pultuszczak

Facebook


Ogród Zofii

2017-07-24 10:40:04

Ogród Zofii Chmielewskiej jest naprawdę czarowny. Jego urodę dostrzegają jurorzy konkursu na najpiękniejszy ogród przydomowy na wsi

Pierwsze rośliny jakie posadziła pani Zofia, 15 lat temu, to były iglaki na skalniaku – modrzewie i jodły. W jej zielono-kwietnej krainie są: drzewa, krzewy i byliny, i wszechobecna trawa, systematycznie koszona
Jeśli ktoś spyta, czy taki ocean zieloności wymaga dużo pracy, usłyszy, że pochłania „każdą wolną chwilę”. Na huśtawce, którą otacza istny gaj – a najbardziej wyróżniają się wysoookie trawy- czterometrowe miskanty olbrzymie – Zofia przysiada najwyżej na dziesięć minut, nie więcej, bo pracy w gospodarstwie w brud, a i „ogród to wieczne urządzanie, dosadzanie, przesadzanie”. – Huśtawka stanęła w miejscu starej, która się rozpadła, szkoda było ten kącik stracić i pomyślałam, że trzeba coś zrobić. Miała być tylko ławka, ale syn powiedział, że może zrobić huśtawkę – mówi Zofia. I zrobił. Edward: – Po pracach wieczornych siadamy z żoną na huśtawce choć na dziesięć minut.
Huśtawka ma elementy dziadkowej maszyny rolniczej. – Okucia ławki są zrobione z zębów kultywatora konnego – mówi syn państwa Chmielewskich. – Deski huśtawki są czterdziestoletnie, podłogowe, pochodzą ze starego domu – surowce z odzysku…
Tuż za bujaną ławką znajduje się romantyczny, drewniany mostek, którym dojdziemy do… stawku, otoczonego roślinnością, jak pułtuski rynek kamieniczkami. W wodzie kłębią się ryby, małe i duuuży karp. Pan Edward rzuca im rozdrobnioną bułkę, którą ryby pochłaniają w lot. – Ten mostek to było moje marzenie – słyszę od Zofii. – I zawsze marzyłam o ogrodzie. Zbierałam czasopisma pod tym kątem, oglądałam wszystkie programy ogrodnicze w telewizji. Kiedy byłam małą dziewczynką, miałam swoją grządkę, moja babcia uwielbiała kwiaty…
Stawek wcale nie taki malutki. Czy ryby z niego „idą” na patelnię? – pytam. – Szkoda nam ich na patelnię, są po to, żeby na nie patrzeć – mówi ogrodniczka, która zwraca moją uwagę na warzywniak widoczny znad stawku, a w nim „ziemniaki, truskawki, większość warzyw – buraczki, cebula, pomidorki, szpinak, pietruszka, bazylia, mięta”. – Stawek pogłębialiśmy, z początku był mniejszy – informuje mąż pani Zofii. – Jest zarybiony, otoczony drzewami, krzewami, trawami… Pani Elżbieta Iwanowska, jak kiedyś była w komisji konkursowej, powiedziała, że nasz ogród może służyć uczniom jako botaniczny. A taką opinię wydała nasza znajoma: „Jeżeli istnieje raj, to tak właśnie wygląda”. Z. Chmielewska: – Zimą ogród też pięknie wygląda: wierzby są pomarańczowe, derenie czerwone, zielone… Jesień jest piękna, jak wszystko się przebarwia… Piękna jest wówczas trzmielina oskrzydlona, ognisty krzew. – Każda pora roku ma swoje kolory – dodaje Edward.
Zofia: – A to jest dąb błotny, tu teren jest trochę podmokły, więc sadziłam rośliny, które go lubią. Niestety, padło mi kilka drzew, głównie z powodu zbyt dużego nawodnienia ziemi. I tu włącza się Edward Chmielewski: – Żona kocha trawy. – A róże? – pytam, bo ich tu wiele. Zofia: – Oj, bardzo, chociaż to wymagający kwiat, trzeba go opryskiwać, chronić przed chorobami grzybowymi kilka razy w roku. A z drzew najbardziej lubię graby.
A oto i pysznogłówka – z kwiatu wyrasta kwiat, takie roślinne cudo. – Jestem zauroczona tym ogrodem – mówię. Słyszę: – Wiedziałem, że się pani spodoba!
A tu kasztanowiec czerwony, chociaż… zielony, tylko kwitnie na czerwono. I juki kwitną na biało, mają ogromne kwiatostany, kładą się, jak pada deszcz. – A tu mam floksy, które bardzo lubię, tak pachną, ale są wymagające, atakuje je pleśń, tu natomiast brzoza, ale nietypowa – to Zofia, która chciałaby mieć klon palmowy, ale nie wie, czy on wytrzyma polskie warunki. Mówi: – Rododendrony na przykład lubię, ale mi nie wychodzą… Magnolia też się u nas nie sprawdza, coś jej nie pasuje. Ale pyszni się sumak, polska palma. Edward: – Ale poza tym to wszystko u nas rośnie, żona produkuje kompost, który zasila rośliny. Nazywamy jest złotem ogrodnika. Zofia: – No i się go nie przenawozi.
Różnorodność zieleni powoduje różnorodność iglaków, drzew i krzewów – jest świerk, modrzew, jodła, kosodrzewina, sosna, są jałowce, tuje…
Gdzie pani Zosia zaopatruje się w rośliny? Ma swoje miejsca, głównie u pana Kaczyńskiego na Kościuszki i na Warszawskiej u pana Czernika. Podlewanie? Wodą ze stawu, miękką, ciepłą, podlewa przynajmniej rośliny jednoroczne, „bo wszystkiego to nie ma siły”.
Żegnamy się przy prywatnym rondzie państwa Chmielewskich, pięknym, z drzewem pośrodku, rzadkim –platanem, kawałeczek jego kory w portfelu znamionuje… zamożność. Pani Zosia zwraca jeszcze moją uwagę na pergolę przed domem, „która jakoś tak wyskoczyła znienacka”, powstała w miejscu uschniętej tui. Tu też pięknie, kwiatowo i DRZEWNIE, wśród kosodrzewiny rośnie grab i buk kolumnowy. Pan Edward kieruje mój wzrok na ozdobną studnię przed domem, miejsce wystawowe dla kwiatów…
No i zapomniałam napisać o tulipanowcu, też jest, chociaż troszkę słabuje i jeszcze nie kwitł, bo za młody…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *