pultuszczak

Facebook

POWINNO BYĆ WOW!

2022-08-11 4:25:38

Z Martą i Pawłem Sikorskimi, właścicielami sklepu internetowego e-modo, szeroko znanego, rozmawia Grażyna M. Dzierżanowska

Spotkaliśmy się w PTYSIU. Rozpoznałam ich od razu – Martę i Pawła. Są identyczni, jak podczas transmisji sprzedażowych na e-modo. Ona śliczna kobieta z pięknym uśmiechem, on zwracający uwagę. Oboje przemili, sympatyczni, otwarci, życzliwi światu i ludziom, bez zadęcia. Ich styl bycia? Są sobą, są autentyczni, mimo że odnieśli sukces; oddali się swojej pracy i swoim klientkom, nie zapominając o dzieciach i pielęgnując swoje małżeńskie życie.

Państwa sklep internetowy – e-modo – kiedy powstał? Był pomysłem na zarabianie pieniędzy?

Paweł: – Nawet się nad tym zastanawialiśmy, kiedy zaczynaliśmy i wyszło nam, że dwa lata temu. Ale zaczęliśmy od allegro, gdzie mieliśmy swój kanał. Allegro było ciężkim sposobem na sprzedaż, klient jest ciężki, bo nie ma z nim kontaktu, jest mnóstwo zwrotów, konkurencja duża, więc sprzedaje się taniej i na koniec miesiąca okazuje się, że się nie zarabia. Nie ma sensu sprzedawać, żeby sprzedawać. A e-modo? Z początku był strach, ja jestem handlowcem, ale żona dała sobie dobrze radę. I poleciało.

Marta: – Pierwsze trzy live byłam sama, zaczynaliśmy od kostiumów kąpielowych, które mieliśmy już na allegro. Pokazywałam damskie i ktoś zapytał o męskie. I tak Paweł wyszedł raz, drugi i tak się potoczyło. Klientkom spodobało się, że jesteśmy razem. Czujemy się z nimi jak rodzina, gdyby trzeba było, broniliby nas, mamy w nich obrońców na transmisjach.

Paweł: – Gdybyśmy nie pracowali razem, byłoby ciężko, bo to praca od rana do wieczora i od poniedziałku do niedzieli. Czas więc spędzamy razem, syn nam pomaga w sprawach komputerowych, zarabia sobie.

Marta: – Córka również uwielbia nam pomagać. To typowa strojnisia, więc sprawia jej to wiele frajdy i córka najchętniej wyszłaby na wizję.

Zauważyłam tę jej chęć bycia z państwem na wizji. Czuje bluesa, jak to się mówi.

Marta: – Ale my nie chcemy zabierać jej dzieciństwa.

Paweł: – Czy będą się pojawiać? Fajnie by było, jak podrosną, ale świat się szybko zmienia, nie wiadomo jak to będzie.

Wrócę do relacji na żywo. Panie Pawle, nie sądzi pan, że to uroda żony ma olbrzymi wpływ na to, jak są państwo postrzegani? Ona kradnie show.

Paweł: – Na pewno, zgadzam się!

Ludzie, którzy z państwem pracują? W tej chwili ukazuje się na wizji pani Edzia, fajna babka. Pięknie z panią Martą współistnieją. Nie wychodzi z szeregu, wiadomo, szefową jest pani Marta…

Marta: – To moja psiapsiółka. Na początku była trochę wycofana, wstydziła się. Dogadujemy się w życiu prywatnym, więc i w pracy. Edzia jest nasza, swojska.

Paweł: – Ewelina też jest nasza, sumienna, takiego pracownika ze świecą szukać. Myślę, że dziewczyny są z nas zadowolone.

Wciąż się rozwijamy i cały czas poszukujemy nowych członków do zespołu.

Pani Marto, ale pani to jeszcze ma na głowie swój wizerunek; zadbana jest pani zawsze, fryzura, paznokcie…

Paweł: – Jeden dzień w tygodniu odpada, bo to fryzjer, to paznokcie, to coś tam… O szczegóły trzeba dbać na wizji, o estetykę kadru. Ja jeszcze robię zdjęcia i…

i te zdjęcia modowe są bardzo ładne, z przyjemnością się je ogląda.Marta: – Nieraz przebieram się piętnaście razy do tych zdjęć. … No jakby nie było, jest się na wizji i wypada się przyłożyć do swojego wizerunku, zresztą do wszystkiego.

Paweł: – Tak, szczegóły są ważne, do zamówień, do ich ceny trzeba dołożyć np. ładne zapakowanie wysyłki, opatrzenie jej wstążeczką, serdecznymi słowami… A te live..

Jak jest się przemęczonym lub nie w humorze, to lepiej ich nie robić, bo nikt nie chce oglądać smutasów, a tym bardziej z nimi rozmawiać. W takiej sytuacji to połowa sprzedaży.

Marta: – No i trzeba być naturalnym. Żadnej gry, bo to i tak wyjdzie na jaw. Tak rozmawiamy na wizji jak na co dzień.

Właśnie, państwa klienci to lubią, zwracają na tę estetykę uwagę.

Paweł: – Klientki pytają, kto skierował do nich te ciepłe słowa, piszą, że ZROBIŁY im dzień.

Marta: – Podchodzimy do naszych klientów indywidualnie.

Państwo się jakoś przygotowujecie do transmisji? Macie scenariusz?

Paweł: – Godzinę przed transmisją zabieramy ze sklepu to, co zamierzamy prezentować, a nowości najpierw pokazujemy podczas transmisji. Teraz, w wakacje, poszliśmy w krótkie filmiki, są wygodniejsze i dla nas, i dla klienta. A kiedyś byliśmy na wizji po sześć godzin.

Marta: – I klienci byli z nami cały czas! Potem nam panie pisały: “Ile ja czasu “zmarnowałam” na oglądanie was”! Dodam, zapraszają nas do siebie, nawet za granicę i nas odwiedzają, my ich gościmy, oprowadzamy po mieście, a oni coś nam przywożą. Teraz z Włoch nas panie odwiedzą.

Tak, miło się państwa ogląda, bo to i kultura, i żart, i serdeczność do kupujących, nie mówiąc o wachlarzu prezentowanych ubrań, butów, torebek… Mnie to urzekło, dlatego ten wywiad. Pani Marto, i ile jest w pani taktu, pani się nigdy nie wkurza? Jak pani fajnie odniosła się do pisowni słówka CHABER…

Marta: (śmiech)- Staram się. A z CHABREM też miałam problemy.

Paweł: (śmiech) – Ja nadrabiam w sprawie wkurzania. Nie lubię lenistwa myślowego, w ogóle lenistwa czy to w domu, czy gdziekolwiek, i nie rozumiem, że jest podane, jak postępować, że tak i tak, a ktoś pisze zupełnie inaczej albo pyta na przykład o cenę, wysyłając nam zrzut ekranu jakiegoś postu, a tam jak wół wytłuszczona cena w treści 😊… Takie czasy, ludzie pędzą i szkoda im czasu na zagłębienie się w treść postu.

Ale te pana ściągaweczki dla zamawiających fajne są.

Paweł: – Trzeba konkretu, taki mamy system, ale i tak jeszcze ktoś tam dodaje kropkę, przecinek. Obecnie stosowany program ułatwia nam pracę i orientuje klienta w zakupach, w tym, co ma w koszyku, paczki wychodzą dużo szybciej…

Klient zakupując poprzez wpisanie odpowiedniego kodu w komentarzu, ma pewność (jeśli wpisał go poprawnie), że zakup otrzyma. Pisząc standardowy komentarz lub wiadomość prywatną może okazać się, że zanim odczytamy taką wiadomość, to ostania sztuka sprzeda się przy użyciu kodu i niestety już nie będzie ten produkt dostępny. Technologia bardzo szybko się rozwija i tak samo jak na przykład u operatorów sieci komórkowych dużo spraw można załatwić z botem, tak samo i u nas bot wyłapuje zamówienia i dodaje je do koszyka. Te kody to nic innego jak słowa klucze, które sprawiają, że sztuczna inteligencja dodaje zakupy sama. Z tego powodu tak ważne jest wpisanie poprawnego kodu, ponieważ przy zmianie choćby jednego znaku, bot nie będzie mógł dodać zakupu.

Państwa sklep mieści się przy Kościuszki 41… Ciastkami tam częstujecie, kawką, cukierkami.

Paweł: – Cukierasy znikają szybko. Zapraszamy. Mamy bardzo duży asortyment, jest kolorowo, każdy coś znajdzie dla siebie.

Marta: – Mamy mydło i powidło, jak powiedziała nasza klientka: ubrania, buty, biżuterię, pościel, perfumy, które poleca Paweł… Nie mamy sprzętu AGD, chociaż klientki proszą, byśmy w to weszli. Sporo osób przychodzi do sklepu, to ci, którzy chcą towar zobaczyć swoim okiem, nie kamery, dotknąć go, a są też tacy, którzy nie potrafią się odnaleźć w sklepie. Mamy towar rodzimy, włoski, turecki, chiński, ale szyty w Polsce…

Państwa klienci to…

Paweł: – Prowadzimy statystyki, stąd dużo wiemy. Średnia wieku to 35 – 45 lat, to największy procent, dalej 45-55 lat; młodszych jest mniej, oni szukają czegoś innego. Mamy klientów z zagranicy – Niemcy, Włochy, Irlandia, z Holandii… Do połowy pandemii to z Niemiec był bardzo duży odbiór. Kupują Polacy, którzy za granicą są od wielu lat. Z Kanady mamy babkę, która kupuje nasze magiczne ręczniczki, twierdzi, że u nich takich nie ma. Wbrew pozorom wysyłka nie jest taka droga. Bardzo dużo klientów mamy od samego początku naszej działalności. Zamiast oglądać seriale telewizyjne, są z nami, mówią, że my jesteśmy ich ulubionym serialem.

Nie mogę wyjść z myśli o fenomenie e-modo, tylu kupujących!

Marta: – Wiemy, ilu mamy klientów. 70-100 osób kupujących na live, a sprzedaż jest jeszcze po nim, w sklepie czy na Messengerze.

A jak się ubierają klienci e-modo? W co? Kolory?

Paweł: – Najogólniej to w to, co Marta założy. Założy czarne ubranie, to wszyscy czarne, założy zielone, to wszyscy chcą zielone. No i moda wchodzi w grę, kiedyś było wszystko czarne.

Państwo dużo pracują i widzę u was, tak to nazwę, taką pazerność na rodzinny wypoczynek.

Marta: – Raz poszliśmy do pracy o 8 i wyszliśmy o 24.

Paweł: – 12 godzin w normalnym okresie to spokojnie. U nas w sobotę sklep nie musi być otwarty, ale panie przychodzą, bo chcą, mają płatne dodatkowo.

Marta: – Mamy wszystko dopięte logistycznie, z zegarkiem w ręku, bo mamy mało czasu, ale rodzinny czas jest dla nas bardzo ważny – wyjazdy, wycieczki. Jak jest pół godziny wolnego, to pędzimy np. na opalanie. Staramy się być z dziećmi.

Paweł: – Życie ucieka, nie można siedzieć. A praca to pułapka… Praca łatwo może przejść w pracoholizm. A my przecież pracujemy dla siebie, to nasze trzecie dziecko. No i pracujemy nad rozwojem. Jak się nie rozwijamy, to się cofamy. Konkurencja nie czeka…

Marta: – Klienci to widzą, są dumni z naszego rozwoju, przecież zaczynaliśmy od pokoju…

Ciekawa jestem udziału pułtuszczanek w e-modo – znajduję podczas transmisji nazwiska mi znane, wiele ich znajduję.

Dużo jest osób z Pułtuska i okolicy. Nie pamiętam dobrze, ale przez te dwa lata zasięg na Facebooku to prawie 5 milionów. Ale powiem ciekawostkę – nie każdy chce, żeby było widać, że kupuje.

Oj, czy to nie głupie?

Paweł: – Są wśród naszych klientek panie, które mają specjalne konta – nie chcą, żeby mąż widział, ile i co kupują. I o zazdrość chodzi. Jak ktoś kupuje co tydzień po 500 zł, to wywołuje zazdrość znajomych. Różnie wtedy postępujemy, np. dodajemy kartki, że dajemy coś w gratisie. A jak na początku mieliśmy kartony do hod dogów, pasowały do gabarytów B, to klientki mówiły, że fajnie, że nie widać, że to przesyłka z e-modo. Jak ktoś jest już zakupoholikiem, to się ukrywa.

Marta: – Mąż też mnie stopuje. Mówi: “Już miejsca nie ma w twojej szafie”.

A co pani ostatnio kupiła?

Tę białą sukienkę, w której jestem.

Paweł: – Raz w tygodniu coś przynosi, to na pewno. A niedługo będzie nowość, nikt takiej nie miał. Powinno być wow!

Jakaś ciekawostka, przepadam za nimi.

Proszę. Mój brat, występując tak gościnnie na naszym live (sam chciał spróbować tego biznesu i zobaczyć, jak to jest), znalazł dziewczynę, z którą jest już chyba ponad półtora roku. Podczas live zaśmiewaliśmy się, że Michał szuka dziewczyny i jedna napisała do niego na priv. I tak można powiedzieć, że w e-modo znajdziesz nie tylko ubranie dla siebie i rodziny, ale czasami i DRUGĄ POŁÓWKĘ.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

TOiOWO NAUKOWO

Roboty i emocje

  Adepci Robotycznej Szkoły Aktorskiej świetnie czują się w każdym reper…

Wrzesień w Koperniku

Cywilizacja algorytmów na Festiwalu Przemiany. Plenerowy koncert muzyki elektron…

MACHINA SAPIENS - wystawa festiwalu Prze…

Sztuczna inteligencja w coraz większym stopniu wkracza w nasze życie. Powoli – l…