pultuszczak

Facebook


Nasze pożegnanie pana Edwarda

2017-02-15 9:09:37

W 89. roku życia, w pięknym wieku, chociaż nie najpiękniejszym – chcielibyśmy, żeby żył 100 lat, a nawet więcej – odszedł od nas nieodżałowany i WIELKI CZŁOWIEK , PAN EDWARD MALINOWSKI – PAN EDZIO

Przez dziesiątki lat wodził z nami pułtuskiego poloneza. Dzielił się wiedzą o swoich bogatych zbiorach militarnych. Z humorem i niezwykle ciekawie odpowiadał na pytania dotyczące ukochanego Pułtuska – o tym co, gdzie i kiedy. Także na pytania o nasze kino Narew, które kochał odrębną miłością.
Pan Edward… Kultura osobista, gościnność i szarmanckość. „Rączki całuję!”. Człowiek z teczką, w której miał Pułtusk i pułtuszczan.
Dziś już na niebiańskich polanach. Już się spotyka z NASZYMI. Z pułtuskim koleżeństwem – z panią Janiną Turek i z panami – Mironem Owsiewskim i Edwardem Jarząbkiem. Oj, ma im co opowiadać! A ponadto pani Janeczce pewnie prawi komplementy, Mirona może słucha, a z Edwardem może się nawet i wadzi… Między spotkaniami, bo nie może być inaczej, patrzy z wysoka na Pułtusk, a może na Święty Krzyż, gdzie zbierał datki na renowację starych nagrobków…

89 lat… Dziewięć lat temu, wręczyłam panu Edwardowi, na urodziny, swój wiersz. Niech on będzie częścią składową mojego pożegnania. Nie widzę sensu przekopywania się przez moje liczne teksty poświęcone ZMARŁEMU. Mam je w głowie i sercu. A w strofach „Panu Edwardowi M.” jest pan Edzio cały i żywy. Kochany Edward.

Do wiersza, panie Edziu, dołączam osobisty i ustny dyplom, bo po co tam panu papier – Pośmiertny Dyplom Honorowego Obywatela Pułtuska, Największego z Największych.

I tak Cię żegnam, Edziu, wielki człowieku z małego miasta nad Narwią, znad kanałków, przy których wierzby, które niedługo sypną złotym pyłem. Jaka szkoda, że Ty już tego nie zobaczysz.

PANU EDWARDOWI M.

Pan Edward M. związany jest z Pułtuskiem

jak ratusz z wieżą, jak błękitna Narew z Gomulickim

od niebieskich mundurków i jak

święty Nepomucen z wierzbami nad kanałkiem w alejkach

i jak rynek z kocimi łbami

po których pan M. chodzi niespiesznie

nawet dostojnie, z teczuszką, która mu nie ciąży

chociaż pełna trzynastaków i modliniaków

tych śpiących w Katyniu i w Charkowie

i Rosjan z cmentarza z dalekiej Kościuszki nad łąkami

i bohaterów filmowych, z którymi był na ty

przez całe kinowe lata

także pułtuszczan z Pułtuska i pułtuszczan zapułtuszczonych

przez miłość do Świętojańskiej i Trzeciaka, zamku na wzgórzu

i Magdalenki przy fontannie

Kiedy słońca, siadamy pod parasolem historii

i wtedy pan M. mówi: pani Grażyno, rączki całuję

opowiem pani anegdotkę…

już ją zepchnął z języka i jak to się mówi

wybuchamy gromkim śmiechem, że słyszy go zegar na ratuszu

jeszcze mam ten śmiech w uszach

kiedy na wargach już pełno serdeczności

z okazji młodej osiemdziesiątki

Panie Edwardzie – sto magicznych lat

I w policzki całuję

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *