pultuszczak

Facebook


Po jagodzie truskaweczka

2017-07-19 8:48:56

Z panią Anną, szefową pułtuskiej PIEROGARNI (Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo – Usługowe Robert Drozdowski), rozmawia Grażyna Maria Dzierżanowska

Jakie pierogi pułtuszczanie lubią najbardziej?

To zależy od klienta, ale tak ogólnie to pułtuszczanie lubią z mięskiem wieprzowo – wołowym, z serkiem i w sezonie z jagodą. Po jagodzie truskaweczka.

Pierogi lubimy, a co jeszcze?

Ogólnie najlepiej schodzą pierogi, ale i krokiety z mięsem, szpinakiem, z pieczarką i z kapustką. Królują krokiety z pieczarką, z serkiem żółtym, cebulką, jajeczkiem. Ponadto kotlet schabowy cieszy się powodzeniem, kotlet na cały talerz.

To nie wszystkie smakołyki PIEROGARNI.

Nie. Są zupy – pomidorowa, żurek z wędliną i jajeczkiem, barszczyk z uszkami – z mięsem, jesienią z kapustą i grzybami, no i flaki. W sezonie chłodniczek. Także naleśniki – z serem, z mięskiem i ze szpinakiem, z dżemem, w sezonie z owocami. Są kopytka, kluski śląskie, leniwe na zamówienie, jak pierogi z grzybami. Zimne dania też robimy na zamówienie – ryba faszerowana, schab po warszawsku, majoneziki i ryba po grecku. Ponadto robimy wszystko, co klientowi się zamarzy. Mamy takiego klienta, któremu przygotowujemy różne sałatki, nawet z ośmiornicą plus ryż, ogórek, papryka konserwowa, cebulka czerwona i coś tam jeszcze. I kompocik wieloowocowy mamy, w sezonie truskawka z jabłkiem. Kawa, herbata, napoje. Surówki? Trzy – czerwona i biała kapustka, marcheweczka, zimą suróweczka z kiszonej kapusty.

Przepis na dobre pierogi?

Wszystkiego nie mogę zdradzić, ale wszystko leży w cieście, zachwycają się nim ludzie, pytają, co dodajemy. Ważna jest gorąca woda i jajko.

Kadra NASZEJ PIEROGARNI?

Najlepsza. NASZA PIEROGARNIA to firma rodzinna, ja i synowie, synowa obecnie nie pracuje, jest na macierzyńskim. Znamy się, jesteśmy wobec siebie lojalni, jesteśmy pracowici. 12 kwietnia minęło 7 lat od założenia firmy. Mamy swoją stronę internetową, swoich klientów i wciąż przychodzą nowi, nie tylko pułtuszczanie oczywiście. Tu uwaga, dowozimy dania na telefon.

O co ludzie pytają, a czego nie ma?

Chcieliby bardzo knedli, ale nie mamy warunków, małe zaplecze kuchenne. Pytają, dlaczego tak krótko otwarte, że w niedzielę zamknięte, ale my pracujemy po 12 godzin, od 9 do 17… I wszystko wyrób własny, tylko maszyna robi ciasto…

Mielonego nie ma.

Jest schabowy i pasztet pieczemy wieprzowo – wołowy – trzy razy w tygodniu, ma popyt. Koleżanka mnie namówiła.

Gdzie się zaopatrujecie w produkty?

Od lat u pana Lenarcika, nie narzekamy, owoce i warzywa z hurtowni pułtuskich. Wszystko bierzemy rano, pracujemy od 5.

Najpiękniejszy komplement?

Same komplementy. Goście przecudowni, przemili, wspaniali, kulturalni, rzadko kiedy inni. Mamy dużo przejezdnych, wakacjuszy z okolicznych siedlisk, dużo pierogów jeździ za granicę – Cypr, Anglia, Bruksela, Budapeszt – do ambasady… Dostajemy pocztówki… Klienci wracają z urlopów, mówią, jakie pierogi jedli, pytają, czy takie zrobimy… No i pierogi jeżdżą po całym kraju…

Imprezy?

Tak – imieniny, komunie, chrzciny, różnego rodzaju, menu dopasowane do klienta. Zazwyczaj flaki albo rosół, dewolaj, pieczeń, kotleciki z piersi, zrazy, karkówki, ziemniaki, jarzynka, deser – lody, galaretki, bita śmietana, także stół zimny… Fajne imprezki. No i mamy dania wegetariańskie.

Tak tu domowo u Pani. Nie Francja – elegancja, która onieśmiela…

Tak, styl domowy i jedzenie domowe. Chcemy, aby goście czuli się, jak w domu.

Frytki robicie? Tak ładnie tu pachnie.

Koleżanka mówi, że jak idzie z Daszyńskiego na SKARPĘ, to już wie, że u Ani coś się dzieje w kuchni. Zapomniałam powiedzieć, że w karnawale pieczemy pączki z nadzieniem różanym!

A latem to…
…można zjeść na zewnątrz, dużo ludzi tak je.

Długo Pani nosiła się z zamiarem prowadzenia własnego INTERESU?

Długo. 19 lat pracowałam w Domu Polonii jako kucharz, zaś początki moje to Arkadia – 10 lat. Dzieci dorastały, potrzeby rosły i sytuacja rodzinna zmusiła mnie do myślenia o własnej firmie… Syn skończył szkołę, pracy nie było… A myśl o własnej firmie poddała mi pani Mariola Sobolewska. Ziarenko zostało rzucone, kiełkowało z rok. Ale zaryzykowaliśmy, wzięliśmy pieniądze z URZĘDU i otworzyliśmy PIEROGARNIĘ.

Początki były trudne?

(śmiech) Mała lodóweczka, pierogi i nic więcej, trzy rodzaje, kuchnia bez maszyn, deseczka malutka, stół, mała maszynka do kręcenia mięsa. Bywało, że pierogi się rozklejały, ale była chęć. Klienci przychodzili i mówili: „Dlaczego nie ma takich pierożków?”, „A dlaczego nie ma krokietów z pieczarkami?”. I robiliśmy. Tak rozszerzyliśmy asortyment. Dzieci powiedziały, że będziemy sami pracować i tak trwamy do dzisiaj. Doszliśmy do wprawy. Wdrożyliśmy się, co roku dokupujemy sprzętu i cieszymy się, że klienci do nas wracają i przychodzą nowi.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *