pultuszczak

Facebook


PLOCIUSZEK

2018-01-04 1:00:10

Wspomnieniowy w związku z dwudziestoleciem istnienia Tygodnika Pułtuskiego

2006
Pan Lalowski grał w Domu Polonii. Jazz. Pięknie. Rozwiane włosy, koszula z metalowymi ozdobami. Długie nogi. Tymi nogami to ona dopiero gra! Nawet tańczy, grając. Ale i całym ciałem. Prawą nogę unosi w kolanie, tak ją trzyma przez moment, jednocześnie pochyla głowę na prawo i uśmiecha się prawą częścią ust. Piękny widok. Artysta w ekstazie twórczej. Prawoskrętny. To lubimy, tę twórczą gimnastykę.
Rybki najlepsze w sklepie u Piotra Socharskiego. A rybka, jak mówią, lubi pływać. Do pływania najlepsza nalewka, chociaż nie dla rybki. Też ostatnio popływaliśmy. W stylu rozpaczliwym, jeden kieliszeczek na wieczór. W nalewce od Hani i Tadeusza Lewandowskich. Dostaliśmy ją w darze za książkę własnego autorstwa „W pułtuską sobotę” – połączenie prozy z poezją i artystycznymi zdjęciami wydawcy. Pułtuskimi zdjęciami. Hania i Tadeusz to fajni ludzie, nawet wówczas, kiedy nalewki nie dają. Ale dzięki nalewce pogadaliśmy od serca z Lidką i Wandą o tym, co w Pułtuska gra i śpiewa.
W ratuszu na wystawie związanej z 13 PP pan Edzio Malinowski pokazał ogrom eksponatów. Niejedno muzeum nie ma tyle! Ale… Ale pan Edward nadal nie ma swojego muzeum. Stąd Jurek Król, nasz kumpel od lat młodości, podzielił się z nami pomysłem dotyczącym miejsca na eksponaty Edwarda. Widzi je na terenie dawnej jednostki wojskowej, w budynku usytuowanym tuż przy alei Wojska Polskiego. Miejsce wydaje się niezwykle ciekawym punktem, związane z TRZYNASTAKAMI, ale czy coś z tego wyjdzie? Oto jest pytanie.
Piękne jest to, że pan Edward Jarząbek, jeden z ostatnich, co o Pułtusku wie prawie wszystko, sam schorowany, pomyślał o umieszczeniu tablicy pamiątkowej na murze cmentarza Świętokrzyskiego, poświęconej czterem patriotom zamordowanym przez hitlerowców w czasie okupacji. Poprosił Romana Dukalskiego o sfinansowanie przedsięwzięcia. Roman umie dawać. To powinno być modne i jazzy – dawanie coś z siebie i od siebie.
Ruszył z kopyta Uniwersytet Trzeciego Wieku, nazywany przez jego współzałożyciela, Witolda Saracyna, Uniwersytetem Świetnego Wieku. ŚWIETNI wiekiem przybyli licznie do Akademii Humanistycznej, gdzie spotkali się na inauguracji roku akademickiego z profesorem Rohozińskim i profesorem Dzięgielewskim (wykład).
Dżdże idą, ale ZAMBET jeszcze zdążył świętować swój jubileusz przy jako takiej pogodzie, a nawet zupełnie dobrej. Niebo wprawdzie zaczęło się lekko buntować, ale zaraz artysta doskonały Krzysztof Krawczyk zaklął je i nie padało. Wprawdzie odgrażało się, rzucając błyskawicami, ale koncert się odbył. Na targowicy. Koncert był przedni, to co po nim smaczne, czyli salcesonik, kiełbasa, boczuś, smalec oraz kaszanka. Te oto wyroby skupiły ZAMBETOWCÓW i pułtuszczan. Ci ostatni mówili, że świętują Dzień Romana. Dzieci też były rozbawione, miały zjeżdżalnię, watę na patyku, a obok tatę i mamę.
Ale się pułtuszczanie rozplotkowali. Przede wszystkim na służbę zdrowia, z którą niedawno byliśmy blisko i się nasłuchaliśmy, że w pułtuskiej służbie zdrowia, jak z ptakami – ci odlatują, ci zostają. Jakiś czas temu odszedł doskonały chirurg dr Kwiatkowski, znany pacjentom i pacjentkom, potem Dul i Bogusławski, teraz dr Prus. Jedni do Wyszkowa, dr Prus do Makowa Mazowieckiego. Na szczęście mamy jeszcze dra Gąsowskiego, Ochmańskiego, dr Suszczyńską i Kowalską – Dyszlewską. – A ja – powiedziała nam pacjentka po operacji żołądka – bardzo cenię dra Jakuba Zawadzkiego, gastrologa, który na dyżury pruje z Warszawy do Pułtuska i się nie spóźnia. My do tej wyliczanki dodajemy dra Muszyńskiego, anestezjologa. – Tylko mi nie napisz, że papieru toaletowego nie ma – groziła nam siostra, ale nie przełożona, bo stryjeczna, Ela Ciszewska, uzdrawiająca bez leków, bo wesoła.

Wspominała GMD
Zdjęcie: Nasz nieodżałowany pan Edward Malinowski, zaprzyjaźniony z Tygodnikiem przez lata, podobnie jak pan Edward Jarząbek

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *