pultuszczak

Facebook


Moje życie po polityce

2017-11-22 11:51:57

Z byłym burmistrzem Pułtuska Wojciechem Dębskim rozmawia Ewa Dąbek

Wszyscy pułtuszczanie, i nie tylko, znają Pana jako długoletniego zastępcę a potem burmistrza miasta. Czym Pan zajmuje się obecnie? Jak wygląda Pański dzień pracy?

Od marca 2015 r. pracuję w Przedsiębiorstwie Budowlano- Montażowych „ISBUD”, jestem zastępcą dyrektora ds. Inwestycji. Moje główne zajęcie to przygotowanie i czuwanie nad formalną stroną inwestycji planowanych, prowadzonych i kończonych  przez firmę. Ponadto wykonuję  inne prace, które wynikają z bieżących potrzeb. W tym miejscu należy podkreślić, że pracownicy i kierownictwo ISBUDU tworzą bardzo zgrany zespół. Każdy z nas wie bardzo dużo o zadaniach wykonywanych przez koleżanki i kolegów, często wzajemnie się wspomagamy i uzupełniamy. To znacząco rozszerza nasze zadania, ale daje też komfort wynikający ze świadomości, że pracuje  się z ludźmi, na których  pomoc można liczyć.

A mój dzień pracy… Trudno mówić o jakimś schemacie, jest bardzo dużo spraw do załatwienia, czasem pojawiają się niespodziewane problemy, które trzeba rozwiązywać na bieżąco. Z racji, że inwestycje prowadzimy w kilku miejscowościach (Pułtusk, Ostrołęka, Wyszków, Ciechanów, Obryte) i rozglądamy się za nowymi lokalizacjami, sporo podróżuję.

 A jakie były pierwsze tygodnie po odejściu z „wielkiej polityki”? Czego Panu brakowało najbardziej?

Wydaje mi się, że jestem raczej optymistą i w każdej sytuacji, nawet trudnej, staram się znaleźć dobre strony. Tak też było tym razem. Mogłem dużo czasu poświęcić swojemu kilkumiesięcznemu wnukowi. Zrobiłem sobie nieco dłuższy urlop po to, aby móc spojrzeć na nową sytuację z pewnej perspektywy. Niewątpliwie brakowało mi jednak intensywnej pracy, do której się przyzwyczaiłem. Zresztą zawsze w  ciągu swojej aktywności zawodowej (nie tylko  tej związanej  z samorządem) pracowałem znacznie więcej niż 40 godzin tygodniowo. Ale jak to bywa – coś za coś… Trochę męczyła mnie mniejsza aktywność, ale za to dzisiaj mam  doskonałe kontakty ze swoim wnukiem i wszyscy przyjaciele domu i rodzina wiedzą o kogo chodzi, kiedy mówimy o „dziadziu i dzidziu”.

Tamten czas dał  także rozeznanie kto był moim przyjacielem, a kto „przyjacielem” burmistrza. To też zaleta odejścia, jak to Pani określiła ” z wielkiej polityki” choć doświadczenie średnio przyjemne.

Czy od razu zdecydował się Pan na nowe wyzwania zawodowe? Dlaczego wybrał Pan akurat tę firmę i taką pracę?

Nie, tak jak powiedziałem wcześniej postanowiłem dać sobie trochę czasu. Miałem dwie propozycje. ISBUD z zadaniami, o których mówiłem i druga – typowo inżynierska robota. Obie propozycje dotyczyły pracy w dynamicznie rozwijających się, cieszących się bardzo dobrą opinią firmach prywatnych. Doszedłem  do wniosku, że doświadczenie zdobyte w ostatnich latach czyni mnie bardziej przydatnym tu gdzie jestem w tej chwili. Chociaż jak w każdej nowej pracy sporo trzeba się było nauczyć, ale to chyba nikomu nie wydaje się dziwne.

Czy teraz ma Pan więcej czasu na realizowanie pasji, dom , rodzinę? 

W tym względzie nie ma porównania. Tyle tylko, że czas „ukradziony” dzieciom oddaję wnukom. Chociaż ostatnio doszedłem do wniosku, że trzeba nieco więcej popracować popołudniami i w soboty. Od października funkcjonuje moja…  przepraszam – moja i wspólnika firma.

Chociaż, to poniekąd też wiąże się z realizacją pasji, którą od połowy podstawówki zawsze (inne się zmieniały) była  motoryzacja.

Tak zupełnie od polityki się Pan nie odciął, prawda?

 No tak. Jestem radnym powiatowym, działam w Zarządzie Prawa i Sprawiedliwości. Myślę, że angażowanie się w życie społeczno – polityczne jest ważne.  Zresztą, kiedy rozpoczynałem  przed dwudziestu laty to zaangażowanie nie przypuszczałem nawet, że będę kiedyś radnym a tym bardziej burmistrzem. Nie ma więc w tym nic dziwnego.

Na koniec trochę humorystycznie. Jeden ze stałych bywalców naszej redakcji, gdy przypadkowo usłyszał że będę z Panem rozmawiać, zasugerował bym zapytała, czy nie marzy się Panu powrót na kierownicze stanowisko w samorządzie. Może dyrektorowanie gminnej spółce?

 Jak każdy człowiek mam swoje marzenia, ale takie nie przyszło mi do głowy. Przyznam, że zawsze uważałem, że samorząd i firmy działające w ramach jego struktury nie są najlepszymi podmiotami do prowadzenia działalności gospodarczej. To z czym najtrudniej było mi się oswoić jako zastępcy burmistrza, a potem burmistrzowi to  tempo podejmowania decyzji, bezwładność samorządowej machiny, i różnego rodzaju, nazwijmy to – pozamerytoryczne uwarunkowania. Większość swojej aktywności zawodowej spędziłem w sektorze prywatnym i sprawia mi dużo radości sytuacja, w której decyzje w sprawach skomplikowanych zapadają w ciągu pięciu minut  i są natychmiast wdrażane, bez rozmyślania jak przekonać do nich większość.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *