pultuszczak

Facebook


PUŁTUSK JEST BARDZO ATRAKCYJNY

2018-06-20 1:35:03

Z Piotrem Socharskim – o Pułtusku nad wodą – rozmawia Kazimierz Dzierżanowski

Piotr, wszedłeś w biznes kajakowy. Jak to się stało?
Grzesiu Śniadowski zlikwidował swoją wypożyczalnię i odkupiłem od niego część sprzętu, pomostów i zacząłem tę działalność przy KLUBIE WODNIAKÓW. Oczywiście, dokupiłem więcej sprzętu, bo takie są potrzeby miasta. Olbrzymie. Kiedy w ubiegłym roku miałem mniej sprzętu, to ludzie dziesiątkami czekali w kolejce na cokolwiek. Zapotrzebowania są duże. Ubiegły rok był jednak fatalny, bo był mokry, zarobiłem niewiele. Ten rok zaczął się w miarę dobrze, spływów kajakowych jest coraz więcej, ale to przeważnie ludzie z Warszawy przyjeżdżają, dużo jest wypożyczeni rowerków.

Spływy kajakowe, na jakiej trasie je robicie?
Są różne, np. z Jednorożca za Długosiodłem na Orzycu czy z Nowogrodu z Pisy, (ludzie z Łodzi nawet byli), są spływy Orzycem z Makowa, z Bobrowego Dworu. Najpopularniejsze to z Zambsk albo z Pułtuska do Dzierżenina.

Pułtusk jako baza jest miejscem wyśmienitym…
Pułtusk jest bardzo atrakcyjny, tylko ta baza jest nieatrakcyjna. Dlaczego? Choćby dlatego, że tu ludzie chętnie rozłożyliby się z namiotami, popływali kajakiem, pozwiedzali miasto… Weźmy taki przypadek… Niedawno byli tu ludzie gdzieś z Polski, popływali kajakiem, podobało im się i zorganizowali grupę dzieci, znaleźliśmy im miejsce do biwakowania, ale… To wszystko jest prowizorka. Mimo wszystko chcą tu być, zagwarantowałem miejsce na ognisko, toytoy`e.

Można byłoby takie miejsce zorganizować? To duża inwestycja?
Myślę, że w skali miasta to nie jest duży wydatek.

A jest promocja Pułtuska nad Narwią!
Olbrzymia! Przyjadą, zostawią pieniądze, więc przydałoby się coś zrobić dla nich. Żeby nie Dzień Dziecka, który zrealizowaliśmy z policją, strażą pożarną, NP, Klubem Wodniaków, WOPR-em to pewnie nawet teren nie byłby skoszony.

Teren pozostaje w gestii miasta?
Tak, teren i port. Trzeba by to doinwestować, oświetlenia nawet nie ma, ciężarówka uderzyła w lampę, prąd odcięli, jest ciemno na całym placu. Żeby nie nasze lampy klubowe, to byłoby po prostu niebezpiecznie.

Jest jakaś osoba w RATUSZU odpowiedzialna za ten stan?
Nie wiem, ale prezes Wojtek Błaszczak zgłaszał sprawę oświetlenia, ale nic się nie dzieje. Dobrze, że chodnik odszykowany, trawa ścięta. Więcej nic się nie dzieje, imprezy zostały przeniesione na zamek, nawet WIANKI, chociaż były tu od lat. Bazę tam mają fajną, więc nie ma sprawy. Tu, powtórzę, nie ma nic. Podjazd samochodowy sam robiłem, zalewałem betony, w nocy przyjechałem, żeby polewać wodą, żeby beton był mocniejszy. Młodzież mi zaświeciła reflektorami, żebym coś widział – stało tu kilka samochodów. A że na burzę się zanosiło, to przykrywałem folią. Dużo młodzieży tu było, młodzi siedzieli na ławkach…
Teren mógłby być miejscem spotkań pułtuskiej młodzieży. Ekscesów tam nie ma?
Nie, bywam tu do 22-23 i jest spokojnie. Nic złego się nie dzieje, bez burd, bez pijaństwa i krzyków. Druga sprawa – tu nic nie jest zabezpieczone, nie przywiązane. Bywa, że córka zostawi wiosła na pomoście i nic tu jeszcze przez te trzy lata nie zginęło. Dobra aura…
Właściciel, czyli ty jesteś dobrym człowiekiem, znanym z działalności wodniackiej i to daje efekty.
I to w tej ciemnicy! Teren fajny, więc poza nim, gdzie młodzież ma się spotykać wieczorem? Nikt nie myśli o pozyskaniu środków na taką inwestycję, na wybudowanie, na przykład, mariny. Trzeba napisać projekt, ktoś musiałby się tym zająć, ja Piotr Socharski tego nie zrobię, nie mam takich możliwości, mnie nikt nie da pieniędzy. Zobaczymy… Myślę, że to temat dla grypy PUŁTUSK CZAS NA ZMIANY, na kandydata na burmistrza… A takie piękne mariny widziałem za granicą…

A żegluga? Stateczki?
Zgodnie z obowiązującymi przepisami to można przewozić 12 osób maksymalnie. Mam takie łódki, Dom Polonii ma gondole. Duże statki? Pewnie byłaby możliwość. Ale kogo przewozić, skoro tu nic nie ma? No, jest Dom Polonii, ale też nie ma miejsce na zakotwiczenie, przycumowanie. A u mnie? Wystarczy nasza keja, nie zabraniamy, żeby tu cumowały jachty – na dzień czy na noc. Nasz bosman – Sławek Zakrzewski – dostaje kartki świąteczne z życzeniami od ludzi gdzieś z Polski, którym udostępnił pomost do cumowania… Bez pieniędzy nie da się nic zrobić, chociaż my jako wodniacy robimy tutaj bardzo dużo, również przy pomocy sponsorów. Dlatego mamy w ogóle taką bazę, jaka jest.

A plaża?
Jest jaka jest i lepsza nie będzie. Mogłaby być inna i nie trzeba wymyślać cudów, wystarczy pojechać do Serocka i zrobić to, co jest u nich. Z naszą plażą jest kłopot, bo nie można dojechać samochodem, nie ma dojazdu, przez śluzę samochodami nie można przejeżdżać. A ludzie, nawet młodzi, mają samochody, nimi się poruszają … Ale, jeśli nie ma dojazdu, można zrobić rejsiki od nas, jakąś dezetą, gondolą, żeby ona kursowała w jedną i drugą stronę. Parking można zrobić u nas. Mogłyby się te rejsy odbywać na koszt miasta, a plaża zyskałaby na atrakcyjności. To nie jest duży koszt, a użytkowanie tylko w czasie lata.
Piotr, a myślisz o szkółce kajakarskiej?
Myślę o szkółce żeglarskie, kajakarstwo to za droga dyscyplina. Sprzęt wyczynowy jest bardzo drogi, zgrupowania, wyjazdy, konsultacje… Ja szkółkę żeglarską prywatnie założę we wrześniu, w połowie września. Miasto nie musi się tym zajmować akurat, mamy prywatne korty, SEMIRAMIDĘ… Miasto ma ułatwiać załatwianie spraw, nie utrudniać. Szkółkę zacznę na dezecie dwumasztowej dla różnych grup wiekowych, a na wiosnę pewnie zainwestują w mały kadecik. U nas w Pułtusku tradycję mamy olbrzymią, 40 lat temu pływałem na żaglówkach naszych, starych, później były OMEGI. W POM-ie były, w ogólniaku była sekcja żeglarska. W Pułtusku był chorągwiany ośrodek, Wojtek Błaszczyk był całym szefem z żoną Ewą. Wszystko się rozsypało, upadła ta tradycja – wszystko było za PRL-u, a teraz taka inicjatywa może powstać jedynie prywatnie. Ważne, podkreślę, żeby miasto nie przeszkadzało, my sobie poradzimy.

Jak ludzie reagują na naszą Narew, na twoje kajaki i rowerki?
Przyszła wczoraj taka dziewczynka z ojcem. Popływali trochę, potem ona wyszła z kajaka i powiedział: „To mój najpiękniejszy dzień w życiu!” Ten mężczyzna był z Pułtuska i zastanawiał się, dlaczego jeszcze nie był na kajaku.

A ja jak wiozłem córkę naszych przyjaciół z Bułgarii starą odnogą Narwi, to ona z zachwytem wolała: „Dżungla! Dżungla!”.
To ja podam anegdotkę Grześka Śniadowskiego. „Dlaczego w morzu jest słona woda?”. „Bo tam śledzie pływają”! I moją o tym, jak rozpoznać łabędzia od łabędzicy na kanale. Rzucić kromkę chleba na wodę. Jak zjadła to ona, jak zjadł to on.

To polonistyczny humorek, Grażyna się uśmieje. Hahaha!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *