pultuszczak

Facebook


Plociuszek

2018-02-15 12:53:00

Nasz mąż z naszym dobrym kumplem Markiem ruszyli, po przerwie spowodowanej przeziębieniem tego pierwszego, na leśne ścieżki Nadleśnictwa Pułtusk. Z lękiem. K. zapytał M.: – Czy nie zapomniałeś o kuloodpornej kamizelce? Na szczęście dotarli do Pułtuska, z kijków, niepostrzeleni.

Chcieliśmy kupić podkolanówki, najwyżej dwie, ale jeszcze lepiej jedną. Żeby w nią włożyć schab długo dojrzewający do obsuszenia. Weszliśmy do sklepu chińskiego przy Daszyńskiego. Były. 10 sztuk 10 złotych. Długo w nich grzebaliśmy z myślą, że wpadną nam w ręce dwie podkolanówki, no, najwyżej cztery. Nic z tego. Tylko dziwny, jakiś sztuczny zapach bił po nozdrzach. Zaczęliśmy kaszleć jako gruźlik przed sanatorium, ale Pani Chinka nie reagowała, stała o krok od nas, kręciła kostką Rubika i nic! Żadnej pomocy. Spytaliśmy miłą Polkę za ladą, co to za przedziwne obyczaje. Odpowiedziała nam, że ta pani to właścicielka sklepu. I tak sobie pomyśleliśmy, że gdyby siostry i bracia Pani Chinki tak pracowali w Chinach, to te Chiny nie byłyby potęgą światową.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie… A chodzi o panią sekretarz miasta, której nasz TYGODNIK, a przede wszystkim naczelna Ewa, poszukiwała dwa dni. Co słyszeliśmy? Ano, że jest na terenie ratusza. Szukaliśmy pani sekretarz jak igły w stogu siana. Nic! A przecież sama mówiła w TELEWIZJI, że ma wszelkie upoważnienia do podjęcia decyzji w sprawie funkcjonowania miasta. Ludzie gadają, że buława jest za ciężka, bo pani sekretarz ani widu, ani słychu, a tu pytanie goni pytanie. Pokojów w ratuszu jak MRÓWKÓW i weź bądź mądry. No, chyba że pani sekretarz jest w gabinecie cieni, a tam nie dotarliśmy.

Uczeń ZS imienia Bolesława Prusa wygrał międzyszkolny konkurs Smaki dzieciństwa, czyli kuchnia polska oczami mojej babci. Wygrany to Grzegorz Badnarz. A jego i jego babci potrawa konkursowa występuje pod nazwą: śledź marynowany w soku z kiszonego buraka na majonezie grzybowym z kartoflakiem i jabłkiem na karmelu. Uff! Pewnie pyszne to danie, ale brzmi jak kabaretowy przepis. Niezły barok, a nawet rokoko. Nie wiemy, jak smakował ów śledzik, ale nagrodzony z panią dyrektor wyglądał tak pięknie jak danie, które ostatni jedliśmy, a jego nazwa to: karp marynowany w muślinowym sosie z krewetek królewskich na pierzynce z gęstej śmietany z dodatkiem mięsa kraba i świeżego ananasa oraz owocami liczi na karmelowej ściółce. (Zdjęcie pochodzi ze szkolnego FB).

Po pożarze składu surowców wtórnych nie ma gdzie oddać, znaczy sprzedać, makulatury, a tej w domach i w tzw. pracy mamy, że ho ho. Jest nisza, proszę PLOCIUSZKOWICZÓW.

A w pojemniku na psie kupy – z Widok na Daszyńskiego – wyłażą śmieci, po jedzeniu i piciu – butelka po soku pomidorowym, kości drobiowe dobrze ogryzione, papiery. Obok śmieci domowe, pełna plastikowa torba. Ale śmietnika z prawdziwego zdarzenia brak, a tak się o niego dopominaliśmy.

Co teraz będzie z miastem aż strach pomyśleć. Burmistrz w areszcie, ratuszowi w depresji, prezesi przerażeni, niektórzy bez kontaktu z bazą – kto będzie czuwał nad miastem? Stawiamy na panią sekretarz miasta i gminy, która powinna obejść miasto wzdłuż i wszerz, przyjrzeć się wszystkiemu i popędzić do roboty, kogo trzeba.

Zdjęcie: Uczeń ZS imienia Bolesława Prusa wygrał międzyszkolny konkurs Smaki dzieciństwa, czyli kuchnia polska oczami mojej babci. Wygrany to Grzegorz Badnarz

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *