pultuszczak

Facebook


PUŁTUSK WIDZĘ. Co wyszukałam – TAKIE SOBIE REFLEKSJE

2019-07-31 12:12:38

Sklepów z używaną odzieżą jest w Pułtusku tyle, że pewnie nie wystarczyłoby palców obu dłoni, by je zliczyć. W powiecie są także

I jest dylemat: w którym z second handów – zwanych szmateksami lub po prostu ciuchami –  się zaopatrywać, bo przecież nie we wszystkich. Inaczej nasz budżet domowy byłby zbyt zubożony. Są takie pułtuszczanki, które chodzą tylko do wybranych punktów, jak ja – tylko przy schodkach z  Widok na Daszyńskiego  i tylko przy Traugutta. Są i takie pułtuszczanki, które – ciekawe ciekawostek – przemieszczają się z jednego sklepu do drugiego. I tak całymi dniami.

Ha. Ha. Ha. Idąc harmonogramem dostaw towaru do tych trzech moich  second  handów, macie cały tydzień zagospodarowany zakupowo. Ale w weekend zakupoholiczek (są i zakupoholicy) w nich najwięcej. Po prostu tłum. Nasi. I przyjezdni. I ci, którzy mają siedliska pod Pułtuskiem. I przejeżdżający, którzy już wiedzą, że w Pułtusku są superciuchy. W tym tłumie poszukiwaczy, bo to prawdziwi poszukiwacze, są aktorzy, są dziennikarze, są inni ludzie sztuki. No, ale bez wnikania w  szczegóły!

Szmateksy, ciuchy… W nich również nowe, metkowane ciuszki, nowe, metkowane torebki, apaszki, buty, zasłony okienne, firanki, obrusy, serwety, dywany, poduszki… Biżuteria. Nawet ręcznie malowana na porcelanie, sygnowana. Także pozłacana. I… złota, która się wprawdzie trafia  jak ślepej kurze ziarno, ale się trafia…  Znam takie szczęściary.  Wszystko jest! Bo także  porcelana, i szkło, i glina – przedmioty codziennego użytku i wysmakowane durnost(r)ojki. Książki są – kucharskie.

Raz wyszperałam reprinty szwedzkich gazet sprzed siedemdziesięciu laty z mnóstwem reklam i… nekrologów. Pewnie dla tych nekrologów były przechowywane i opakowane w wyszukane, różnobarwne bibuły, cienkie jak mgła. Rozczuliło mnie to znalezisko.

I raz też  wyszperałam ręcznie napisaną  książeczkę (o treści nie mam pojęcia, najprawdopodobniej napisana jest po szwedzku), pięknie  wydaną – z cudownymi grafikami. W sztywnych okładkach. No, dziełko. Przeczuwam, że książka poświęcona  jest dziecku, dziewczynce z burzą włosów… To rarytas bibliofilski. Ozdoba każdej biblioteki.

I raz też wyszperałam torebkę na ramię. To torebka – muszla (piękna) sporych rozmiarów, w której z powodzeniem mieści się komórka, a i szminka…  Na ramię, ze skórzanym paskiem. Nie, nie ma absolutnie oznak kiczu… Doskonała  na wakacje.

I raz wyszperałam arrasik z bajecznym, kwiatowym  motywem. To bogata kompozycja kwietna. Jakby Bukiet na tle sklepionego okna (1620) Ambrosiusa Bosschaerta.

Wiele było tych znalezisk, ale my, zagubione wśród wieszaków i boksów, o ironio, pamiętamy te, które odpuściłyśmy. Ha.

  Ostatnie z ostatnich znalezisk? Tylko się zbytnio nie dziwcie. To torebka na… biustonosze, taki żarcik piszącej – wyszukałam TOTO  właśnie dla waszego uśmiechu.  Nie kupiłam, oczywiście, tylko się pouśmiechałam.  

GRAża

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *