścią. Odczytanie szacowanej wartości często nie jest możliwe, w gmatwaninie niewyraźnych, odręcznych zapisów trudno cokolwiek odczytać i zrozumieć. Jedni zawarli po kilka zdań „drobnym maczkiem” w ciasnych wykropkowanych polach, inni wpisali od góry do dołu – niemal we  wszystkich pozycjach „nie dotyczy”. To zresztą często  stosowany zapis, który w mojej ocenie jest co najmniej niewłaściwy, bo jak nie mam, to napiszę „nie posiadam”. Razi podawanie „nie dotyczy” przez kogoś kogo dotyczy obowiązek ujawnienia czy ma jakieś składniki majątku, a jeśli tak to o jakiej wartości.

Przeglądałem i analizowałem oświadczenia pułtuskich włodarzy, starając się wypatrywać tych najbardziej interesujących. Podstawowe wnioski z tej lektury są następujące: „statystyczny samorządowiec” z naszego powiatu deklaruje posiadanie oszczędności w wysokości około 10 tys. złotych, domu lub mieszkania wartego około 300 tys. zł. i kilkuletniego auta średnio o wartości 30 tys. Wielu jest właścicielami mniejszych lub większych gospodarstw rolnych, wartych od kilkudziesięciu tysięcy do milionów zł. A wszystko to z reguły stanowi współwłasność małżeńską. Na takim tle radny miejski Bogdan Pieńkos wyraźnie należy do majątkowej elity: w oświadczeniu złożonym na koniec kwietnia 2019 r., wykazał oszczędności w kwocie 1 miliona 200 tys. zł, domy i mieszkania  warte około 980 tys. i inne nieruchomości  o szacowanej wartości 1 miliona 100 tys. zł. a także wiele aut, bez określenia ich przybliżonej wartości. Skoro jednak wiemy, że mamy do czynienia z prężnie działającym od kilkudziesięciu lat przedsiębiorcą, taki majątek wydaje się oczywisty.

Jednak nie u wszystkich samorządowców widać tak przewidywalne ścieżki dochodzenia do majątku. Tu zwraca uwagę oświadczenie radnego miejskiego Pana Adama Nalewajka. Młody radny w dokumencie złożonym w kwietniu 2019 r. informuje, że pracuje jako urzędnik w Zarządzie Dróg Powiatowych, jest właścicielem mieszkania wartego 300 tys. zł. i lokalu użytkowego o wartości ponad 430 tys. zł. Najbardziej imponuje różnorodność źródeł dochodu radnego: wynagrodzenie za pracę w 2018 r. wyniosło blisko 36 tys. zł, czynsz z wynajmu lokalu przyniósł 30 tys. zł., diety radnego to w sumie blisko 16 tys. zł. Do tego doszła darowizna od ojca w wysokości 25 tys. zł i wygrane z zakładów bukmacherskich w kwocie 20 tys. zł.  Przysłowie o kotku, który zdechł pilnując jednej mysiej dziurki, najwyraźniej ma sens. Poszukując podobnych ciekawostek zwróciłem uwagę na oświadczenia majątkowe wójta Gminy Pokrzywnica, Adama Dariusza Rachuby. Pan wójt od lat podaje w swoich oświadczeniach, że posiada tytuł prawny – użytkowanie wieczyste, zabudowanej nieruchomości o powierzchni ok. 0, 83 hektara. Z zaskoczeniem zauważyłem gwałtowny przyrost wartości tej nieruchomości. W oświadczeniu złożonym w kwietniu 2017 r. (i w oświadczeniach wcześniejszych) pan wójt określał wartość tej nieruchomości na niespełna 93 tys. zł. Kolejne oświadczenia, składane w kwietniu 2018 r i kwietniu 2019 r. szacują wartość tej samej nieruchomości  na kwotę 650 tys. zł.  Po wielu latach, z roku na rok nastąpił skokowy wzrost wartości tej działki o blisko 700%, co wypada uznać za cud, bo w oświadczeniu nie znajdujemy żadnych racjonalnych wyjaśnień. Jeśli w powiecie dokopano się do ropy albo złóż złota, to przegapiłem tę informację.

Zastanawialiście się kiedyś, co jest społecznie bardziej korzystne i właściwe: czy to, abyśmy wybierali sobie włodarzy bardzie zamożnych – czy raczej tych z niewielkim majątkiem? To jeden z tych tematów, w których tyle opinii, ile jest głosów. Pamiętajmy jednak, że system składania oświadczeń majątkowych wymyślono nie dla zaspakajania naszej ciekawości lecz po to, aby móc zauważyć sytuację, w której jakiś funkcjonariusz publiczny nagle znacząco, w niewytłumaczalny sposób powiększy swój majątek. Od czasu głośnej sprawy pewnego ministra, który przed laty „zapomniał” wpisać do oświadczenia zegarek wart około 20 tys. zł, klasy rządzących na wszelkich szczeblach przeszły swoistą ewolucję. Dziś pomija się w oświadczeniach całe kamienice… a odpowiedzialność za nieujawnienie swojego majątku jest praktycznie żadna: w razie czego jedynie media i obywatele pogadają, ponarzekają – a potem przestaną i zapomną.  Jeśli zatem ten system ma działać, musi zostać naprawiony.

ZCZ

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *