pultuszczak

Facebook


Porażka po walce

2015-03-31 12:59:34

Po wyrównanym spotkaniu, Nadarwianka przegrała z faworyzowanymi Łomiankami 0:1. Gol padł po wątpliwym rzucie karnym w końcówce pierwszej połowy

Spotkanie poprzedzone zostało minutą ciszy dla zmarłego w styczniu Wojciecha Werczyńskiego, wieloletniego, zasłużonego działacza klubu. W sobotę, nad trybuną wywieszono transparent w formie sektorówki z nazwiskiem legendy Nadnarwianki. Cześć Jego Pamięci!

O ile sobotnie spotkanie z KS Łomianki wyglądało całkowicie inaczej niż to sierpniowe, gdy Nadnarwianka przegrywała do przerwy czterema bramkami i nie miała nic do powiedzenia, to niestety tym razem spotkanie również zakończyliśmy z zerowym dorobkiem punktowym. Można więc powiedzieć, że rozegraliśmy w rundzie wiosennej już dwa niespodziewanie wyrównane spotkania z faworytami, jednak na punkty się to niestety nie przełożyło.

Wydawało się, że szanse na korzystny rezultat są większe niż w Wołominie, choćby ze względu na sytuację kadrową, a także fakt rozgrywania spotkania na własnym boisku. Za gośćmi przemawiały na pewno statystyki spotkań przeciwko Nadnarwiance, a przede wszystkim wynik meczu z rundy jesiennej (4:1, gol dla pułtuszczan autorstwa Roberta Sosnowskiego). Nadnarwianka po raz ostatni pokonała KS Łomianki w 2005 roku, a w kolejnych sześciu spotkaniach tylko raz udało się zremisować.

Trener Paweł Brodzki miał do dyspozycji wracających po pauzach za żółte kartki lub kontuzjach: Piotra Cywińskiego, Arkadiusza Miłoszewskiego, Łukasza Wolfa oraz Bartka Salamona. Dwóch z nich wystąpiło od pierwszej minuty. Średnia wieku naszego zespołu była więc minimalnie wyższa niż w Wołominie. O ile jednak walki i ambicji naszym zawodnikom na pewno odmówić nie można, to trzeba przyznać, że widać było większe doświadczenie u gości. Co prawda początek spotkania należał do Nadnarwianki, jednak bez przełożenia na klarowne sytuacje. Bardzo blisko zdobycia bramki był jedynie Mateusz Krawczyk po wrzucie z autu przez Kacpra Wanielistę, jednak uderzył sytuacyjnie z kilku metrów nad poprzeczką.

Tuż przed przerwą to jednak goście wyszli na prowadzenie. Gola z rzutu karnego zdobył w 42 minucie Daniel Ziąbski. Nasi zawodnicy, podobnie jak kibice, mieli dość spore wątpliwości, czy ten rzut karny się przyjezdnym należał. – Moim zdaniem karny był bardzo naciągany. Razem ruszyliśmy do piłki, ale w ostatnim momencie przeciwnik zwolnił, poczuł mnie na plecach i przy strzale się położył. Sędzia bardziej zareagował na jego krzyk, niż na to co widział. Koledzy mówią, że widzieli to podobnie – twierdzi Piotr Cywiński, który według arbitra sfaulował rywala. Nadzieje na punkty stały się jeszcze mniejsze po tym, jak w 51 minucie, drugą żółtą kartkę otrzymał debiutujący na pułtuskim boisku, sprowadzony zimą Mateusz Gołębiowski. Prowadziło to więc do niepotrzebnej nerwowości w szeregach Nadnarwianki. Nasi piłkarze starali się, walczyli, jednak to było za mało, tym bardziej, że grali w osłabieniu. Goście nie forsowali tempa, a prowadzenie mogli podwyższyć w doliczonym czasie gry, gdy Artur Starosz wyszedł sam na sam z Władkiem Stelmachem, jednak w ostatniej chwili został dogoniony przez Kamila Jagielskiego II, który wybił piłkę na rzut rożny.

Nadnarwianka nie zmieniła po sobotnim spotkaniu swojej pozycji w tabeli, jednak Korona Szydłowo po ograniu 2:0 Olimpii Warszawa (znajdującej się jedno miejsce wyżej od pułtuszczan), zbliżyła się do naszego zespołu na dwa punkty. A już na początku kwietnia, drużyna z Szydłowa przyjedzie do Pułtuska. Tydzień wcześniej zagramy w Warszawie z Olimpią. Będą to dwie konfrontacje „o sześć punktów”. Skra Drobin i MKS Ciechanów nie powinny już się włączyć w walkę o utrzymanie. A już w najbliższą sobotę jeszcze trudniejszy mecz niż w Wołominie i z Łomiankami – wyjazd do Sochaczewa na spotkanie z Bzurą Chodaków. Jest to aktualny lider, który wygrał dwa wiosenne spotkania (9:0 ze Skrą Drobin i 2:0 z MKS Przasnysz). Jesienią jednak to Nadnarwianka wygrała w Pułtusku 1:0 i na pewno ekipa Bzury będzie chciała się zrewanżować.

Warto wspomnieć o sprawach organizacyjnych dotyczących meczu z Łomiankami. O ile zarząd klubu wywiązuje się ze swoich obowiązków bardzo dobrze, to niestety nie można tego powiedzieć o MOSiRze, zarządcy obiektu, odpowiedzialnemu za jego przygotowanie do rozgrywek. Linie na boisku były ledwo widoczne, a przed meczem sędziowie zauważyli też dziury w siatkach bramkowych, które musiały być momentalnie naprawione. Miejmy nadzieję, że na kolejnym spotkaniu ta kwestia będzie wyglądała lepiej. Należy się tylko cieszyć, że murawa jest w dobrym stanie. Jednak to już w większości zasługa tego, że mieliśmy w tym roku dość łagodną zimę.

Na koniec o jeszcze mniej ciekawej sytuacji. Pułtuski stadion już od dawna nie tętni życiem tak jak dawniej, w dużej mierze za sprawą pewnych organów, uprzykrzających od dłuższego czasu życie kibicom. Teraz za cel wzięci są głównie kibice przyjezdni, ale wydawało się, że tylko ci zorganizowani. Jednak w sobotę miał miejsce przypadek (zapewne zdarzający się częściej) legitymowania kobiety, która przyjechała obejrzeć mecz ze swoim synem (być może na przykład juniorem KS Łomianki). Powód? „Mamy legitymować wszystkich z Łomianek”. Dlaczego takie sytuacje nie mają miejsca w innych miastach i nikt nie jest legitymowany „bo jest z Pułtuska”? Kto wydaje takie rozkazy i komu chce zaimponować?

Tak czy inaczej, trzymajmy kciuki za Nadnarwiankę, bo walka o utrzymanie trwa i będzie bardzo trudna.

Nadnarwianka Pułtusk – KS Łomianki 0:1

Bramka: Ziąbski 42 z karnego.

Skład Nadnarwianki: Stelmach – Wanielista (74 Miłoszewski), Jagielski II, Bobowski, Wolf – Cywiński (67 Salamon), Bartczak (67 Zacharski), J.Zalewski, Gołębiowski, Sokołowski (74 Sosnowski) – Krawczyk.

trans

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *