pultuszczak

Facebook


NIKT NIE WIE, KIEDY TO SIĘ SKOŃCZY

2020-03-27 3:04:29

Aneta Szymańska jest pułtuszczanką. Wraz z rodziną mieszka w mieście nad Narwią, ale od 5 marca bieżącego roku przebywa w Tel Awiwie, gdzie żyje jej narzeczony. Pani Aneta jest założycielką i prezeską Pułtuskiego Stowarzyszenia Dialogu MOST, które ma na celu upamiętnienie Żydów ZIEMI PUŁTUSKIEJ i ich historii oraz ocalenie pamięci o wspólnej przeszłości Polaków i Żydów. Aneta prowadzi również pracę edukacyjną wśród dzieci i młodzieży pułtuskich szkół, dając tym szansę młodemu pokoleniu na spotkanie z Izraelem, jego historią i teraźniejszością

Z Izraela dla „Tygodnika Pułtuskiego” Aneta Szymańska

Kiedy 5 marca opuszczałam dom udając się na lotnisko, miałam przy sobie tylko małą torebkę z najpotrzebniejszymi podstawowymi rzeczami, wszak leciałam do Tel Avivu tylko na weekend… Nie mogłam przypuszczać, że zaledwie w ciągu kilku dni cały świat się zmieni i zapewne nigdy już nie będzie taki sam…
W sobotę 7 marca zaczęły napływać doniesienia z Europy o coraz większej liczbie zakażonych koronawirusem i panice wśród ludzi. Postanawiamy, że zostanę trochę dłużej, przeczekamy ten napięty czas i wykorzystamy go na zwiedzanie i relaks. Mój samolot do Polski leci beze mnie… Czy to dobra decyzja, nie wiem. Jeszcze nie było aż tak groźnie, koronawirus na razie pełzał. Jedziemy na pustynię, leżymy na plaży nad Morzem Martwym, jest słonecznie i spokojnie…Do czasu!
Wielu moich przyjaciół z Polski wysyła alarmujące wiadomości, że panika, że ludzie dostali amoku, wykupują ten słynny papier toaletowy i suche produkty. Z uśmiechem oglądam nadesłane filmiki z Lidla czy Biedronki. No ale żarty pomału się kończyły, pierwszy symptom – nagle wszystkie linie lotnicze odwołały wszystkie nasze loty, aż do końca maja. Maile, zwrot pieniędzy bez dyskusji i koniec, nie latamy. Zaczynam się martwic o powrót, dzwonię do Ambasady Polskiej w Tel Avivie, miło i na temat, proszę się nie martwić, zarejestrować w programie Odyseusz na stronie MSZ, będziemy informować o sytuacji.
Panika wdziera się również do Izraela, chorych przybywa w podobnym tempie jak w Polsce, ludzie również robią ogromnie zapasy, półki puste, papier toaletowy reglamentowany, można kupić tylko jedną paczkę na osobę. W tv nie ma innych wiadomości niż koronawirus, premier Izraela codziennie zwołuje konferencje prasowe i informuje o coraz większych restrykcjach. Są podobne jak w Polsce: zamknięte szkoły, zdalna praca z domu, w końcu zamknięta przestrzeń powietrzna.
Nasz premier w telewizji ogłasza program powrót do domu, zapisuję się na lot. Lot ma być we wtorek. Cały weekend biję się z myślami: lecieć czy nie. Boję się podróży, tego że mogę zarazić się wirusem, potem i tak czeka mnie dwutygodniowa kwarantanna. Nie wiadomo, kiedy będę mogła znów zobaczyć się ze swoim narzeczonym. Może to trwać miesiące. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ambasada w Izraelu i Lot dzwonią do mnie wiele razy i ponaglają z decyzją. Moja odpowiedź… rezygnuję, zostaję! Bilet kosztuje 830 zł w jedną stronę, nie chodzi o pieniądze, tylko o to, że premier obiecał dopłaty, a w przeszłości za bilet w obie strony trzeba było zapłacić ok. 600 zł. No nic to, propaganda musi być.
Nie wiem, czy podjęłam dobra decyzję czy złą, czas pokaże. Nie wiemy, kiedy normalne loty zostaną przywrócone, coraz więcej zakazów. Do Izraela nie mogą już wjechać obcokrajowcy, nie można wychodzić z domu na dłużej niż 10 minut, restauracje, bary zamknięte, ale sklepy spożywcze, apteki są otwarte.
Liczba zarażonych sięga teraz ponad 500 osób, osoby objęte kwarantanną są śledzone poprzez namierzanie sygnału z telefonu komórkowego. Służby skrupulatnie sprawdzają, czy podejrzane o zarażenie osoby są faktycznie w swoich domach. Na ulicach zawsze tłocznego Tel Avivu zupełnie pusto, sklepy po szaleństwie zakupowym w zeszłym tygodniu uzupełniły braki i teraz na półkach jest jak dawniej, czyli pełno i jak to w Izraelu, potwornie drogo… Nikt nie wie, kiedy to się skończy i jak dalej potoczy się sytuacja. Jak na razie, hummus i doskonałe koszerne wino dostępne, więc jestem spokojna i wyluzowana…
Pozdrowienia.

(zdjęcia korespondentki) O KORESPONDENCJĘ ZABIEGAŁA Grażyna Maria Dzierżanowska

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *