pultuszczak

Facebook


Nasi Żydzi

2016-10-13 9:31:12

Pamiętam, że przed pierwszym cmentarzem, będąc dzieckiem, biegałam po chodniku z nie zrozumiałymi dla mnie znakami

Zapytałam tatę, co to za dziwny chodnik. Powiedział, że ułożony z macew z kirkutu. Co to KIRKUT też nie wiedziałam… I nie pamiętam już, czy ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała, czy też drążyłam tajemniczą dla mnie sprawę. Może nie, bo może nie chciałam kierować myśli taty w ciemny wojenny czas, czas zaznaczony obozem koncentracyjnym.
Mijały lata, miasto podnosiło się z wojennej zawieruchy, Pułtusk od dawna nie był sztetlem, ale słyszałam, że ta pani z ciemnymi włosami jest Żydówką, a ten pan krępy, o śniadej cerze jest Żydem… Bardzo mnie ci państwo interesowali…
O Żydach mówiła nasza polonistka w LO, pani Halina Mazurowa, roztaczała przed nami obrazy targów, na których były… śledzie z wielu mórz… I różności sprzedawane przez Żydów.
Wiele lat minęło, zanim poznałam PRAWDZIWYCH Żydów – przyjeżdżali do rodzinnego miasta (starsi ludzie) lub do rodzinnego miasta swoich rodziców czy dziadków (młodzi ludzie). Nieraz były to całe rodziny – młodzi i starzy ludzie. Słuchałam ich opowieści, chłonęłam, co mówili: kim byli ich rodzice czy dziadkowie, gdzie mieszkali i czym się zajmowali… O ich pobycie w naszym mieście informowała mnie Ania Henrykowska, dyrektorka Muzeum Regionalnego, ona też zapraszała mnie na spotkania z nimi. Nazwisk ich już nie pamiętam, w pamięci pozostało ratuszowe spotkanie z kantorem światowej sławy Josephem Malovanym, o pułtuskich korzeniach, jak wielki Artur Rubinstein czy Sam Domb (o którym niżej).
Pan Edward, Edward Jarząbek, oprowadzał mnie po Kotlarskiej, opowiadając o pułtuskich Żydach. Pani Janina Turek wprowadzała mnie słowem w żydowskie grono jej przyjaciółek i koleżanek. I w… świat kirkutu przy dawnej Ogrodowej. Z tych spotkań z pułtuskimi Żydami, z tych opowieści pani Janiny i pana Edwarda oraz pana Mirona Owsiewskiego pozostały wyraźne ślady w „Tygodniku Pułtuskim”. Wiele śladów.
Stosunkowo niedawno uczestniczyłam w odsłonięciu dwu pomników poświęconych naszym… sąsiadom, pułtuskim Żydom. (W saloniku polonistycznym gromadziłam macewy, które znosili moi uczniowie, a właśnie z macew powstał później jeden z pomników…).
Wczoraj, od prorektora do spraw zagranicznych (Akademia Humanistyczna), dra Krzysztofa Ostrowskiego, otrzymałam (podziękowania) książkę Sama Domba, rodem z Pułtuska – „On nie pozwolił mi umrzeć. Z popiołów do życia”, w której znajdują się fragmenty mojego wywiadu z Autorem książki i podziękowania dla „TP” za publikowanie fragmentów tejże książki.
Pan Domb, ocalający pamięć pomordowanych Żydów na świecie, chciał w Pułtusku wznieść pomnik upamiętniający dramat społeczności żydowskiej we wrześniu `39 roku. Słyszałam głosy: „Trzeci żydowski pomnik, a po co nam?” Nad pomysłem zapadła cisza, czy umrze on jak umarł sztetl? A gdyby tak się nie stało, zapewne szlakiem pułtuskich Żydów (tego szlaku tak naprawdę jeszcze nie ma) poszłoby wielu turystów z kraju i ze świata, a o tych turystów tak nam przecież chodzi…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *