pultuszczak

Facebook


NAWIĄZANIOM DO PRZESZŁOŚCI NIE BYŁO KOŃCA

2018-07-18 11:58:53

Z Igą Piegowską, dawną uczennicą TRÓJKI, o czerwcowym zjeździe absolwentów, rozmawia Grażyna Maria Dzierżanowska

Iga Piegowska, jej koleżanki i koledzy, ukończyli szkołę w `93 roku. Spotkanie uwieczniające ten czas zostawiło w ich pamięci niezatarty ślad. Zjazdy uczniowskie są zawsze sentymentalne, a spotkania uczniów szkoły podstawowej w szczególności. Przy okazji zjazdu, mówiłyśmy również o szkole w szerszym kontekście.

Pani Igo, to pierwszy TAKI zjazd?

Zdecydowanie tak. Słyszałam, że w Polsce znane są zjazdy szkół podstawowych, ale nie w regionie mazowieckim. Pułtuskie podstawówki jeszcze nie pokusiły się o takie wydarzenie, a jeśli, to w malutkim gronie samych absolwentów.

Kto był inicjatorem waszego zjazdu?

Pięciu uczniów pani Doroty Karzulewskiej, geografki, obecnej dyrektor: ja, Artur Falęcki, Dorota Niedźwiedzka, Aleksandra Czernik i Dorota Sokół – wychowanka pani Emilii Przasnyskiej–Chyżej, fizyczki. To inicjatywa zainspirowana ubiegłorocznym zjazdem maturzystów LO Piotra Skargi. Artur był wśród jego organizatorów. Nam udało się zebrać ponad trzydziestu absolwentów, głównie z Pułtuska, ale nie tylko, bo i z Niemiec.

Rozpoznawaliście się? Były zapytania: „Kto ty jesteś?”.

Okrzyki „Kto ty jesteś?” raczej miejsca nie miały. 25 lat to – jak się okazuje – niedużo, rozpoznawaliśmy niektórych już po głosie.. Nie było drętwo, nikt nie zachowywał się… dziwnie. Ludzie lgnęli do siebie, chcieli ze sobą rozmawiać Wspaniale, że zjazd odbył się również w szkole, nie tylko przy ognisku czy w knajpie.

Ale w knajpie też byliście.

Raczej w tawernie! W KLIPERZE nad Narwią. Na tę imprezę zaprosiliśmy też nauczycieli.

Najpierw jednak jesteście w swojej szkole…

Jasne. W sali gimnastycznej, gdzie pani dyrektor powitała wszystkich uczniów. Ciekawym wydarzeniem była obecność pana Romualda Jankowskiego, który przybył z akordeonem. Zaprosiłam go osobiście. Wraz z Arturem zadbaliśmy o rozdanie wydrukowanych słów hymnu, którego pan Jankowski był kompozytorem i autorem. Nauczycieli przybyło sporo. Zabrakło kilku dawnych wychowawców, będących wówczas na wyjeździe: Emilii Przasnyskiej–Chyżej, Jolanty Skalskiej i Izy Wróbel, którą ciepło zapamiętaliśmy, uczyła nas przez rok, będąc wówczas młodziutka.

Przemówienia były, jak to w zwyczaju…

Tak. Zaczęło się od przemowy pani Karzulewskiej, po hymnie szkolnym. Mówiła wzruszająco. Przywoływała nasze czasy, porównując je do dzisiejszych, posługiwała się metaforami. Oto tablica zamieniła się w rzutnik, kreda w komputer, itd. Bardzo magicznie to brzmiało. Był występ uczniowski, takie uatrakcyjnienie imprezy. Śpiewali, odegrali scenkę jak w teatrze. Potem wypowiadała się pani Maria Rutkiewcz – nostalgiczne wystąpienie – nawiązywała do wierszy znanych poetów. Przekazała przesłanie dla nas, zadbała, żebyśmy zapamiętali szkołę poprzez prawdy życiowe kiedyś tam wpajane.

A wy?

Chcieliśmy, żeby spotkanie było nie tylko przywołaniem przeszłości, żeby rokowało na przyszłość głębszym poznaniem się, nawiązaniem kontaktów, nie wykluczam, że i zawodowych. Taka była idea tego zjazdu.

Nauczyciele, którzy odeszli na niebiańskie polany?

Oczywiście, że o nich nie zapomnieliśmy. Ja wraz z uczennicą Ewą Walwodą wspominałam nieżyjące nauczycielki. Panie: Stanisławę Boratyńską, Krystynę Uchrońską, Izabelę Krawczyk, Bogumiłę Lipińską, Krystynę Wełnę.

Jakie było to wasze grono nauczycielskie TRÓJKI?

To pokolenie osób, które obecnie są przeważnie po 60. roku życia. Charakteryzowało się stałymi, żelaznymi wartościami. Weźmy panią Annę Wiśniewską i jej lekcje chemii. Osoba niezwykle ciepła i troskliwa jako pedagog, ale bardzo zasadnicza w przekazywaniu wiedzy. Podobnie pani Guzowska od biologii – zawsze dotrzymywała danego słowa, perfekcyjna w organizacji pracy na zajęciach. Pani Lipińska – historyczka – osobowość nietuzinkowa, typ filozofa, dużo mądrości w niej było, uczyła nas prawd życiowych, dyskutowała na temat religii, polityki.

Słyszy się głosy, że dopiero obecnie młodzież jest uczona patriotyzmu, że dopiero dziś jest to pojęcie przyswajane… Nie mogę się z tym zgodzić, a Pani?

Też niezupełnie. O patriotyzmie tak wiele lat temu mówiliśmy dość często, choćby ten hymn pana Jankowskiego był takim nawiązaniem do tej naszej polskości, do jej kultywowania…

Zwiedzaliście szkołę?

Po części oficjalnej dawni nauczyciele udali się do klasy ze „słodkim bufetem” gdzie śpiewali i rozmawiali, a my poszliśmy na lekcje, które przygotowały dla nas obecne nauczycielki. Ja uczestniczyłam w lekcji przyrody pani Arbudzińskiej, odbyła się jeszcze lekcja plastyki. Ich celem było pokazanie różnic pomiędzy współczesnością, a tym jak uczyliśmy się kiedyś. Komputerowy wykład z rzutnikiem, z wyświetlaniem informacji… Przedmiot przyroda, który był nam nieznany.

Żartowaliście?

Tak. Mieliśmy przypiąć magnesami do tablicy cały układ pokarmowy, począwszy od jamy ustnej do odbytu (śmiech). To nas rozbawiło. Jeden z kolegów powiedział, że nie mieści się w ławce, że jest za duży… Inny pytał, dlaczego nie ma już kościotrupa w klasie…

A jakie Pani widzi różnice między dawną a obecną szkołą?

Hmm… Myślę, że rozluźnienie relacji między uczniami a nauczycielami. Na pewno jakieś plusy tego są. Ale więcej widzę minusów.

Znane są Pani gremialne wyjścia do kościoła na rekolekcje?

One znane są mi raczej z liceum, te exodusy, jak pani mówi, natomiast z podstawówki niespecjalnie.

Lekcje religii?

Były bodajże od klasy szóstej, w siódmej uczył nas pan Romek.

Świecki katecheta?

Wtedy tak. Wcześniejszego katechetę i siostrę Barbarę Frąckiewicz pamiętam jak przez mgłę, w ósmej klasie uczyła nas pani Pieńkowska, obecnie pedagog. Dużego kultu religijnego nie było. Ale, co ciekawe… Mam taki dyplom z klasy pierwszej z pasowania na ucznia, gdzie przysięgałam, że będę wierna ideałom socjalizmu, marksizmu (śmiech).

Obiady szkolne… Panie je jadła?

Jadłam w starszych klasach, wszystko mi smakowało. Szło się na obiad z chęcią. Nie byłam niejadkiem. Pamiętam mleko i … fluoryzację. Gdybym miała podsumować czasy ze szkoły podstawowej, to powiedziałabym, że były beztroskie i szalone, nie wspominam ich traumatycznie, chociaż bałam się kartkówek z matematyki, którą prowadziła pani Uchrońska. Należałam zdecydowanie do humanistów. Z polskim nie miałam problemu, nie przygotowując się do lekcji, otrzymywałam dobre oceny. Co jeszcze, na pewno był duży rozdźwięk pomiędzy szkołą podstawową a liceum.

Lekcja, którą Pani szczególnie zapamiętała.

Lekcja fizyki pani Pawlak. Kiedyś poszliśmy w szóstej klasie na wagary, w pierwszy dzień wiosny i wróciliśmy z nich na tylko jedną lekcję, właśnie z panią Danusią. Umiała zachęcić do przedmiotu.

A lekcje polskiego?

Najpierw były z panią Salkowską, do szóstej klasy chyba, potem uczyła nas pani Izabela Krawczyk. Te lekcje polskiego wspominam dobrze, dużo czytałam, pisałam wypracowania. Kiedyś na ochotnika stworzyłam scenariusz filmowy, chodziło o temat wymyślony, dowolny, to była taka fantasmagoria… Wiersze też pisałam i je czytałam na lekcjach, poezję tamtych lat mam u siebie do tej pory. Napisałam też wiersz biały o szkole, którego z braku czasu nie przeczytałam na zjeździe. Bardzo osobisty.

Sympatie szkolne?

Szczerze powiem, zdecydowanie to był taki wiek, że… nie sympatyzowaliśmy jakoś. Jeden z uczniów naszej klasy, wspominał na zjeździe swoją platoniczną sympatię do Aleksandry Czernik.. Starsze dziewczęta zerkały w stronę chłopców z RUSZKOWSKIEGO. Wiem też, że pani Iza Wróbel, nauczycielka w naszej trzeciej klasie, cieszyła się dużą sympatią uczniów. Piękny list wystosował do niej jeden z kolegów z mojej klasy, Michał, obecnie mieszkający w Monachium. Nie był odczytany, bo czas nas gonił. A w liście była mowa o nietypowych, bardzo pozytywnych metodach nauczania pani Izy, dzięki którym polubił wtedy szkołę i… przesiadł się na pierwszą ławkę z ostatniej..

No, a ten pobyt w KLIPERZE?

Zjedliśmy obiad z nauczycielami, co było bardzo miłe. Cyknęliśmy kilka zdjęć grupowych, pan Zenon Kowalewski urozmaicał nam czas przez gry i zabawy sportowe. Potem uczniowie prowadzili rozmowy przy stole. Nawiązaniom do przeszłości nie było końca i to przez dłuższy czas. Muzyka? Polska rockowa i taneczna w stylu retro, lata 80-90. Rozpoczęło się od utworu Papa Dance „Ocean wspomnień”.

Nawiązania do przeszłości…

Zapamiętałam kilka. O naszych przewinieniach szkolnych (śmiech). Dziewczyny z klasy D wspominały pana od religii i „złośliwy” liścik pozostawiony na jego biurku… Ja wspominałam zastępstwo – pani Światkowska przyszła na lekcję zamiast pani Hani Dorobińskiej w drugiej klasie. Poprzesadzaliśmy się w ławkach, jak kto chciał. Byłoby świetnie, gdyby nie to, że po sześciu minutach wszedł spóźniony kolega Adam i nie wiedział, co się dzieje. Wszystko się wydało, pani Świątkowska się wkurzyła.

STRASZNE te przewinienia! A moda waszych szkolnych lat?

Najpierw dżinsy z PEWEXU, tzw. „księżyce”, w ogóle szał PEWEXU, gumy Donald, lizaki Chupa-Chups, lalki Barbie, Fleur… Fryzura na palemkę… Telewizyjna Dyskoteka Pana Dżeka, weekendowe seriale, np. „Beverly Hills 90210”, „Policjanci z Miami”. Na topie był zespół taneczny prowadzony w szkole przez panią Aldonę Łaszczyk. Potem czasopisma typu „Popcorn”, „Bravo
Girl”, reklamy z modelkami z lat 90-tych, słynny boysband New Kids On The Block, depeszomania czyli skórzane czarne kurtki i włosy stawiane na żel u chłopaków, tańce przebojów eurodance na holu przy muzyce z bumboxa.

OK, to o której zakończyliście imprezę w KLIPERZE?

O trzeciej nad ranem! Oczywiście nauczyciele pożegnali się z nami dużo wcześniej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *