pultuszczak

Facebook


OŻENIĆ SIĘ NIE MOGĘ

2016-10-05 12:23:20

Piątek, 23 września. Winnica. WIKTÓWKA. WIKTÓWKA to miejscowy teatr. Ogromny. W nim reżyserka Monika Paszkowska, znana i lubiana. Wraz z nią aktorzy – dwie dziewczyny i pięciu chłopaków

Niezwykła grupa: Paulina Bednarska – uczennica technikum logistycznego w PZSP w Serocku, Angelika Olszewska – uczennica LO im. Piotra Skargi w Pułtusku, Krzysztof Kosek – uczeń Skargi, Adam Ciecierski – uczeń ZS CKR w Golądkowie, Michał Kosek – student Politechniki Warszawskiej, Emilian Olbrych – student AG-H w Krakowie, Łukasz Ciecierski – pracownik ochrony.
REŻYSERKA
Monika Paszkowska (nauczycielka, osoba znana w swoim środowisku, uzdolniona artystycznie, śmieje się, że „śpi w Nasielsku, w Winnicy pracuje”): – Tremy przed reżyserowaniem nie mam, ale nie możemy się zebrać. Jedna osoba studiuje, druga gdzieś tam pojechała, trzeciej nie ma, czwarta choruje… Moi aktorzy to studenci, uczniowie, jeden pracownik – krótko rzuca pani reżyserka. Na pytanie o treść sztuki Fredry mówi: – Hmm (śmiech)… Nie powiemy, bo tego nie da się powiedzieć. Kiedy czytaliśmy sztukę pierwszy raz, usłyszałam komentarz: „Ale o co tutaj chodzi?” i „To jest druga „Moda na sukces”. Ja: – Czyli każdy z każdym i w każdej pozycji. Monika: – No, może nie aż tak. Ale rzeczywiście, jak tak dobrze się wczytamy, to nasz Fredro pokazuje pazury.
Paszkowska nie gra żadnej roli, ona TYLKO reżyseruje. Owszem raz wystąpiła na scenie w koncercie piosenek Marka Grechuty, śpiewała, a jej grupa teatralna „robiła w tle pewne teatralne sceny”, ale to raz. Ostatnio wyreżyserowany tytuł? „Ożenek” Gogola, wystawiany parę razy, także w Nasielsku. Świetny, znany TYGODNIKOWI. Także spektakl bożonarodzeniowy i dla dzieci, czyli WIKT DZIECIOM, „bajeczki dla przedszkolaczków” w wykonaniu młodszych uczniów. – Zaczyna się klarować WIKT JUNIOR, a „Ożenek” („z WIKT SENIOR” – śmieje się reżyserka) miał być wystawiany w Pułtusku, ale nie wiem, coś się tam nie udało. – Wiem – mówię – ja też prosiłam o to ówczesnego posła, dziś ministra Henryka Kowalczyka. – Minister Kowalczyk powiedział, że to załatwi, ale widocznie był tak zajęty, że nie udało się. Pamiętacie? – Monika zwraca się do aktorów. – Była taka sytuacja. A „Ożenek”… Chcieliśmy go reaktywować na pułtuski konkurs PTA-K, ale aktorzy w rozsypce. Łatwiej było robić tę sztukę, bo nie było trudności w obsadzie, ale teraz mamy ją w rozsypce – Kraków, Warszawa, dwoje maturzystów…
Co reżyserka mówi o wyborze sztuki? – Jeśli chodzi o Fredrę, to co my tu znamy? „Śluby panieńskie”, „Zemstę” i to wszystko. Więc ja znalazłam sztukę, której nawet poloniści nie znają. Fajna jest, podoba mi się. Ja: – Co jest w niej fajnego? – To trzeba zobaczyć. Ja: – Co jest w niej trudnego? – Problem mamy z ruchem scenicznym, z paroma elementami, nie z grą, nie z językiem, który momentami trochę uwspółcześniliśmy. Ja: – Tam dużo dynamiki? – Oj, czasami się dzieje. Są chwile napięcia. No i kostiumy jeszcze w lesie, trzeba je znaleźć, pobiegam, pograsuję – mówi. A grasować będzie w second handach, kopalni wszystkiego dobrego.
– Czy z panią to jak z Wielką Orkiestrą, że będzie działać do końca świata i jeden dzień dłużej? – pytam? Monika (zespół ma wypróbowany i bez znamion słomianego zapału): – Ten typ tak ma – słyszę. I jeszcze to, że jeśli będzie dalej miała taką ekipę, to tak!!! – A wszystko zaczęło się od gimnazjum. Przyszli na zajęcia teatralne, zobaczyli i zostali.

EMILIAN
– Ładne imię? Jedyne w swoim rodzaju – przyjmuje mój komplement. Gra jedną z główniejszych ról. – Tytuł sztuki nawiązuje do mojej roli – wyjawia. I dopowiada: – Moja postać jest zupełnym moim przeciwieństwem, ale po konsultacji z panią reżyser jakoś to wychodzi. Bez pani reżyser nie wszedłbym w tę rolę. Więcej nie zdradzę. Emilian zgadza się ze mną, że ma dobrą dykcję, chociaż zaznacza, że trudno mówić o sobie. – Ale predyspozycje jakieś tam są. Reżyserka mnie obsadza w coraz to innych rolach i mam jakieś doświadczenie sceniczne. Trudności z byciem na próbach w roku akademickim? Pociągi jeżdżą, kolej się rozwija… Kierunek studiów? Daleko od aktorstwa – bliżej mi do kierunku technicznego, matematyka, fizyka… – wyznaje. Próby domowe? Jedynie na dykcję, na rozruszanie narządów mowy, „różne zagwozdki językowe”. Jakie? O wyrewolwerowanym rewolwerzyście … (Ale czy na pewno dobrze wysłuchałam? Emilian mówi tak szybko, że nie jestem w stanie przytoczyć zarejestrowanych słów). A scena? Na scenie to Emilian nie jest sobą, jest w roli, więc nie pokazuje siebie, stąd nie ma w nim takiego scenicznego wstydu.
Wtręt pani Moniki. – Było tak, że na scenę weszło parę osób nietrzeźwych. Zaczęły się jakieś komentarze, głupie śmiechy, mnie zmroziło, nie wiedziałam, co mam zrobić, czy przerwać spektakl, czy wyprosić towarzystwo… Patrzyłam na nich, na grających, oni grali jakby nikogo obcego na scenie nie było. Jakby tego nie słyszeli i nie widzieli. Jakaś szyba była pomiędzy nimi a zakłócającym spektakl. Wreszcie to się im nie spodobało i zeszli ze sceny.

PAULINA
Owszem, zdarzyło się, że miała tzw. czarne dziury w pamięci. Ale od czego aktorstwo! – Lecimy wtedy na żywioł, tak? – wyznaje. Szyje rolę. A rola w „Ożenić się nie mogę”? – Jestem Hermenegilda, żona Kacpra. Do nauczenia pamięciowego nie jest może trudna, ale ciężko w nią wejść, bo Hermenegilda jest … specyficzna. Czy ćwiczę rolę w domu? Bywa. Reakcja rodziców? Jakoś ich tam cieszy, że mogę spełniać się poza szkołą, że mogę robić coś, co lubię. Nie, w rodzinie nie było jakiś tam artystycznych talentów, może siostra czasem śpiewała w szkolnych przedstawieniach w liceum…
Paulinka jest aktorką pierwszej dużej roli i myśli, że ona będzie zawsze z nią, że będzie jej najbliższa. Jej pierwsza sceniczna fraza? – „Cóż to, pół rozebrany chodzisz po pokoju?”. Hermenegilda to taka wielka pani! – wyjaśnia panna Bednarska. – Ona jest ode mnie całkiem daleko, inny typ charakteru. Ja: – To jaka to baba, ta Hermenegilda? – pytam. – To dobre określenie: BABA, typ zaborczy, lubiący rządzić, przebiegły.

ANGELIKA

– Jestem Julka – mówi Angelika o przecudnych oczach. W ubiegłorocznym konkursie teatralnym PTA-K grała w zespole Jolanty Rutkowskiej, polonistki SKARGI, w sztuce „Pan Damazy”. – Jestem w miarę młodą osobą w tej sztuce. Jestem bardzo tajemniczą postacią, na początku jestem zupełnie inną osobą, niż się okaże na końcu sztuki.
Tu wtręt pani reżyserki, że widzowie wiedzą od początku, kim jest Julka.
Angelika: – Ale bohaterowie sztuki nie wiedzą, że początkowo jestem z innym mężczyzną… Nie! Dobra, milczę, tego nie było! Tego nie było!!!

MICHAŁ

Michał (z WIKTEM jest już pięć lat, ostatnia rola w „Ożenku”) gra Kacpra, męża Hermenegildy. – Jestem dobrym mężem – mówi. – Czy wiernym? – pytam. – W połowie – słyszę. – Ale to skomplikowane, on nie zdradza… (wybuchamy śmiechem). Michał opanował już tekst na 98%, trudności nie zauważa, przed lustrem nie ćwiczy, nie ma potrzeby. – Przychodzi się i gra, i koniec – podsumowuje. – Parę razy się powie i już się pamięta.
Wtręt z boku: – Z takim reżyserem nie może być trudności. Nie ma mowy!
Pytam o stosunek winniczan do swojego aktora, o zawołania: „O, nasz aktor”. Słyszę: – Nie słyszałem, może dlatego, że mało chodzę po Winnicy. Nie jestem jakoś specjalnie rozpoznawalny, z czego się cieszę. Nie jest mi to potrzebne. A moją rolę będzie można zobaczyć, wtedy będzie niespodzianka.

KRZYSZTOF

Kogo gra? To zależy od czasu i miejsca. Ważne, że aktor szuka wzorca, który mógłby zastosować do granej postaci. – Dostałem dość obszerną rolę, połowę umiem już w 100 %, kolejną szlifuję. A ja mam taką przypadłość, że potrafię się nauczyć wiersza, nie widząc go na oczy – objaśnia. Jak to możliwe? Uczy się tekstu ze słuchu, z nagrania, ze słyszenia. – Tej roli uczę się jednak powoli. A chodzi o trudne słownictwo, tak mi się wydaje. Pierwsza fraza mojej roli? „Panie baronie”! (moja uwaga: z akcentem na PA) Mówię: – I kropka. Krzysztof: – Nie, wykrzyknik!
Krzysztof twierdzi, że ubiegłoroczna rola pomaga mu w budowania obecnej roli, dlatego jest silny, zwarty i gotowy do zagrania, ale – na litość – kogo?
Wtręt pani reżyserki: – Zanim zbudujemy swoje role, rozmawiamy o nich, rozbieramy je na czynniki pierwsze, żeby w nie wniknąć. Przegadujemy je.

ADAM

Adam, niezbyt rozmowny, gra Macieja. Kiedy patrzę na zdjęcie zespołu, które zrobiłam, na Adama, mam wrażenie, że patrzę na samego… Witkacego. – Maciej jest taki bardziej gamoniowaty. Jego pierwsze słowa na scenie to „Byłem, byłem”… I trzy kropki. Swoją rolę już opanowałem na sto procent. Wcześniej grałem w „Igraszkach z diabłem”. Nie, tekstu na scenie nie zapominam, jeszcze mi się nie zdarzyło – wyrzuca z siebie ADAM- Maciej.
Wtręt reżyserki: – Mamy jedną zasadę: WIKT nie ma suflera. Aktorzy muszą sobie radzić sami. Oni muszą być odpowiedzialni i jak się coś posypie, muszą to skleić.

ŁUKASZ

Gra urzędnika, a miał mieć rolę Michała. – Mój bohater? Jest… krótki. E tam, chwileczkę na scenie. Pierwsze moje zdanie? Nie wiem, na ostatniej próbie dopiero dostałem tekst. Powiem szczerze, sztuka mi się nie podobała, nie mogłem się w niej odnaleźć. Ostatnia moja rola? To był „Ożenek”. Była duża. W czym bym chciał zagrać? Nie mam pojęcia. Ale reżyser się postara!!! – mówi z olbrzymim spokojem, jakby w spowolnieniu Łukasz Ciecierski, który czarnych dziur w pamięci nie miewa. – Chociaż – zastanawia się – była jedna, wielka czarna dziura. Zdarzyła się na przeglądzie teatrów w Pułtusku i trwała z 10 minut. W moim odczuciu… Nie wiedziałem, co powiedzieć. Stałem i nic, to było straszne. Zestresowałem się. A na widowni było milczenie i oczekiwanie. Na scenie jest tak, że można się pomylić, ale człowiek tego nie chce, stąd stres i trema, u mnie największa przed wejściem na scenę.
Wtręt pani Moniki: – To tak się wydaje. Cisza była na scenie i wydawało mi się, że trwa sto lat. Ale wreszcie od słowa do słowa zaczęli coś kleić i wrócili na tory. Nie poddali się. Ale jury wzięło pod uwagę całokształt spektaklu i zdobyliśmy pierwsze miejsce.
REŻYSERKA
– Tak, mam satysfakcję. Ja to lubię. I zamiast w piątek siedzieć w domu, gotować i sprzątać, to ja absolutnie… Ja uciekam do teatru. Tymczasem chcę to wszystko spiąć, nie myślę o tym, co będę robić dalej, ale już zapraszam na Wigilię do gimnazjum, będzie moja sztuka.
Zanim dotrę na wigilijny spektakl, zobaczymy się w Pułtusku, w MCKiS, gdzie jednym z piór PTA-Ka będzie WIKT. WIKT WIKT hurra!

Komentarze

1 komentarz

  1. fifa odpowiedz

    Kto to pisał? Jakim okropnym stylem to jest napisane. Bez ładu i składu. Dwa razy czytam i jeszcze do końca nie rozumiem.
    Pozdrawiam artystyczną ekipę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *