pultuszczak

Facebook


Moje życie ma wiele sensów

2020-12-10 7:18:23

Przedstawiając naszym czytelnikom panią Dorotę Polewaczyk, otwieramy tygodnikowy cykl NIEZWYKŁE KOBIETY Z SĄSIEDZTWA. Dzwońcie i piszcie do naszej redakcji (tel. 512 405 978, redakcja@pultuszczak.pl), jeśli taką kobietę znacie, chcecie byśmy o niej napisali, pokazali czym się zajmuje na co dzień, czym wyróżnia w lokalnym środowisku, jakie ma niezwykłe pasje. Nietuzinkowych ludzi warto pokazywać, bo są przykładem na to, ile kolorów może mieć szara codzienność

Nazywam się Dorota Polewaczyk. Urodziłam się w Pułtusku. Co do miejsca wyboru urodzin nie miałam nic do powiedzenia, ale w miarę upływu czasu, gdy byłam już w stanie decydować o własnym życiu, Pułtusk wybrałam już świadomie. Jestem z tym miastem bardzo mocno związana. Tu wydarzyły się i wydarzają najważniejsze historie mojego życia. Tu zawierałam pierwsze przyjaźnie, które przetrwały dziś, przeżywałam też pierwszą miłość. Tu odchodzili z tego świata moi bliscy. Wyszłam za mąż za chłopaka z Łomży, z którym szczęśliwie jesteśmy razem do tej pory i tworzymy cudowną rodzinę. Razem zbudowaliśmy od podstaw naszą rodzinną firmę „Feliksa”. Tak – moja rodzina to sens mojego życia. Jestem jedynaczką. Ze swojego doświadczenia wiem, że bycie jedynym dzieckiem swoich rodziców jest trudne. Instynktownie czułam, że moja własna rodzina będzie większa. Udało mi się zrealizować marzenie o licznej rodzinie. Jestem szczęśliwą matką dwóch wspaniałych, dorosłych już córek – Igi i Julity. Mam również dwóch cudownych” przyszywanych” synów Łukasza i Krzysztofa. Wszystkie nasze dzieci mają już własne rodziny. A my z Bogusławem cieszymy się ich szczęściem i … rozpieszczamy wnuki.

Sensem mojego życia jest pomaganie innym. Od 30 lat pracuję społecznie, niosąc pomoc tym, którzy jej potrzebują. Moja praca społeczna zaczęła się w momencie, kiedy starsza córka Iga poszła do przedszkola. Tam w przedszkolnej Radzie Rodziców stawiałam pierwsze kroki, jako matka czynnie zaangażowana w życie przedszkola. Potem już samo poszło. Podstawowa, średnia potem druga córka, potem chłopaki. Od sekretarza w szkolnej Radzie Rodziców „awansowałam” na Przewodniczącą Rady Rodziców. Tę zaszczytną funkcję spełniłam prawie we wszystkich pułtuskich szkołach. Bardzo dobrze wspominam ten okres. Współpraca z gronem pedagogicznym układała się bardzo dobrze. Wspólnie zrealizowaliśmy wiele ciekawych przedsięwzięć, na przykład imprezy charytatywne, studniówki, wydarzenia artystyczne. Szczególnie pamiętam przygotowania do dnia hiszpańskiego w ówczesnym Gimnazjum nr 3 (obecnie Szkoła Podstawowa nr 4). To było ogromne przedsięwzięcie dla klasy mojej córki Julity. Uczniowie przygotowywali się do tego wydarzenia około pół roku. Potrzebowali między innymi strojów do spektaklu, w którym brali udział. Zorganizowałam im wtedy wycieczkę do wypożyczalni strojów i rekwizytów teatralnych do TV. Ale to była frajda! Na miejscu wszyscy oniemieliśmy z wrażenia. W ogromnych magazynach ze strojami dzieciaki mogły przymierzać najróżniejsze ubiory, bawić się rekwizytami, aranżować różne scenki. Cała nasza wyprawa zakończyła się sukcesem. Wybraliśmy stroje i rekwizyty potrzebne do przedstawienia. Spektakl udał się znakomicie. Był on główną częścią dnia hiszpańskiego obchodzonego w szkole.

W ciągu tak wielu lat pracy w szkołach zawsze najbardziej lubiłam czas spędzony z dziećmi i młodzieżą. Jako opiekun jeździłam z nimi na wycieczki, organizowałam wspólnie z nimi imprezy klasowe, okolicznościowe, Dzień Dziecka, Dzień Wagarowicza, Mikołajki, Andrzejki, Wigilię. Pracowałam też społecznie w świetlicy, która działała przy kościele Świętego Józefa w Pułtusku. W świetlicy miały swoje miejsce dzieci z tak zwanych trudnych rodzin. Dzieciaki miały gdzie przyjść po szkole, dostawały jedzenie, ubrania, miały pomoc w odrabianiu lekcji, brały udział w programach artystycznych (najczęściej religijnych), dostawały prezenty pod choinkę, jeździły na kolonie. Ile tam się działo dobrego! Jestem wrażliwą kobietą i boli mnie krzywda innych zwłaszcza dzieci. 16 lat temu przyszedł do nas 13-letni chłopak, który rozpaczliwie szukał pomocy … ale to historia już na inną opowieść. Przyszedł i został. Daliśmy mu nowe życie. Po nim pojawił się kolejny, zagubiony, poharatany przez los nastolatek – to jest nasz drugi „przyszywany” syn i tak jak pisałam wcześniej, nasza rodzina powiększyła się o dwóch kochanych chłopaków.

Jestem wrażliwa na każde cierpienie. Mam u siebie dwa uratowane od śmierci koty. Do naszego domu po prostu przychodzą istoty, które potrzebują pomocy. Psy przybiegają za samochodem, inne siadają pod furtką, koty przylegają swoje wątłe kocie ciała i z ufnością czekają na ratunek.

Sensem mojego życia są moje pasje. A mam ich kilka. Literatura, teatr, podróże, robienie zdjęć, psychologia głębi, rozwój osobisty, ogród – mój ogród. Literatura to moja najwcześniejsza pasja. Czytam od dzieciństwa. Co czytam? Czytam dobrą literaturę. Delektuję się czytając na przykład: Tokarczuk, Marqueza, Bułhakowa czy Borgesa. Absolutnie rozrywkowo czytam na przykład powieści Zygmunta Miłoszewskiego, a kontemplacyjnie poezję Szymborskiej i Szymańskiej. Tę miłość do książek udało mi się zaszczepić moim córkom. Z pasji podjęłam też studia na Filologii Polskiej. Czytam literaturę naukową i popularno – naukową z zakresu psychologii i psychotroniki, gdyż to moja kolejna pasja i zawód. Wiedza z tych dziedzin daje większe możliwości pomocy innym i sobie. Moim mentorem na tym polu jest C.G. Jung. jest on ojcem psychologii analitycznej, zwanej też psychologią głębi. Wiedzę z zakresu psychologii i psychotroniki zgłębiam od ćwierć wieku. Dla mnie jest to wciąż na nowo odkrywana Skarbnica Wiedzy, niezbędnej do radzenia sobie w życiu. Od Filologii i studiowania literatury już blisko do teatru. Tworzenie teatru było jednym z moich najskrytszych marzeń. Pozostałoby marzeniem niespełnionym, gdyby w 2015 roku nie nadeszło zaproszenie od dyrektor MCKiS Pani Izabeli Sosnowicz – Ptak. Pani dyrektor zachęciła mnie abym spróbowała swoich sił jako reżyser i wzięła udział w projekcie „Tradycje Teatralne Pułtuska”. Ta propozycja od razu mi się spodobała. Pomyślałam, że właśnie ze świata przychodzi do mnie szansa na realizację mojego teatralnego marzenia. Pełna lęku przed nowym wyzwaniem i obaw, czy sobie poradzę, przyjęłam propozycję. Okazało się, że pasjonatów teatralnych jest w Pułtusku więcej. W odpowiednim czasie i miejscu znaleźliśmy siebie nawzajem i utworzyliśmy Amatorską Grupę Teatralną „25”. Działamy do dziś. Udało nam się zrealizować trzy duże spektakle teatralne i benefis z okazji 50-lecia pracy twórczej 70-tych narodzin znanej poetki Adriany Szymańskiej. Odnieśliśmy lokalny sukces i zostaliśmy zauważeni przez profesjonalistów. Praca reżyserska jest dla mnie wyzwaniem, jest też bardzo kreatywna. Dwa razy wystąpiłam na scenie też jako aktorka. Ciekawa byłam, jak to jest być po tej drugiej stronie. Doświadczenie fajne, warto było nie spać parę nocy z powodu ogromnej tremy. Ale czy chciałabym je znów powtórzyć … to nie wiem. Wiem natomiast, że rolę reżysera bardzo mi odpowiada.

Od teatru już blisko do fundacji. Pomysł fundacji nosiłam w sercu bardzo długo. Właściwie zaczęłam o niej myśleć w czasie, kiedy stanowiliśmy rodzinę zastępczą dla Łukasza. Idea powołania fundacji powróciła ponownie po wystawieniu naszego pierwszego spektaklu „Medalu Pamiątkowego 3-go maja” w 2015 roku. Zbierałam niezbędne informacje, czytałam ustawy zasięgałam opinii prawników. Samo przygotowywanie statutu zajęło nam ponad rok. Dzięki długiej i owocnej pracy moich przyjaciół i mojej, dzięki pomocy zaprzyjaźnionych specjalistów z zakresu prawa oraz dzięki szczodrości moich rodziców Reginy i Leona Wiśniewskich, 15 stycznia 2020 został podpisany Akt Fundacyjny Fundacji Promocji Kultury i Edukacji `Art-Heart”, a 28 lutego 2020 roku dostaliśmy wpis do KRS. Kiedy do naszego domu trafili chłopcy, byłam szczęśliwa, że mogliśmy być dla nich rodziną. Dziś wiem, że uratowaliśmy dwa ludzkie życia. Dzięki Fundacji mogę dotrzeć do większej ilości potrzebujących. Mogę zaprosić do współpracy ludzi o dobrych i wrażliwych sercach. Wiem, że pracując wspólnie, dajemy szansę na normalne życie tym, którzy potrzebują wsparcia. Fundację założyłam po to, żeby pomagać, żeby edukować m.in. przez działalność artystyczną, żeby integrować, żeby działać w teatrze amatorskim żeby wspierać rozwój osobisty, żeby zapobiegać wykluczeniu społecznemu. Otwarcie Fundacji zbiegło się z pandemią wywołaną koronawirusem. Z powodu tej dla nas wszystkich trudnej sytuacji, nie udało nam się zrealizować większości planów związanych z działalnością artystyczną i edukacyjną. Nie poddajemy się. Realizujemy projekt „Przygoda z matematyką”. Projekt dedykowany jest do dzieci ze szkoły podstawowej. Naszym celem jest zmiana myślenia o matematyce jako trudnej i nieprzystępnej. My pokazujemy, że przestrzeń związana z matematyką jest ciekawa, intrygująca, magiczna. Pracujemy nad nowymi pomysłami. Poszukujemy możliwości finansowania naszej działalności. Jesteśmy otwarci na współpracę z instytucjami oświatowymi, kulturalnymi, innymi organizacjami pozarządowymi, władzami lokalnymi, osobami fizycznymi i firmami.

Kolejnym sensem mojego życia są podróże. Kocham podróżować. Z każdego wyjazdu wracam bogatsza o nową wiedzę o życiu, ludziach, miejscach. Wracam bogatsza o nowe doświadczenia, nowe znajomości, z ogromną ilością zdjęć. Zdjęcia to kolejna moja pasja. Robię zdjęcia kwiatom, w płatkach których odkrywam harmonię wszechświata, wielkim przestrzeniom, które otwierają w duszy wrota wolności, miastom, tym nowym i tym starożytnym, które przywołują na myśl refleksje o przemijaniu.

Tak jak napisałam w tytule: moje życie ma wiele sensów. Nie ma w nim miejsca na nudę.

Dziś jestem szczęśliwą kobietą, spełniającą się na wielu płaszczyznach, a codziennej radości dostarcza mi filiżanka aromatycznej kawy wypita w dobrym towarzystwie. Szczęście to jedno z tych cudownych zjawisk, które się mnoży, jeśli się je dzieli. To zdanie, to nie tylko motto

mojej Fundacji, to fakt. Doświadczam go niemal codziennie.

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *