pultuszczak

Facebook


Mamy piątego kandydata!

2018-09-07 11:06:55

24 sierpnia, dokonano zgłoszenia do PKW w Ostrołęce nowego Komitetu Wyborczego Wyborców – PUŁTUSK NASZE MIASTO. Pełnomocnikiem komitetu i piątym kandydatem, który będzie się ubiegał o fotel burmistrza Pułtuska, jest pułtuszczanin, prawnik – mgr Wojciech Andrzej Dąbrowski

W oficjalnym komunikacie zachęcającym wszystkich, którym leży na sercu dobro naszego miasta, do zgłaszania się na listę kandydatów na radnych, mówi się między innymi o rozliczeniu odpowiedzialnych za wielomilionowe zadłużenie gminy i współpracy z wszystkimi mieszkańcami w opracowywaniu planu priorytetowych przedsięwzięć. – Nie ma żadnej wątpliwości, że PUŁTUSK NASZE MIASTO te wybory wygra, nie czekaj więc – przejmij władzę w swoje ręce. – czytamy w komunikacie. Kim jest i jakie pomysły na naszą gminę ma Wojciech Dąbrowski?

Proszę się przedstawić naszym czytelnikom.
Nazywam się Wojciech Andrzej Dąbrowski. Jestem z dziada pradziada pułtuszczakiem. Siedzimy na pietrze budynku przy placu Teatralnym, gdzie 40 lat temu zaczynałem pracę w ZSNP (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej – dop. red.). Ma to o tyle duże znaczenie, że z mojej inicjatywy stworzono w Pułtusku tak zwane budownictwo patronackie. Dzięki temu, że założyłem komitet i powadziłem go przez dwa i pół roku, powstało całe osiedle Skarpa. Jako dwudziestoletni chłopak musiałem przełamać niechęć Wojewódzkiej Dyrekcji Budowy Miast i Osiedli, Spółdzielni Mieszkaniowej, żeby dała teren, Ciechanowskich Zakładów Budowlanych, by udostępniły technologię i materiały. Udało się, choć miałem w tych bojach przeciwników, ludzi doświadczonych, między 40 a 50 rokiem życia. Nigdy się tym specjalnie nie chwaliłem, nie robiłem z tego osobistego sukcesu, bo były sztaby patronackie, ludzie, którzy wspierali moje działania. Dziś jednak wspominam o tym, chcąc pokazać kim jestem i co zrobiłem dla miasta. Dodam, że nigdy nie należałem do żadnej partii, choć przyjaźnię się z ludźmi z różnych ugrupowań.
Prowadziłem w życiu różnego rodzaju interesy, mniejsze i większe, jak to bywa, z różnym powodzeniem. Wspomnę o sklepie kupno – sprzedaż, który otworzyłem vis a vis ratusza. W szarej socjalistycznej rzeczywistości, pustych półkach, gdzie rzeczywiście stał tylko ocet, ten sklep był barwnym akcentem w naszym mieście. Miałem dostawców, którzy jeździli między innymi do Turcji, do Czech. Ludzie lubili przychodzić do tego sklepu. Oczywiście zaraz go zamknięto, robiąc ze mnie spekulanta, nie pasował do naszej szarej rzeczywistości.
Po zmianach ustrojowych otworzyłem w Pułtusku pierwszy kantor i duże biuro podróży. W końcu postanowiłem wrócić do planów, które miałem w młodości i zostać prawnikiem. Zawsze miałem talent do rozumienia i interpretowania prawa, dlatego chciałem pójść w tym kierunku. Moja córka, która jest teraz adwokatem i razem prowadzimy kancelarię, studiowała wtedy prawo i ja podjąłem studia prawnicze. Jako ciekawostkę dodam, że w tym czasie studiowali również moja żona i syn, więc tematem numer jeden w domu była szkoła, prace, egzaminy.
Po zdobyciu tytułu magistra prawa zostawiłem interesy i zacząłem pracować jako prawnik. Moja promotorka, pani profesor z Polskiej Akademii Nauk, twierdziła że mam do tego duży talent i powinienem kontynuować naukę, dlatego podjąłem studia doktoranckie. Trzy lata uczestniczyłem w zajęciach, jednak konflikt z moim promotorem, spowodowany krytycznym stosunkiem mojej pracy do wymiaru sprawiedliwości, ale przede wszystkim sprawy osobiste, spowodowały że musiałem zrezygnować. Nie oznacza to jednak, że do doktoratu nie powrócę, bo noszę się z takim zamiarem.

Skąd pomysł na kandydowanie na burmistrza Pułtuska?
Wszystko zaczęło się od tego, że nieco pomagałem obecnemu burmistrzowi w kampanii, mając nadzieję, że pozyska dla Pułtuska środki na renowację rynku, ulicy Kotlarskiej, że powstanie tu pasaż spacerowy z kawiarenkami, ogródkami piwnymi. Wtedy nieco bliżej poznałem mechanizmy lokalnej władzy, słyszałem głosy że Pułtusk trzeba przewietrzyć z partii, partyjek, układów politycznych. W sytuacji, którą mamy dzisiaj, gdy widzę że do wyborów znów przystępują praktycznie ci sami ludzie, postanowiłem to zmienić. Mamy 60 milionów długu, dwa i pół tysiąca długu na jednego mieszkańca gminy. Płacąc na obsługę tego długu, nie robi się inwestycji. Pytam, co tu zostało zrobione za te 60 milionów?!

Zaprasza pan do współpracy i kandydowania na radnych wszystkich mieszkańców gminy, nawet swoich przeciwników…
Oczywiście! Pracujący w samorządzie muszą przede wszystkim rozumieć swoją misję. Dlatego właśnie zapraszam kandydatów na radnych, a jedynym kryterium jest dobro naszej gminy, rzecz najważniejsza. Samorządzenie polega właśnie na tym, by do rządzenia zapraszać wszystkich mieszkańców, a nie tych z góry ustalonych, partyjnych kolegów, wpisanych na z góry ustaloną listę. I ja tak mam zamiar to zrobić!
Podobnie jest z tworzeniem programu, powinien powstawać na bieżąco, z udziałem wszystkich obywateli. Wszyscy wiemy, co jest potrzebne Pułtuskowi, że jest brudny, zaniedbany, że trzeba zrobić rynek, ulice, chodniki. Gdy patrzę na urzędnicze garnitury, to wyalienowanie się ze społeczeństwa, zamknięcie w „pałacyku”, to dla mnie jest nienormalne i dla większości mieszkańców zapewne też. Mnie to po prostu śmieszy! Burmistrz powinien rano wychodzić do ludzi na rynek, na ulicę, pogadać. Z wszystkimi się witać, wszystkich znać, bo przez to poznaje realne ludzkie problemy. Istotą władzy, piastowania urzędniczego stanowiska nie jest bywanie na uroczystościach, pokazywanie się. Tego nie można traktować jako osiągnięcia, bo osiągnięciem jest tylko to, co się zrobiło dla miasta i gminy. Tak zamierzam postępować i pracować gdy zostanę burmistrzem. W komunikacie napisałem, że jestem pewien naszej wygranej, bo gdybym w to nie wierzył, nie brałbym się za to. Czuję poparcie ludzi, nie miałem problemu z zebraniem podpisów, by zarejestrować komitet, miałem je w niespełna dwie godziny.

Czy poza indywidualnymi spotkaniami z mieszkańcami, kandydatami na radnych, chce się pan spotykać się z mieszkańcami w szerszym gronie?
Dobrym pomysłem były debaty organizowane w AH, chętnie wziąłbym udział w takiej debacie. Mam pomysły na to, by wyjść do ludzi. Trochę inne niż oklejanie drzew i słupów plakatami. Na pewno nagram filmik, w którym przedstawię się wyborcom. Kandydatów na radnych z mojego komitetu też będę namawiał, by odwiedzali mieszkańców ze swojego okręgu, prezentowali się i mówili, co zamierzają dla nich zrobić. Za swoją kampanię zapłacę sam, nie szukam sponsorów, nie chcę tworzyć powiązań, które potem by mnie ograniczały.
Na koniec rozmowy Wojciech Andrzej Dąbrowski pokazuje mi zaświadczenie o niekaralności, jakby wyprzedzając wszelkie plotki na temat tego, że kiedyś miał problemy z prawem i był karany. Czy uda mu się przekonać wyborców? Czas pokaże… Życzymy mu powodzenia, podobnie jak innym kandydatom stającym do walki o fotel burmistrza i mandaty radnych.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *