pultuszczak

Facebook


Milczące klasy, cień profesorów za katedrą i my – piękni i młodzi

2016-07-05 12:45:57

Na dwudniowy zjazd maturzystów rocznik `66 przybyło 32 osoby. 16 czerwca rozpoznawali się z dużym trudem. „A ty z której klasy jesteś?” – spytała mnie kobieta w kościele szkolnym, kiedy robiłam zdjęcia.

„Z XI d, Grażyna Ciszewska” – powiedziałam. „A ty?”. „Ja też z XI d, Niesłuchowska”. „Tereska!” – prawie krzyknęłam. Z naszej klasy rozpoznaję jedynie Adasia Dąbrowskiego i Elę Żbikowską – pułtuszczan… A jest jeszcze Ela Głódkowska, Zosia Kucharczyk i Dziunia Milewska, których nie rozpoznaję
Spotkanie rozpoczęło się mszą św. w kościele szkolnym. Celebrował ją, przybywszy z zagranicy, ks. Jan Osowiecki, nasz dobry kolega, ogólnie zwany jako Januszek. W jego kazaniu dużo było o miłości.

Tu też wspomniano tych, którzy odeszli: grono profesorskie – 15 osób oraz nasze koleżanki i naszych kolegów – również 15 osób. Mamy ich wszystkich w pamięci – zarówno profesorstwo, jak i dziewczęta i chłopców… Wzruszające chwile… Kiedy Hanka Brach wyczytywała nazwiska zmarlych z długiej listy, większości zaszkliły się oczy.

Przy kościele znajduję ptasie piórko, zabieram je na pamiątkę, malutkie jest, jak życie ludzkie… Towarzyszy mi Bogdan Cachel, którego nie rozpoznaję, i Włodek Gnas, który rozdaje pamiątkowe tarcze – czerwone z 37. Doskonały pomysł i pamiątka na resztę życia.

Zanim zjazdowicze weszli do licealnej auli, uczestniczyli w odsłonięciu tablicy pamiątkowej, ufundowanej ku pamięci profesorów uczących w latach 1962-`66, na której znalazło się 28 nazwisk. – Drodzy nasi nauczyciele, pamiętamy o was, o waszych naukach – zwróciła się, pięknymi słowami, do państwa Danieli i Stanisława Krygierów, Bogumiły Mazurek – Luśtyk, Jadwigi Tymińskiej i Danuty Brodziak Hanna Brach. – Jesteście w naszych sercach od 50. lat. Tablica, którą odsłonimy, niech będzie dowodem naszej pamięci, wdzięczności i szacunku.

W auli, pełnej gwaru, do zebranych przemówił Jerzy Załoga – główny organizator zjazdu. W swoim spiczu, ciepło przyjętym, odniósł się i do profesorstwa, i do byłych uczniów. – Nie wstydźmy się łez, to łzy nostalgii, ale i szczęścia, że możemy się spotkać, bo nie oszukujmy się, następnego zjazdu, za 10 lat, może już nie być – zakończył. Tu też dostojnie i serdecznie powitała zjazdowiczów dyrektor Barbara Meredyk, nazywając rocznik `66 szczególnym (966-1966).

Rozgardiasz wciąż się wzmagał i Jerzy rzucił, że będzie stawiał do kąta. Rzuciłam, że lepiej na klęczki. Włodzimierz Gnas, jeden z mocno zaangażowanych współorganizatorów zjazdu, odczytał list bratanicy profesora Antoniego Gorczyńskiego, Urszuli Gorczyńskiej – Kopszak, w którym znalazły się i słowa o jej znanym w Pułtusku wuju, i o pamiątce dla jego wychowanków – „wspomnień stryja Antoniego i fotokopie zdjęć”.

Do zebranych w auli (nie palili się do odwiedzenia „swoich” klas, niezbyt też chcieli wspominać licealne lata, a byłoby co!) zwróciła się polonistka, Bogumiła Mazurek – Luśtyk. Padły słowa chwytające za serce… – Gdy was tu widzę po tylu latach, muszę coś powiedzieć. Powiem szczerze, że wielu z was po prostu nie pamiętam, twarze się pozmieniały, a ja pod powiekami swoimi i w sercu przechowuję obrazy chłopców z płowymi czuprynami, wysportowanych, przystojnych i dziewczyny w białych bluzeczkach, w granatowych spódniczkach, pełne pomysłów… Ale kiedy sobie uświadomię, że wy patrzycie na mnie, macie jeszcze większy problem – rozpoczęła pani profesor. – Ale jest coś niezwykłego, o czym mówił ksiądz Janusz, jest ta wieczna chęć bycia młodym, bycia radosnym, bycia swobodnym, swawolnym, wcale nie przejmującym się niczym… Taki czas był wtedy, kiedy ja rozpoczynałam pracę, a wy chodziliście do tej szkoły…

Jeszcze odczytanie list obecności – taka tradycja. Klasa XI a, b, c, d – odczytują je profesorowie. Byłam trzecia na liście… Dużo nieobecnych. – Coś niedobrze z tą klasą – mówi o naszej XI d, łacińskiej, profesor Daniela Krygier i dodaje, że tak w ogóle jest w auli jedynie jedna klasa.

Wieczorem uroczysta kolacja na zamkowym krużganku, przy świecach, z muzyką. W drzwiach witali gości… Cyganie – Irena Burska i Włodzimierz Gnas. Na stole leżały śpiewniki. Spojrzałam na pierwszą z piosenek – „My Cyganie”… No może trochę…

Wyszedłszy z zamku, przy fontannie, zostałam zatrzymana przez spóźnioną na kolację kobietę. – Proszę pani – powiedziała bez zmrużenia oka – tu gdzieś odbywa się zjazd… – Proszę przez dawny most zwodzony, a w zamku schodami w lewo – poinformowałam. Więcej słów nie padło…
m
m2
m3

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *