pultuszczak

Facebook


PLOCIUSZEK

2017-05-18 10:17:56

Zachęcamy do czytania naszej stałej rubryki PLOCIUSZEK

Zaczynamy z grubej rury, cytatem jednej z najbardziej znanych i cenionych dziennikarek na świecie – Oriany Fallaci. Owa cudownie nam brzmiąca myśl (bowiem burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz wchodzi z nami – nierzadko – w zatargi słowne w związku z UWIERANIEM) brzmi następująco: „Dziennikarz nie jest rzecznikiem władzy ani jej przyjacielem. Dziennikarz powinien być dla władzy cierniem w czterech literach. Dziennikarz ma uwierać”. Pani KAW za cytat z Oriany bardzo dziękujemy.
O mateńko, dopiero pisaliśmy o wędrującej tojtojce przy boisku wielofunkcyjnym na Skarpie, która zresztą –po raz pierwszy – stanęła na naszą (gmd) prośbę. Pan burmistrz ją spełnił. No bo jak? Ładne boisko bez tojtojki? Boisko pełne młodych sportowców? Niestety, obiekt się dziwnie przemieścił. Ale od minionej… niedzieli znowu cieszy oczy, chociaż to chyba nadużycie dla oczu. Naprawdę dziękujemy w imieniu korzystających z boiska.
Mamy nowe FIGURY w Pułtusku. Powstały wskutek przejęzyczenia (Zygmunt Freud miałby tu coś do powiedzenia). A biega o BURMISTRZA Kisiela, który sam się przejęzyczył (sesja ratuszowa) i KOME(n)DIANTA Krasuckiego, którego tak zapowiedział prowadzący uroczystość (uroczyste spotkanie OSP w Winnicy). Obu panów bardzo lubimy i pierwszemu życzymy spełnienia marzeń, a drugiemu posmakowania… teatru.
W sklepie rybno – warzywno – spożywczym Piotra Socharskiego (aleja Wojska Polskiego) jest olbrzymi wybór wszelkich ziół i przypraw (także na wagę). Są świetnie wyeksponowane i naprawdę ich mnóstwo. My chwalimy sobie paprykę wędzoną, pieprz czosnkowy, pomidory z chili i oregano oraz pomidory suszone w płatkach, czosnek niedźwiedzi i zioła greckie. A w ogóle to… wszystkie! Tu też można sobie zamówić boczniaki. Kto je zjada pod różnymi postaciami (smażone jako kotlety schabowe, gotowane jako flaczki, grillowane), wie, że nie mają sobie równych. Są i małże wędzone w oliwie – doskonałe do sałatek z owocami morza i zupy rybnej z tymże owocami. Pięknie tam obsługują klientów – przy okazji pozdrawiamy panią Basię, która nas ostatnio zapisywała na boczniaki.
Jeśli o jedzeniu, to wspomnijmy i Magdalenkę, w której 3 maja jedliśmy pierś kurzą faszerowaną serem feta i suszonymi pomidorami. Wygląda pięknie i jeszcze piękniej smakuje. Już samo wetknięcie widelca w danie jest obietnicą rozkoszy podniebienia… Ten cudowny, pachnący, ziołowo-masełkowy sosik… Pałaszowaliśmy ją z PUSZCZAŃSKIMI KAMPINOSKIMI, którzy wiedzą, co dobre, i nasmakować się nie mogliśmy. Przy okazji pozdrawiamy panią kelnereczkę, u której nasz ponadtrzyletni Olek zamówił frytki z ostrym keczupem (matka Polka jakoś przeżyła to zamówienie). Pani się zmartwiła, bo ostrego keczupu nie było, tylko mniej ostry, ale po oczku puszczonym przez tatę Aleksandra, przemiła pani kelnerka natychmiast sobie „przypomniała”, że owszem, ostry też się znajdzie… I Oluś poczuł tę ostrość na własnym języczku! Och, jak on maczał te frytki w tym ostrym keczupie.
Modernizacji sali kinowej, o której wręcz marzyli pułtuszczanie wespół z dyrektor MCKiS, nie będzie. Burmistrz nie znalazł w ratuszowej kasie pieniędzy na dofinansowanie tej ważnej dla miasta (już turystycznego czy jeszcze nie?) inwestycji (około 60 tysięcy zł). Modernizację wyceniono na 152 tysiące zł. MCKiS wnioskował o 121 600, a z PISF przydzielił 90 tys. i ponoć była wola INSTYTUTU, aby zwiększyć tę sumę. Złośliwe stare wierzby znad kanałku szepcą, że pieniądze poszły sobie na popławskie chodniki i drogi, owszem, bardzo potrzebne i długo wyczekiwane. Ale modernizacja kinowa też była wyczekiwana i potrzebna. „Trzeba było szukać realnych oszczędności” – powiedzieli nam pułtuszczanie rozmiłowani w pułtuskiej historii kina, zresztą jednego z najstarszych w Polsce, z własnym Małym Muzeum Kina, z ewidentnymi ogólnopolskimi sukcesami. Burmistrz, mówią, jedną ręką daje, drugą zabiera. Bywa, że zabiera nie tym, którym powinien i daje nie tym, którym powinien dawać. Nam, gmd, dawanie i zabieranie kojarzy się z… poniewierką w piekle. (Kto daje i zabiera, to się w piekle poniewiera). Ale tak mówiono dawniej, a teraz to hulaj dusza, piekła nie ma. Chociaż… Są wyborcy!!! I jedni są za ZA, drudzy za NIE.
Ostatnio dość często odwołujemy się do zdjęć wykonanych przez znanego pułtuskiego fotografa, pana Edwarda Sieńkowskiego. Mamy ten zaszczyt, że kilka zdjęć z jego przebogatego archiwum mamy w swoim domowym, przysłane drogą mejlową przez syna pana Edwarda, tuż po wywiadzie z fotografem (przed laty). Dziś prezentujemy fotografię Eli Laskowskiej – Dawidczyk (wykonaną w drogerii, a tej drogerii nie ma w naszym mieście od lat, jak Eli). Ela jest siostrą naszego szkolnego kolegi Roberta, zarazem córką dobrych znajomych naszych (gmd) rodziców. Nasi ojcowie pracowali u GLINKI, stąd ta dawna znajomość rodziców, którzy już na niebiańskich polanach. I ta Ela, piękna dziewczyna – na pewno ją pamiętacie – pracowała w drogerii na (wtedy) 1 Maja. Chciało się tam chodzić – Ela była przemiła, prześliczna i doradzająca. Ostatnio widzieliśmy Elę na spotkaniu z okazji spotkania związanego z naszą książką „W pułtuską sobotę” (w ratuszu) i było to niezapomniane spotkanie i niezapomniany mejl po nim – od niej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *