pultuszczak

Facebook


PANDEMIA PANDEMIĄ, ALE TRZEBA ŻYĆ

2021-01-12 3:55:26

Z KUBĄ CZARNECKIM, STUDENTEM WPiA, ROZMAWIA GRAŻYNA MARIA DZIERŻANOWSKA

Kubo, dawno się nie wiedzieliśmy, wiadomo, ten cholerny koronawirus. Wciąż mam Cię w pamięci jako ucznia naszego SKARGI, chłopaka pełnego zainteresowań i różnorodnych działań. Powiedz mi na początek, co studiujesz, na którym roku jesteś, i jeszcze powiedz mi, jak niespokojny duch kultury żyje w czterech ścianach domu.

Niespokojny duch kulturalny, dobrze powiedziane! Koronawirus wszystkim pokrzyżował plany i zamknął nas w domach na długie miesiące. Nie ukrywam, to zamknięcie jest dla mnie najgorsze. Jednak wracając do pytania, studiuję prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Jestem w połowie trzeciego roku.

Studia… Opowiedz o studiowaniu w czasie zarazy, o kontaktach z nauczycielami akademickimi, z koleżankami i kolegami.

Niestety studia na WPiA (wydział prawa i administracji) decyzją rektora stały się w pełni online. Zajęcia prowadzone są głównie za pomocą „Google meet”. Kamera i mikrofon to w dzisiejszych czasach nieodłączny „zestaw studenta”. Nauczyciele starają się jak mogą. Prowadzą dodatkowe dyżury, odpowiadają na maile (szybciej niż zwykle) i próbują prowadzić zajęcia tak, jakbyśmy byli w salach lekcyjnych. Wiadomo, że nic nie zastąpi kontaktu z drugim człowiekiem. Niezależnie czy chodzi o relacje kolega-kolega, czy student-nauczyciel akademicki. Osobiście wolę zajęcia na żywo. Co do kontaktów z kolegami, staramy się regularnie spotykać, oczywiście w małych grupach i zachowując ostrożność. Jednak wiadomo, niektórzy wrócili do swoich domów, daleko od Warszawy i pozostał kontakt tylko drogą elektroniczną. Póki co o Norze, czy Indeksie można tylko pomarzyć. (To takie puby na Krakowskim Przedmieściu, gdzie przesiadują sami studenci).

Ciekawa jestem, jak spędzasz czas. Gdzie? W Pułtusku czy w Warszawie? Gdzie ostatnio byłeś, w czym uczestniczyłeś? Prześledź to bywanie od wiosny.

Pandemia, pandemią, ale trzeba żyć. Oczywiście w czasach największego lockdownu mój niespokojny duch musiał się czymś zająć. Znalazłem sobie nowe hobby, któremu bardzo się poświęciłem. Tym hobby jest ogólnie mówiąc polska muzyka lat 20. i 30. Godzinami słuchałem kompozycji Henryka Warsa, braci Goldów, Jerzego Petersburskiego, czy Zygmunta Karasińskiego. Po tym jakże strasznym okresie zamknięcia wróciła mrzonka normalności. Spotykałem się z kolegami, chodziłem na koncerty. Udało mi się nawet wyjechać w góry z moją paczką przyjaciół ze studiów i nie był to tak popularny, jak teraz „wyjazd służbowy w celach rekreacyjnych”. Pamiętam, że ostatnim normalnym wydarzeniem, w którym brałem udział, był dancing (oczywiście muzyka z lat 20. i 30), który miejsce miał w warszawskim SPATiFie. Prawdziwa orkiestra- Mała Orkiestra Dancingowa, pod dyrekcją Noama Zylberberga, tańczący i śpiewający szczęśliwi ludzie, to piękne wspomnienie.

WOW, zazdroszczę! Słyszałam, że ostatnio żyjesz muzyką, a nawet grasz na instrumentach… Jakich? To Twoje nowe hobby czy zbudzone ze snu. Przy okazji opowiedz o innych swoich pasjach. Czy ten smutny czas służy jakoś pasjom?

Wróciłem do muzyki, tylko nieco innej i wykonywanej na zupełnie innym instrumencie. Jako dziecko uczęszczałem do naszej Yamahy i tam nauczyłem się grać na instrumentach klawiszowych. Chciałbym tutaj gorąco pozdrowić pana Marka Karwańskiego i podziękować mu. Dzięki jego naukom łatwiej jest mi teraz oddawać się swojemu hobby. Rok temu od swoich przyjaciół na urodziny dostałem mandolinę. Studenckie życie nie pozwalało mi na rozpoczęcie nowej przygody. Jednak przyszedł lockdown i okazało się, że wolnego czasu mam pod dostatkiem. Nauczyłem się grać. Okazało się to łatwiejsze niż mogłem przypuszczać. Po prostu miałem dobrze przygotowany grunt. Następnie zafascynowany Stanisławem Grzesiukiem, postanowiłem sprawić sobie niezwykle rzadki i trudno dostępny instrument-bandżolę. Trochę się jej naszukałem, jednak koniec końców udało mi się ją nabyć. Uważam, że grając na bandżoli przywołuje się piękny i niejako mistyczny świat, jakim była Warszawa w dwudziestoleciu międzywojennym. Apasze, bogdanki, aliganty w klawych kaniołach. To po prostu coś pięknego.

Skoro już z muzyką jesteś zaprzyjaźniony, skoro weszłam w Twój świat muzyki, to powiedz, skąd się wzięło zdjęcie Jana Młynarskiego na Twoim FB, Jana z Tobą.

Tak, na facebooku zamieściłem zdjęcie z pierwszego koncertu „Warszawskiego combo tanecznego”, na którym byłem. Było to śmieszne doświadczenie. Ja na środku, znający i śpiewający przedwojenne szlagiery oraz panie i panowie w przedziale wiekowym 60 plus dziwiący się, skąd taki młody człowiek zna te piosenki. Wtedy to poznałem pana Jana Emila Młynarskiego. Od tego momentu często bywam na jego koncertach. Zawsze po nich ucinamy sobie krótką pogawędkę. To właśnie Jan Młynarski doradził mi, gdzie szukać bandżoli, gdzie znaleźć nuty do dawnych szlagierów i co ważne, zawsze każe mi pozdrowić mamę. (Basię Czarnecką – dop. gmd). Jego audycja w Radio Nowy Świat o 14, to nieodłączny element każdej mojej niedzieli. Tak po ludzku, to bardzo fajny facet.

Wiem, też go cenię nadzwyczaj. Masz wrażenie, że ludzie w Twoim wieku i Ty sam coś gubicie, coś Wam przecieka przez palce. Co? A może jest zgoła inaczej?

Wszystko zależy od człowieka. Akurat ja swój czas wykorzystuję na full. W moim życiu dużo się nie zmieniło od czasów liceum. Cały czas coś robię i jest mnie wszędzie pełno. Aktywnie działam w jednym z największych kół naukowych na UW- w Kole Naukowym im. Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit, uczestniczę w konferencjach i spotkaniach. Niestety, ostatnimi czasy tylko online. Tak samo jak moi przyjaciele. Nie mamy czasu się nudzić. Staramy się korzystać ze wszystkich walorów życia, szczególnie studenckiego i to w stolicy.

O czym w ogóle myśli polski student. Czy komentuje codzienną rzeczywistość – tych ludzi na ulicach w otoczeniu policji, to ujadanie w sejmie, senacie, w telewizji…

Myślę, że młodzi ludzie teraz przede wszystkim się boją. Niestabilna sytuacja w państwie, pandemia potęgują strach. Szerząca się nienawiść i szukanie na siłę wroga, którego upatruje się w LGBT, czy daleko rozumianym Zachodzie, budzi w ludziach to, co najgorsze. Nienawiść, złość, zawiść. Oczywiście, że komentujemy, oceniamy działania władz, prokuratury, czy sądów. Studiuję na WPiA, kiedyś to ja i moi koledzy zajmiemy miejsca w takich organach, jak np. Sąd Najwyższy, czy zniszczony teraz Trybunał Konstytucyjny. Musimy widzieć i wiedzieć, co się dzieje i jakie będą tego skutki za parę lat.

Wchodzisz w czarne myśli? A może nie dajesz się destruktywnemu myśleniu? Jakieś remedium na trudne dni i noce?

Na razie nasz kraj widzę w odcieniu szarości. Dlatego szarości, bo jako urodzony optymista w „Vantablack” (najczarniejsza znana ludzkości substancja) widzę światło. Jak już mówiłem, jestem optymistą. Nigdy nie daję się destrukcyjnemu myśleniu. Uważam, że remedium na zły czas jest humor. Szczególnie polecam wrzucane do Internetu odcinki starego programu „Za chwilę dalszy ciąg programu”, Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny. Myślę, że najlepsze jest tu zacytowanie słów piosenki Henryka Warsa, Emanuela Schlechtera i Konrada Toma pt. Oj-radi-radi-rida: „Jeśli czasem jest mi ciężko /Lub mi figla spłata los/ Ja nie płaczę, ja nie wzdycham/ Ale śmieję się na głos”.

Jakie masz marzenia na najbliższy czas, a na dalszy?

Tak szczerze powiedziawszy, moim jednym marzeniem na najbliższy czas jest zdanie sesji. Jest to marzenie raczej przyziemne, ale nieraz graniczące z cudem. Ja w cuda nie wierzę, więc pozostaje mi ciężka praca. Podobno po trzecim roku jest już tylko łatwiej.

Wiem, że kochasz podróże. Gdzie byś dał nogę, gdybyś mógł?

Nawet o tym nie myślałem. Jednak chciałbym wybrać się gdzieś, gdzie jest ciepło i słonecznie. Zawsze wolałem aktywny wypoczynek, zwiedzanie, muzea, czy galerie. Teraz natomiast chciałbym nic nie robić, odpoczywać. Może z wiekiem się zmieniłem (hahaha)?

Zanim wyruszysz gdziekolwiek, zaszczepisz się?

Oczywiście, że się zaszczepię!

Wiesz, co będziesz robił jutro?

Jutro? Co przyniesie jutro, to wielka niewiadoma. Żyjemy w takich czasach i w takim kraju, że nic nie jest pewne. Raz jesteśmy miękiszonami, raz nie. Może znowu (tak jak było to z cmentarzami 31 października) dostaniemy parę godzin na szybką decyzję, np. o zmianę planów na przyszłość. Grunt to patrzeć pozytywnie i wierzyć, że jutro będzie lepsze.

Kubo, jeszcze jedno pytanie, bez niego – myślę – nasz wywiad nie byłby pełen, nie byłby skończony. Powiedz, jak dziś patrzysz na lata w Skardze, na nauczycieli, na koleżeństwo. I czy przetrwały Wasze szkolne znajomości, przyjaźnie? Jak w ogóle wspominasz tamten czas?

Dla mnie nauka w Skardze to najlepsze lata życia. Przeżyłem tam tyle wspaniałych przygód, brałem udział w tak wielu wydarzeniach, że nie sposób jest zliczyć. Zawsze powtarzam, że z chęcią wróciłbym chociaż na rok do liceum. Gdyby nie nauczyciele na pewno nie byłbym w tym miejscu, w którym teraz jestem. Nasze liceum zaszczepiło mi pewność siebie, śmiałość, która pomaga mi w dorosłym życiu. Co do przyjaźni i znajomości to tak, przetrwały, ale pojawiły się też nowe. Dużo jest osób z mojej klasy, które tak jak ja studiują na UW. Wiele jest też osób, które wybrały ogólnie Warszawę. Staram się spotykać z nimi, nieważne czy w Warszawie, czy w Pułtusku. Teraz jest to utrudnione, wiadomo, ale jak wszystko wróci do normy, to miejsca naszych stałych spotkań będą aż kipieć życiem. Przyjaźnie z liceum pozostają na długie lata. Ja i moja paczka jesteśmy tego przykładem.

Kubo, dziękuję Ci za chwilowe ZATRZYMANIE się w czasie.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *