pultuszczak

Facebook


Plociuszek

2018-01-11 9:17:10

No to mamy pierwsze plociuszkowanie w 2018 roku!

I zaczynamy, dziękując Kaziowi Pruszkowskiemu za kalendarz biur(k)owy. Kazio jest skoligacony z naszym mężem poprzez naszą teściową i mamę Kazia P. I bardzo Kazia lubimy. Nawet bardziej Kazia niż Stacha. Stasiu, ale to taki żarcik piszącego…
Pamiętacie, święte obrazy w kaplicy starego szpitala? Bo my, owszem. Bardzo lubiliśmy klimat owej kaplicy, jakiś spokój w niej był, który emanował na ludzi. Z kaplicy przeniesiono je do Starostwa Powiatowego (pięć sztuk), stamtąd do opinogórskiego Muzeum Romantyzmu, zresztą cudnego, a z Muzeum – na wniosek biskupa płockiego Piotra Libery – do diecezji płockiej. Dwa z obrazów – św. Stanisław Kostka i Chrystus w cierniowej koronie wpisane zostały w rejestr zabytków województwa mazowieckiego. A wniosek? Biednemu to i obrazy ze ścian. Albo z depozytu.
Piszemy nasz PLOCIUSZEK w przedsylwestrowy piątek. Za dwa dni przed północą pułtuszczanie będą świętować NOWY ROK 2018 na rynku, przed ratuszem. Znamy tego pułtuskiego SYLWESTRA jedynie z tego, co poda miasto na swoim portalu. (Szkoda, że stronie miasta nie ma żadnych informacji o tej nocy, bo że SYLWESTER na najdłuższym rynku w Europie to żadna wiadomość!!!). Chęci uczestnictwa w nim nie mamy żadnego. Uważamy, że ów dzień w Pułtusku jest tak martwy jak nasza galeria. Żadnego pomyślunku, ot, odfajkowanie. Z jedną uwagą – może w tę najbliższą niedzielną noc przyjdzie nowe?
Byliśmy, wieczorem, w CM Gajda Med, na wizycie kardiologicznej. Zanim weszliśmy do odpowiedniego pokoju (przed gabinetem dra Gajdy zawszeć tłum) nawąchaliśmy się w tym sterylnym CENTRUM ( naprawdę czystym), że aż nas zemdliło. Ten smród skojarzył nam się wyraźnie ze swojskimi klimatami. I my nawet współczuliśmy tym dwojgu ludziom, co to od nich tak WĘDZIŁO, ale na litość, nie chodźcie brudni do lekarzy.
Z pijanymi jakoś do tej pory scysji nie mieliśmy. A tu pod koniec grudnia, idąc z przyjemnej OLI, zaczepił nas mocno podcięty facet, ale bądźmy sprawiedliwi – trzymał się jeszcze na nogach, chociaż gnał za nami mocno się zataczając. Głos jednak miał rześki, dykcję całkiem całkiem, nawet lepszą niż nie jedna aktorka i nie jeden aktor młodego pokolenia… Czego chciał od nas? Przecież nie wykładu o miłości Maryli do Mickiewicza i odwrotnie, ani wyliczenia nosówek i też nie definicji felietonu. On chciał pieniędzy, wymienił małą sumkę, na wódeczność. Powiedzieliśmy, że nie skorzystamy z propozycji obdarowania go i poszliśmy w stronę domu. On za nami. Sporo gadał. Wreszcie wyrzucił z siebie: Ty kur…, żebyś zdechła. Że my nie kur…, więc spłynęło po nas to świąteczne życzenie, jak seta po gardle spragnionego, ale… Ale pomyśleliśmy sobie, co z takimi życzeniami pijanego grzdyla można zrobić? Bać się nie baliśmy, bo jesteśmy żoną naszego męża, trenera judo i odwaga z niego przeszła na nas już dawno temu i wciąż trwa. Ale pomyśleliśmy: co w takich razach robić? Czy dzwonić po policję? I czy ona przyjedzie na miejsce… życzeń? Raczej wątpimy. Na spotkanie z KIMŚ z policji czekamy już ładnych kilka tygodni. Chcieliśmy pogadać z KIMŚ z POLICJI, by oświecić nasze pułtuskie społeczeństwo w pewnej sprawie i zarazem pokazać, że nasi policjanci i policjantki czuwają nad nami. Byliśmy w sprawie tego gadania już trzy razy w KOMENDZIE, nasza szefowa również rozmawiała z policjantami i (chyba) z samym panem komendantem i nic.
I po tych gorzkich żalach życzenia. Czego wam życzyć, kochani PLOCIUSZKOWICZE w Nowym Roku? Ano szczęścia, które trzeba rwać jak świeże wiśnie, bo przyjdzie mróz i wszystko ściśnie.

GMD
Zdjęcie: W szpitalnej kaplicy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *