pultuszczak

Facebook


Musimy słuchać ludzi

2020-06-09 3:37:13

Z Adamem Knochowskim, radnym miejskim Pułtuskiego Forum Samorządowego rozmawia Ewa Dąbek

Po raz pierwszy mamy okazję spotkać się na dłuższą rozmowę, proszę więc przedstawić się naszym czytelnikom.
Mieszkam w Pułtusku od urodzenia, całe swoje życie spędziłem w tym mieście. Skończyłem szkołę podstawową nr 4, siedem lat uczęszczałem jeszcze do starej Czwórki przy ulicy Kościuszki. Następnie ukończyłem klasę matematyczno – fizyczną w Liceum Ogólnokształcącym im.Piotra Skargi, a po maturze, którą zdałem bardzo dobrze – tu się pochwalę, żeby zmotywować syna, który w tym roku pisze maturę – poszedłem na studia. Był to kierunek wybrany z pasją, bo to mnie interesowało – Wydział Ochrony Środowiska i Ekologii Globalnej w Wyższej Szkole Humanistycznej. Skończyłem tam studia licencjackie, a następnie studiowałem na Wydziale Nauk Politycznych, gdzie uzyskałem tytuł magistra. Pracę, taką już poważną, zacząłem w ETI Polam Sp. z o.o. Firma mieściła się wówczas przy ulicy Solnej 3, niedaleko przystani miejskiej. Tam rozpocząłem swoją drogę zawodową w październiku 2000 roku. Zaczynałem od szczebla szeregowego pracownika, specjalisty do spraw marketingu, poprzez stanowisko administracyjne, a obecnie jestem kierownikiem działu marketingu. Współpracuję na co dzień z Doradcami Techniczno-Handlowymi, którzy pracują w całej Polsce, ale również mamy takich Doradców zagranicą (Litwa, Łotwa, Estonia – ogólnie Pribałtyka). Współpracuję z drukarniami, agencjami marketingowymi, serwisami samochodowymi, ubezpieczycielami i innymi firmami outsourcingowymi.
Prywatnie jestem żonaty od 20 lat, w kwietniu mieliśmy z żoną okrągłą rocznicę ślubu, mam dwójkę dzieci – Kacpra i Sarę. Kacper, jak już wspomniałem jest tegorocznym maturzystą, a Sara w tym roku kończy pierwszą klasę liceum (również, jak tata i brat – Piotra Skargi). Pasja? To widać, wodniactwo!

Jest Pan człowiekiem zapracowanym, aktywnym, co więc skłoniło Pana do wejścia w lokalną politykę? Nie jest to przecież łatwy kawałek chleba, ciągle podlega się ocenie społecznej, często słyszy niezbyt miłe komentarze, np. że radni tylko umieją brać diety…
Zacznę troszkę zaczepnie. Pani Ewo, każdy ma dostęp do mojego oświadczenia majątkowego, może się zapoznać z danymi finansowymi i chyba łatwo wywnioskować, że w moim przypadku nie chodzi o pieniądze z diet. Zarabiam dobrze, moja żona również, mamy gdzie mieszkać i co do garnka włożyć. Chciałem zostać radnym by robić to, co już rozpocząłem jako osoba prywatna, działając w Pułtuskim Klubie Wodniaków. Pomysł kandydowania podrzucił mi mój przyjaciel i mentor, wspaniały człowiek, Wojtek Błaszczyk. A że miałem jeszcze kolegów w Pułtuskim Forum Samorządowym, z którymi tak sympatycznie sobie działaliśmy, to postanowiłem spróbować. Udało się, weszliśmy do Rady Miejskiej i chyba bardzo szybko pokazałem, że dotrzymuję obietnic złożonych swoim wyborcom.

Rzeczywiście spory sukces, bo wszyscy wiemy, że młodym osobom, debiutującym w samorządzie, trudno przebić się w szeregu radnych – dinozaurów, wybieranych na kolejne kadencje. Wynik był dla Pana zaskoczeniem?
W przypadku Łukasza Skarżyńskiego, który startował zarówno jako radny, jak i kandydat na burmistrza, wejście do Rady nie było dla nas zaskoczeniem. Bardziej liczyliśmy, że dostaną się również te rozpoznawalne osoby z naszego grona, jak np. kolega Sławek Latek, któremu zabrakło niewielu głosów czy śp. Artur Miler, który w poprzedniej kadencji wykonał ogromną pracę dla swojego okręgu wyborczego. Mnie się udało i było to zdziwienie, ale w końcu po to kandydowaliśmy, żeby wejść do Rady.

Jest Pan aktywnym radnym, często zabierającym głos na sesjach. Czy może mi Pan przypomnieć te najważniejsze sprawy, które poruszał Pan w swoich interpelacjach i zapytaniach?
Oczywiście. Na pewno muszę wspomnieć o zwołanej przez mój klub radnych, ale z mojej inicjatywy sesji nadzwyczajnej, zaraz na początku kadencji. Dotyczyła ona ważnego dla mieszkańców problemu. Chodzi o to, by maszty telefonii komórkowej, głównie 5G, nie były lokalizowane w pobliżu osiedli mieszkaniowych. Niestety, prawo polskie na to pozwala, a samorząd nie ma możliwości blokowania takich inwestycji, bo opóźnianie wydawania decyzji powoduje konsekwencje finansowe dla gminy. Podjęliśmy więc uchwałę intencyjną, tyle mogliśmy zrobić, w której stanowczo sprzeciwiamy się lokalizacji tego typu budowli w bliskiej odległości zabudowań mieszkalnych. Niestety, właściciel działki sam decyduje o jej przeznaczeniu. Kuszeni finansowo podpisują umowy dzierżawy, by mieć stały dochód. Tymczasem teraz mamy przypadek, że maszt przy wydawaniu pozwolenia spełniał normy, a teraz powieszono na nim dwie kolejne anteny i nie wiadomo co będzie dalej. Uważam, że to normalne, iż ludzie obawiają się tego czego nie znają, nie wiedzą jaki ma wpływ na ich zdrowie i życie. Dlatego nasze prawo powinno nakazywać przeprowadzenie konsultacji społecznych. Operator sytuujący maszt blisko zabudowań mieszkalnych powinien zaprosić mieszkańców na spotkanie i opierając się na fachowych ekspertyzach, wytłumaczyć, że jest to dla nich bezpieczne, o wszelkich kolejnych krokach informować na bieżąco, a co jakiś czas na własny koszt mierzyć natężenie pola wokół masztu. Byłoby to w moim i mieszkańców odczuciu sprawiedliwe i etyczne podejście ze strony inwestora.
Kolejnym ważnym tematem jest nasza przystań. Mam bardzo aktywnych kolegów wodniaków, którzy zebrali podpisy i poparli moją inicjatywę w Radzie, dotyczącą zagospodarowania tego pięknego miejsca z ogromnym potencjałem. Oczywiście tam gdzie drwa rąbią, wióry lecą, więc zaczęły się spory w Radzie, ale to dobrze, bo w ciężkiej dyskusji rodzą się najlepsze projekty. Efekty już widać, bo część tej działki ładnie zagospodarował WOPR, wodniacy również, za chwilę, z tego co wiem, będzie tam piękna altana i będzie robiona droga. Port został przystosowany do stacjonowania w nim dużych łodzi o napędzie silnikowym, mieszkańcy mogą zostawiać tu łódki, teren jest monitorowany, estetyczny a co najważniejsze dostępny dla naszych mieszkańców i to właśnie nasi mieszkańcy z niego będą korzystali (imprezy typu Dzień Dziecka, Rozśpiewana Zatoka, otwarcie i zamknięcie sezonu wodnego, wianki itp.). Mam nadzieję że uda się w tej kadencji dokończyć dzieła. Złożyliśmy zarówno jako radni jak i Pułtuscy Wodniacy projekt na całą przystań, z restauracjami, miejscami, gdzie można naprawiać łódki, rowery, polem namiotowym, tarasem widokowym. Mam nadzieję że projekt uda się dokończyć krok po kroku, do czego będę dążył.
No i najświeższy temat, czyli pomoc gminy dla przedsiębiorców w czasie pandemii. Pracuję w dużej firmie międzynarodowej, przez kilkanaście lat prowadziłem własną działalność – kwiaciarnię na ulicy Tysiąclecia i zatrudniałem też pracowników, więc znam problemy przedsiębiorców. Dla mnie działania podejmowane teraz przez Rząd są niewystarczające, opieszałe, spóźnione i opatrzone ogromem dokumentów do wypełnienia stąd zrozumiała frustracja przedsiębiorców. Dlatego też docierały do mnie głosy, by zadziałać w tej kwestii na szczeblu samorządu. Kilka razy spotkałem się z burmistrzem, przedstawiłem kilka propozycji pomocowych, jedną z nich opublikowaliśmy jako Pułtuskie Forum Samorządowe. Poza słowami poparcia moich przemyśleń ze strony radnych mających większość w radzie na sesji zdalnej, wszelkiego rodzaju propozycje spełzły na niczym i zostały odrzucone bez żadnej innej alternatywy.

No tak, samo odroczenie podatków, jest dla mnie trochę jak odroczenie wyroku. Przecież i tak trzeba je będzie zapłacić plus opłaty bieżące, a przedsiębiorcy jeszcze przez wiele miesięcy będą się borykać z konsekwencjami pandemii…

Oczywiście. Odroczenie podatku, co zresztą powiedziałem na sesji, każdy mieszkaniec może sobie załatwić na podstawie wniosku, który uzasadni trudną sytuacją, więc to nie jest żadna nowa, nadzwyczajna pomoc ze strony gminy.

Tę kadencję rozpoczynaliście jako klub będący w koalicji z PSL, która już jest przeszłością. Czy Pańskim zdaniem jej rozpad wpływa na skuteczność Waszego działania, blokuje je, czy wręcz przeciwnie?
Działając wspólnie, w koalicji z PSL-em, mogliśmy przynajmniej pilnować deklaracji, jaką złożył w drugiej turze wyborów Pan Burmistrz Wojciech Gregorczyk swojemu kontrkandydatowi Łukaszowi Skarżyńskiemu i Jego Wyborcom. Pan Skarżyński w drugiej turze wyborów udzielił poparcia obecnemu Burmistrzowi, co z pewnością przyczyniło się do zwycięstwa Pana Burmistrza. Ustaliliśmy wspólne punkty programowe i mieliśmy nadzieję, że zostaną zrealizowane. Ja osobiście byłem sceptyczny co do tej koalicji i z mojej perspektywy, teraz mamy większą możliwość oddziaływania, bo ludzie słyszą nasze merytoryczne wypowiedzi, widzą działania i choć są one często bojkotowane przez większość w Radzie, to i tak mamy poparcie wśród mieszkańców. Przychodząc do Rady miałem wrażenie, że radni zapomnieli, po co tu przyszli. Tak jak Pani powiedziała, oni są od lat i stracili kontakt z wyborcami. A słuchanie ludzi i dostrzeganie ich potrzeb jest tym, po co do Rady Gminy idziemy. Jeśli ten kontakt uda się utrzymać, będzie to nasz największy sukces.

Skoro o kontakcie z mieszkańcami mowa, to od razu pytanie, jak można się z Panem komunikować?
> Zawsze jestem otwarty na prośby mieszkańców, byłem na kilku interwencjach osobistych, o które mnie poproszono. Nie lubię załatwiać spraw zza biurka, wolę pojechać, zobaczyć problem, spotkać się z ludźmi. Jestem dostępny na facebooku, komunikatorach internetowych, za pośrednictwem poczty radnego, mój numer telefonu jest dostępny w Biurze Rady i na stronie Pułtuskiego Forum Samorządowego (607 618 883). Zachęcam do kontaktu.

Temat spółek… Czy Pan jest zwolennikiem ich przekształcenia w zakłady budżetowe, likwidacji, czy też pozostawienia w obecnej formie? Mam Pan jakiś swój pomysł na spółki?
Tak mam. Uważam, że większość zadań które teraz wykonuje PPUK czy TBS mogłoby być zlecane firmom zewnętrznym, bez dodatkowych pośredników. Odbiór odpadów, zadania związane z komunikacja miejską, czy drobne naprawy ulic – to wszystko co teraz wykonuje PPUK – urząd może zlecić firmom zewnętrznym, egzekwować to potem na podstawie umów karami umownymi i innymi zapisami w umowie. Takiej firmy nie trzeba w konsekwencji dokapitalizowywać, kupować i amortyzować sprzętu, który się niszczy i tak dalej.

A czy myśli Pan, że prawdziwy jest scenariusz, którym się straszy mieszkańców, że bez PPUK mielibyśmy horrendalne ceny za wywóz śmieci?
> Jako radni poznaliśmy częściowo, na ile to było możliwe, problemy PPUK, zadłużenie, konieczność dokapitalizowania, stary sprzęt, brak możliwości elastycznego zarządzania. Tych problemów nie da się załatwić w rok czy dwa, potrzeba na to kilku lat i w tym czasie spółka musi wyjść na zero, a potem dopiero powoli rozwiązywać problemy bieżące. A gdy tylko gasi się pożary, to do niczego dobrego to nie prowadzi. I dlatego ja osobiście zmierzałbym do tego, by spróbować zlecić zadania PPUK i TBS firmom zewnętrznym, które zagwarantują lepsze ceny, lepszą jakość usług, profesjonalne działanie i obecne miejsca pracy (bo to jest ważny problem). Próby zmierzenia się poszczególnych prezesów z tym problemem widzieliśmy na przestrzeni lat i cały czas widzimy, że działania te są nieskuteczne. Stąd moje przekonanie zmierzające w kierunku outsourcingu. Skoro w innych gminach w Polsce się to udaje, dlaczego nie u nas?

Na koniec inwestycje miejskie. Dużo się teraz w naszej gminie dzieje, kontynuowane są przedsięwzięcia, które zapoczątkował poprzedni burmistrz, pojawiają się też nowe. Czy Pana zdaniem kierunek jest dobry?

Powiem tak. Mieliśmy nadzieję że środki na inwestycje będą sprawiedliwie dzielone, przynajmniej według kryterium ilości mieszkańców w danym miejscu, skupisku. Gmina Pułtusk jest gminą miejsko – wiejską, ale nie można większości środków przeznaczać tylko na wsie, gdy w Pułtusku wiele dróg jest w opłakanym stanie. Są miejsca w Pułtusku, gdzie od lat ludzie proszą, by poprawić nawierzchnie dróg, gdzie budowano drogę, a rok później zrywano asfalt, by np. robić kanalizację. Chciałbym, żeby inwestycje były bardziej przemyślane, zaplanowane z rozmysłem. A za to co się teraz dzieje, chwała Krzyśkowi Nuszkiewiczowi, bo to on przygotował projekty, podwaliny pod te inwestycje. Rozumiem, że miasto się zadłuża, ale widać efekty, a nie tak jak za poprzedników, gdy długi rosły, a nic się nie działo.
Są miejsca w Pułtusku, które wymagają natychmiastowej interwencji, a czekają od lat, choćby kanałki miejskie. Gmina powinna przejąć je w użytkowanie, by móc tu inwestować. Przystań też jest naszą wizytówką, ma ogromny potencjał. Powtórzę raz jeszcze, najważniejsze, byśmy słuchali ludzi, a nie zachowywali się jak inkasenci zbierający podatki i opłaty. Mam tu na myśli choćby absurdalny podatek od psa, którego jestem przeciwnikiem i będę się starał, byśmy wrócili do dyskusji na ten temat.
Życzę wciąż tego samego zapału i samych sukcesów!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *