pultuszczak

Facebook


Plociuszek

2017-10-13 11:02:32

Znacie powiedzenie o dwóch grzybach w barszczu? Znacie! To posłuchajcie… W ostatnią niedzielę pułtuszczanie doznali syndromu niespokojnych nóg

Od nadmiaru imprez, jak zorientowaliśmy się po programach, bogatych w wydarzenia. (A jak będzie i która impreza lepsza, napiszemy po udziale w obydwu). Jedną przygotował dyrektor zamku Michał Kisiel i Wspólnota Polska, drugą burmistrz Nuszkiewicz. Pierwszą znamy – co roku jest na najwyższym poziomie, o drugiej nie wiemy nic a nic, bo to przedwyborcza (ano tak!) pierwszyzna. Jedna na zamku i na podzamczu, druga na Grabówcu, daleko za miastem, w miejscu, gdzie odbywają się niedzielne targowiska. Śmieliśmy się, ale gorzko, z panem Adamem K., że nawet masowe imprezy mamy zabarwione politycznie…
I powtórka z… działania. Byliśmy świadkiem, jak pracownicy PPUK, zresztą przemili, ODSPAWALI metalowe płotki bezpieczeństwa, rozłączając je i przewożąc sprzed – powiedzmy – pułtuskiego dworca, a dokładnie sprzed TAXI na targowisko Grabówiec. A nie mówiliśmy, że mamy w Pułtusku przedmioty przechodnie? Jakie? Kwiaty w donicach, kosze na śmieci, tojtojki, a teraz i metalowe płotki, które przy TAXI zapewniały bezpieczeństwo przechodniom i pasażerom. Tak myślimy, bo przecież tam były.
Doszły nas słuchy, że były starosta i były minister Tadeusz Nalewajk znalazł grzyb o wadze ponad 30 dkg. O tymże grzybowym wyczynie powiadomiła nas uradowana sukcesem sąsiada pani Agatka. A tak apropo`s grzybów… Podgrzybki już usychają, stoją w mchu pogryzione przez ślimaki, jakieś niewyraźne. Znawcy mówią, że deszczu za mało. Teraz przyjdzie czas na prośnianki. Z nimi wiąże się nasza rodzinna historia. Uczniowie naszego męża, za to, że uciekł z domu na dodatkowy trening ze swoimi sportowcami (a było to w Makowie Mazowieckim), przynieśli mu, w celu przebłagania żony, czyli nas, tyle prośnianek, że wypełniły łazienkową wannę. My, żona, chcieliśmy ich rozerwać na strzępy, ale zwiali. Satysfakcja była jedynie z tego, że nasz mąż nabiegał się na treningu i napracował w… łazience. Od tej pory chłopcy mieli szlaban na… podlizywanie się żonie trenera…
Acha! Wędliny z winnickiej BIOSZYNKOWNI pana Adama Kowalczyka można dostać już w Pułtusku, w dwóch sklepach, na Tartacznej i Świętojańskiej, w GAMIE. To ułatwienie w zakupach tych smacznych wędlin dla pułtuszczan. My, ostatni raz rypaliśmy z zanarwiańskiego lasu, prosto z grzybów, do BIOSZYNKOWNI, nic nie wiedząc o tym, że można je dostać w mieście. Kupiliśmy boczek, szynkę, baleron, salceson. (A mieliśmy się odchudzać, ale to może od poniedziałku…). Kaszanki i kiełbasy już nie było, jak polędwiczek.

Podpis pod zdjęcie: A nie mówiliśmy, że mamy w Pułtusku przedmioty przechodnie? Jakie? Kwiaty w donicach, kosze na śmieci, tojtojki, a teraz i metalowe płotki

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *