pultuszczak

Facebook


Nie lubię być ostatni

2015-06-23 9:34:06

Pojechali do Farmy Krzyczki jako zwycięzcy plebiscytu na SUPERWYCHOWAWCĘ. Wielki sukces – pokonali duże miejskie klasy. A kto? Gimnazjaliści z przemiarowskiego Zespołu Szkolno-Przedszkolnego. Najpierw oni w plebiscycie TYGODNIKA PUŁTUSKIEGO zagłosowali na swojego wychowawcę – Macieja Kaźmierczaka, potem on opiekował się nimi w dzień i w nocy

Do FARMY, w piękny czerwcowy dzień, przyjechali 21-osobową grupą. – Nasza wygrana to sukces klasy, jej pracy, pracy różnych pań, pozyskiwania środków na kupony, na sms-y. I tak naprawdę konkurs powinien nosić tytuł SUPERKLASA – mówi pan Maciej. Dodaje: – Jestem otwarty na tę młodzież, na jej potrzeby, inaczej nie zgłosiłbym się do konkursu. Zresztą głupio by było wylądować na ostatnim miejscu. Nie lubię być ostatni, ale mogę być przedostatni.

| Na polanie pełnej słońca pytam SUPERWYCHOWAWCĘ, jak minął im dzień przyjazdu. Przyjechali po 9. Zaczęli od śniadania. Potem oddali się intensywnej rekreacji, stąd… zakwasy. Potem obiad. – Kuchnia doskonała – mówi Maciej. – Mam porównania i oceniam ją na szóstkę. Krem pomidorowy, pierś z kury z frytkami i sałatą. To co lubią dzieci. Kolacja? Grill. Też w guście młodzieży. Spać poszliśmy grzecznie o 10. Czytałem sobie książkę na korytarzu – słyszę i już wiem, dlaczego SUPER musiał ją czytać właśnie tam. Mówi, że sporo się naczytał.

Sportowanie się. – To było moc konkurencji, których ja nie znałem. Disc golf, na przykład, różne gry terenowe, bo teren przepiękny i olbrzymi, ślicznie położony. No i ręcznikówka – gra z użyciem balonów wypełnionych wodą i ręczników – bardzo zabawna.

Rafał Barbarski, pedagog, współopiekun: – Pięknie tu, panuje jakiś mikroklimat, ponadto olbrzymi, ciekawie zagospodarowany teren i tak blisko Pułtuska. Nie spodziewałem się… Tu jest co robić. Jest wędkarstwo, są padoki, jest jazda konna, ceny przystępne, bardzo dobra kuchnia, doskonała kawa, można ją pić na świeżym powietrzu, dobra obsługa. – Rzekłbym, że bardzo miła! – włącza się pan Maciej. Pan Rafał: – No i bardzo dobrze zagospodarowany hotel – przestronne pokoje. – Wizyty Piekielnego Hotelu tu na pewno nie potrzeba i pani Magdy Gessler!– to znowu pan Maciej.

Atrakcją drugiego dnia była na pewno przejażdżka konna. – A to dla naszych uczniów atrakcja, koni na swoich podwórkach nie mają. Moja żona pochodzi z Ukrainy i ona się śmieje, że my mieszkamy w mieście, a tak naprawdę w Płocochowie. Na Ukrainie każdy coś hoduje i pracuje końmi w polu, a co wyhoduje, zjada.

Dzieci wprawdzie przyjechały ze wsi na wieś, ale „ktoś się tu nimi opiekuje, organizuje im czas, coś serwuje, podaje, młodzi konfrontują się z nowymi sytuacjami” – zauważa pan Rafał, który dodaje: – Czas organizowali nam mili państwo, mieli fajne pomysły… Jesteśmy tu prawdziwymi gośćmi. – Polecam więc Farmę Krzyczki i udział w konkursach organizowanych przez „Tygodnik Pułtuski” – rzuca SUPERWYCHOWAWCA.

Adam Sadomski, pan od sportu i rekreacji w FARMIE. Młody, wysportowany, otwarty: – Po raz pierwszy mamy grupę z takiego konkursu. A sporo dzieci i młodzieży do nas przyjeżdża z różnych projektów… Bardzo się cieszymy, bo oni mile spędzają czas, a my się fajnie z nimi bawimy. Staraliśmy się przygotować program ciekawy, zajmujący, żeby dzieci odpoczęły i chciały tu wracać ze swoimi rodzicami, no i żeby wspominały ten czas fantastycznie. Więc mamy ręcznikówkę, deskę elektryczną na kółkach rozpędzającą się do 40 km na godzinę. Mieliśmy też grę terenową, szukaliśmy liter i z nich układaliśmy hasła. No i byliśmy w stadninie, nie mogło być inaczej. Mamy cały zwierzyniec: wspaniałą stadninę, więc konie, ponadto osiołki, kucyki, lamy, więc uczniowie karmili zwierzęta i dosiadali koni. A posiłki? Nasza restauracja WERANDA jest w stanie ugościć każdego gościa. (Coś o tym wiem – bywam – gmd). Jeśli chodzi o młodych gości, to staramy się nie wydziwiać, tylko serwować potrawy zdrowe, proste i smaczne. Spanie? W ramach nagrody dzieci spały w hotelu Nosselia, hotelu o wysokim standardzie. Mam nadzieję, że spały dobrze. A grupa zgrana, wychowawcy fajni.

Trudno pogadać z gimnazjalistami. Ci ciągle w ruchu: grają w ręcznikówkę (kupa śmiechu, bo balony pękają i zawodnicy mokrzy), napełniają balony wodą, jeżdżą na samoporuszającej się desce, wystawiają twarze do słońca. Są zrelaksowani i wypoczęci. Starają się wykorzystać czas – za moment będzie obiad, a potem to już w drogę, na Pułtusk!

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *