pultuszczak

Facebook


POKAŻ MI SWÓJ OGRÓDEK

2019-08-07 4:33:27

To jest ogródek … doniczkowy, na drewnianym, prostokątnym podeście. Mocno nasłoneczniony. Za podestem jest kawałek trawnika, na jego środku drzewo liściaste, pod ścianą domu rozciągają się trawy o zielonobrązowej barwie, a od płotu sąsiada rosną trawy o srebrnym i zielonym kolorycie


Osadzone w ziemi są jedynie olbrzymie trawy – miskanty – różne jej odmiany, a więc i niższe oraz gęste krzewy iglaste i drzewo – moja miłość – wysokie, na dłuuugim pniu, z burzą gęstych liści. To klon złocisty o jasnozielonych liściach, przebarwiających się na żółto. Dookoła niego rosną, kwitnące jeszcze hosty – funkie.
Ów ogród to przedłużenie salonu-kuchni. Wiosną, latem i wczesną jesienią zielony i kolorowy. Zimą? Zimą dżdże i białe płatki śniegu spadają na trawy, wrzosy i drewniane pojemniki z lawendą, której jeszcze zielonkawe łodyżki i zeschnięte fioletowe drobne kwiaty zostaną ścięte dopiero na wiosną. Taki urok.
Zacznijmy od podestu. Ten, jak cała przestrzeń, jest przaśny. Deski wysmagane deszczem, śniegiem, wiatrem, spalone słońcem. W identycznej estetyce są: drewniany stolik i dwa drewniane pojemniki. Stopnie paradnej, starej i zielonej drabiny z rodzinnego domu, też są drewniane i też zaprzyjaźnione z deszczem i słońcem. Na stopniach kamienie przywiezione znad morza i znalezione gdziekolwiek.

Kwiaty? Wczesną wiosną to rozmaite bratki i stokrotki, niedługo po nich zielenią się lawendy i po zimowym śnie budzą się wrzosy. Z ziemi w długich pojemnikach wychodzą zielone czubki hosty od sąsiadki. Niebieścieją niezapominajki. A potem? Potem na deskach pojawiają się rośliny kupione na najdłuższym rynku w Europie i w okolicznych ogrodach. Niestety, ogrodniczka rzadko kiedy pamięta, co kupuje – nazw kwiatów raczej nie zna. Teraz, te są jej znajome, kwitną pelargonie, na czerwono, obok nich jakieś białe i żółte kwiaty. Jest begonia. I taki srebrny ROZTRZEPANIEC, bardzo dekoracyjny. Sadzi się tę roślinę wśród innych kwiatów. Ma oznaki szaleństwa – rozpycha się niemożebnie. W ubiegłym roku kwitły warszawianki, przez ogrodniczkę zwane motylkami. To nazwa wyniesiona z ogrodu dzieciństwa na Kościuszki. Kwiaty rosną w koszykach i w doniczkach, i ozdobnych, wysmakowanych – te ogrodniczka lubi najbardziej, ale są dość drogie – i w tych glinianych, wiejskich, na które wychodzą wilgotne plamy… Mają swój urok…
Wśród kwiatów leżą kamienie, leżą i stoją ciekawe, powyginane korzenie drzew. A wśród nich gliniane i porcelitowe ptaki.
Trawy! Są bajeczne, szczególnie te olbrzymy (bambus polski). Gną się na wietrze, schylają się aż do tarasowej podłogi, targane jesiennym podmuchem uchylają rąbka tego, co dzieje się poza ogródkiem, na dalszym planie, na chodniku. Ale tylko przez chwilę – i to jest dobre.
Co jest jeszcze ciekawego w przedstawianym ogródku? Ano to, że jest mój, tej, która ani nie zna się na uprawie roślinności, ani nie przepada za dłubaniem w ziemi, ale na pewno kochającej zieleń i kwiaty: ostróżki, szafirki, rumianki, koniczynę i mlecze…
Grażyna M. Dzierżanowska

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *