pultuszczak

Facebook


PUŁTUSK WIDZĘ. UBIERZ SIĘ NA JESIEŃ

2019-11-23 4:40:18

Jak o ubraniach, to i o sklepach, w których je kupujemy. I dziś o sklepach z ciuszkami z drugiej ręki. I w kraju, i na Mazowszu, i w Pułtusku jest ich tyle, że głowa mała


Ja, mam to szczęście, że bywam tylko w… trzech, ale jednego właściciela, czyli PRZY SCHODKACH na WIDOK (dwa) i przy Traugutta (jeden). Mam to szczęście… No, mam. Tak sobie sama z sobą ustaliłam, a to niełatwa sprawa, że tylko TU, bo inaczej, jak mówi nasz mąż, z moim hobby, pójdziemy na… ŻEBRY WŁOSTY.
No.
A ta pasja, moja, pułtuszczanek, Polek, skąd się wzięła? Ano z niedostatku, może inaczej, z braku dostępu do ubrań oryginalnych, kolorowych, z dobrych materiałów. Pamiętacie, z jaką chciwością patrzyłyśmy na filmy amerykańskie, w których filmowe bohaterki ubrane były w KOLOROWOŚCI, od których śmiały się oczy? Aż dziwne, że my, dziewczyny tamtych WYBRAKOWANYCH czasów, byłyśmy ubrane i ładnie, i ciekawie… Robiłyśmy szaty na drutach, na szydełku, kreacje szyły nam zaprzyjaźnione krawcowe, penetrowałyśmy bazar na Pradze, potem ustawiałyśmy się w dłuuugie kolejki po ciuchy w HOFFLANDZIE…
No.
Szczęście miały te panie, te dziewczyny, które miały dostęp do zagranicznych paczek. Ja taką pierwszą paczkę zobaczyłam będąc dzieckiem. Tak. Na mojej Kościuszki. Nasza najbliższa sąsiadka, pani Sadowska, dostawała te z najbardziej kolorową zawartością, bo z Ameryki. Pamiętam jak dziś, jak ją rozpakowywała, jak wyjmowała KOLOR po KOLORZE. W pewnej chwili wyjęła lekko różowe, ażurowe… rękawiczki. Małe były, akurat na moją rączkę, więc je dostałam w prezencie. Dotychczas mam je przed oczami, chociaż nie pamiętam, co się z nimi stało. Kiedy wśród góry drobiazgów – w second handach – dostrzegam takie kordonkowe rękawiczki, wkładam je do swojego koszyka…
No.
Dziś można powiedzieć, że świat oszalał na punkcie second handów. To zainteresowanie nimi podsycają znane stylistki i jeszcze bardziej znane celebrysie. Znane polskie projektantki już proszą: „Nie chodźcie tylko do second handów, kupujcie i nasze ubrania, inaczej zbankrutujemy”.
No.
A w second handach ludzi zatrzęsienie. Kto by pomyślał… 2 listopada panie, a i panowie (przy SCHODKACH), penetrowali boksy z siłą wodospadu i każdy znalazł coś dla siebie – z ubrań, butów, szeroko pojętych dodatków, koców i nakryć, biżuterii, obrusów, wełny, zabawek i tzw. pierdoletów. A wśród nich choćby… metaliczne gąski do dekoracji stołu czy prostokątne, nieduże lustro w drewnianej, rzeźbionej u góry ramie, z półeczką na dole.
No.
Ale ja tu gadu gadu, a powinnam przejść do meritum, czyli pokazania co… na jesień. I oto kurteczka, głęboka czerń, flausz, z metalowymi, HERBOWYMI guzikami, rękawami 7/8 i naszytymi kieszeniami – z  brązowymi dodatkami z prawdziwej skóry: karczek, kołnierz, mankiety, kieszenie. Do kurteczki biała czapka, ażurowa, z pomponem (wełna – akryl, znana marka – dizajn norweski, nówka) i białe, długie, wełniane, piękne, chociaż moherowe, rękawiczki – nówka (u góry marszczenia). Wyraźny, oryginalny dodatek? Piękny, obszerny szal (sieć sklepów w Skandynawii, ale i we Francji, i w Niemczech) w dwu kolorach, do spięcia dłuuugimi agrafami, też z ciucholandu.
Cena? Minimalna. Czapka 5 zł, rękawiczki 18. Szal kupiony w tanie dni – 5 zł. Kurtka na wagę, nie pamiętam ceny. I torebka, przemilczmy, która z kolei, w formie kuferka, za 10 zł. Wanda oszalała, jak ją zobaczyła. No. Mnie się bardzo podoba.
GRAża

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *