pultuszczak

Facebook


Ludzie listy piszą

2019-10-02 11:56:54

… i Czytelnicy Tygodnika Pułtuskiego, którzy będziecie chcieli znać prawdę o czasach, w których żyjemy, jak traktowany jest dziś człowiek przez urzędników pełniących bardzo ważne stanowiska – pana burmistrza, panią dyrektor MOPS i panią dyrektor PCPR. Piszę jako żyjąca w ciągłym strachu i zrozpaczona matka 13 – letniego syna, ucznia VII klasy pułtuskiej Czwórki. Chcę powiedzieć wszystkim matkom, iż my wcale nie znajdujemy miejsca w naszym społeczeństwie, nasze prośby nie liczą się w ogóle. Najbardziej w naszym społeczeństwie liczy się człowiek uzależniony od alkoholu, który na własne życzenie stoczył się się na dno, a nawet był w więzieniu i leczył się psychiatrycznie. Takiemu panu G. zostało przydzielone mieszkanie w budynku przy ul. 3 Maja 10, gdzie mieszkam razem z synem. Pan ten jest osobą niepełnosprawną, bez nóg, poruszającą się na wózku, a jest to mieszkanie w starej kamienicy, po schodach, zagrzybione, zupełnie nie przystosowane do jego potrzeb. Jest to tragedia dla niego, ale i dla nas, bo jest to człowiek na stałe przyjmujący leki psychotropowe i zapijający je alkoholem. Potrzebuje stałej opieki, 24 godziny na dobę. Wpada w agresję, już na początku powiedział, że rozpali ognisko na środku mieszkania i nas spali. Bardzo się boję, bo w naszym budynku są stare drewniane stropy i schody. Jeśli wybuchnie pożar, nikt nas nie uratuje.Chcąc wyrazić swoje obawy i zapobiec przydzieleniu mieszkania panu G. udałam się do burmistrza. Był to poniedziałek, 16.09.2019. Opowiedziałam o swoim strachu i bólu, o poprzednim lokatorze mieszkania, z którym również było bardzo źle, żyliśmy w ciągłym strachu, wciąż interweniowała policja i straż miejska, były nieprzespane noce. Dlatego właśnie nie chcemy tego samego przeżywać z panem G. Poprosiłam o umieszczenie go w miejscu, gdzie będzie miał stałą opiekę. Pan burmistrz stwierdził, że pan G. to jest człowiek i że przyjął to co mu powiedziałam do wiadomości. Następnego dnia poszłam do urzędu z pismem, zażaleniem na decyzję komisji mieszkaniowej i innych osób decydujących o przydziale mieszkania. Zapytałam pana burmistrza, gdzie jego sumienie, a on odpowiedział, że to nie była jego decyzja tylko MOPS, bo oni tak chcieli. Zrozpaczona wyszłam bez żadnej nadziei na lepsze jutro.
16.09.2019 roku, kiedy byłam w głębokiej rozpaczy, trafiłam też na policję i do MOPS, gdzie była pani urzędnik z komisji mieszkaniowej. Zapytałam ją, dlaczego nam zgotowała jeszcze większą tragedię niż mieliśmy, bo możemy zginąć w płomieniach. Ta pani nic nie odpowiedziała, a ja wyszłam zrozpaczona.
Następnego dnia czyli 17.09.2019 znalazłam się u pani dyrektor MOPS. Pani dyrektor stwierdziła, że pan G. musi zamieszkać w naszej kamienicy, nie może go umieścić w DPS bez jego woli. Wtedy zrozpaczona odpowiedziałam, że razem z synem zamieszkamy w MOPS, bo boimy się przebywać w swoim mieszkaniu, jak ten człowiek tam będzie. Pani dyrektor oznajmiła, że w takim razie wezwie policję i nas wyrzucą i żebym jej nie straszyła. Zrozpaczona wyszłam bez żadnej nadziei.

19.09.2019 roku trafiłam do dyrektor PCPR pani Frejlich z zapytaniem o zamieszkanie pana G. w ośrodku DPS. Odpowiedziała bez żadnych skrupułów, że zamieszka w kamienicy przy ul. 3 Maja 10. Poczułam się gorzej niż śmieć.
Na koniec przytoczę definicję życia, która jak widać, sprawdza się w dzisiejszych czasach: jak będziesz pił, będziesz fajnie żył, a ja nie piję i nie żyję”.

Nie pomaga się nie ludziom, którzy chcą spokojnie żyć, mają dzieci i chcą dla nich spokoju, ale alkoholikom.

Zrozpaczona mieszkanka kamienicy przy 3 Maja 10 pojawiła się w naszej redakcji w poniedziałek, 16 września. Szlochająca, roztrzęsiona, powtarzająca że chce by jej syn mógł spokojnie spać, uczyć się. Budynek w którym mieszkają jest stary, zrujnowany, zawilgocony. Pani Bożena nie miała łatwego życia, jak twierdzi, przez to że zaufała niewłaściwym osobom, straciła dużo pieniędzy i mieszkanie. Teraz ze względu na swój stan zdrowia i chorobę syna utrzymuje się z alimentów i świadczeń, nie stać ją na zakup własnego lokum. To, które dostała od gminy było zagrzybione, zrujnowane, ale ogarnęła je jak mogła. Jest wysoko na liście oczekujących na przydział czegoś lepszego, wciąż czeka i wszystko czego chce, to spokój. Wiadomo jednak, że w mieszkaniach tego typu, w gminnych budynkach wielorodzinnych, gdzie panują gorsze warunki, kwateruje się różnych lokatorów. Tak jest w koszarach, poniemieckich blokach i innych podobnych budynkach. Jakiś czas temu pisaliśmy o uciążliwym sąsiedzie z rynku, który funduje istny koszmar zamieszkującym w tej samej kamienicy rodzinom. Co z tego, że powiadamiają służby, dzwonią na policję, skoro mężczyzny wciąż nikt nie może zmusić do posprzątania mieszkania (fetor, robactwo) i dbania o higienę osobistą. Nie reaguje na uwagi, nawet groźby, chyba że agresją i wyzwiskami.
Pani Bożena i jej syn jeszcze do niedawna również żyli w strachu z powodu nadużywającego alkoholu sąsiada. Gdy zmarł mieli nadzieję że teraz będzie inaczej, ale niestety nie trwała długo. Dowiedzieli się że w mieszkaniu obok przydzielono panu G. znanemu z awantur, agresywnych zachowań, spożywania alkoholu. Pani Bożena twierdzi, że już przy pierwszej rozmowie powiedział, że rozpali w mieszkaniu ognisko i ich spali. Różni ludzie opowiadali jej o zachowaniu pana G. i jeszcze bardziej ją wystraszyli. Stąd jej determinacja, by zapobiec wprowadzeniu się, delikatnie mówiąc, kłopotliwego sąsiada. Problem w tym, że zgodnie z obowiązującym prawem, mężczyzna nie jest ubezwłasnowolniony, nie można go więc bez jego woli umieścić w domu pomocy społecznej i ma prawo do lokalu socjalnego, który należy mu zapewnić, szczególnie że zbliża się zima. Nasza gmina nie ma mieszkań socjalnych, rzadko też, jak twierdzi prezes TBS Paweł Krężołek, zdarzają się lokale, w których można zakwaterować jedną osobę, a taki właśnie zwolnił się przy 3 Maja 10. W sumie nie było więc innego wyjścia niż przydzielić go panu G., tym bardziej że naciskali na to pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wiadomo, że osoba niepełnosprawna, bezdomna, która nie chce przebywać w noclegowni czy domu opieki, nie może na zimę zostać na ulicy.
Z rozmowy z dyrektorem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej Agatą Kołakowską i pracownikiem socjalnym zajmującym się sprawą pana G. wynika, że jest on pod opieką Ośrodka od kilku lat. Mieszkanie, w którym wcześniej przebywał, na ulicy Pana Tadeusza w Pułtusku, strawił pożar, za który odpowiedzialna jest inna osoba. Wprawdzie pan G. potem wrócił do tego lokalu, nawet zaczął go remontować, ale z powodu zadłużenia został eksmitowany z prawem do lokalu socjalnego. Jakiś czas przebywał w noclegowni, z której jednak z własnej woli zrezygnował. Wiadomo też, że leczył się na oddziale psychiatrycznym, gdzie został odwieziony przez policję, ale co do szczegółów i przyczyn jego hospitalizacji, panie nie mogły się wypowiedzieć. Twierdzą natomiast, że po leczeniu szpitalnym zmieniło się jego zachowanie, nie jest już tak agresywny w stosunku do innych osób. W siedzibie MOPS-u, gdzie je posiłki, myje się, pierze ubrania, zawsze pojawia się trzeźwy i zostawia po sobie porządek. Jeśli w nowym lokum byłby agresywny, zachowywał się nieodpowiednio w stosunku do sąsiadów, są na to sposoby, należy wzywać policję. Czy warunki panujące w starej kamienicy przy 3 Maja 10 są dla niego odpowiednie? Gmina, która przydzieliła lokal panu G., powinna mu zapewnić podjazd dla wózka inwalidzkiego, a MOPS w ramach swojej działalności usługi opiekuńcze, oczywiście jeśli będzie ich potrzebował.
– Dawno już pomyśleliśmy o tym, że najlepszym rozwiązaniem dla tego pana byłoby umieszczenie go w domu pomocy społecznej. Problem w tym, że pan G. jak każdy klient naszego Ośrodka nie jest pozbawiony praw obywatelskich, może o sobie decydować i odmawia pójścia do domu pomocy społecznej czy też do noclegowni – powiedziała Tygodnikowi dyrektor MOPS-u Agata Kołakowska. – Pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy, było złożenie do sądu wniosku o przymusowe umieszczenie pana w domu pomocy społecznej. To już trwa drugi miesiąc, bo wniosek złożyliśmy w sierpniu. Teraz sąd, przed podjęciem decyzji, powołał biegłego, więc sprawa trwa. Jeżeli zapadnie wyrok o przymusowym umieszczeniu pana w placówce, dokonamy takich czynności. Zanim jednak to się stanie, musimy mu zapewnić lokum, gdyż jest już taka pora roku, że ten człowiek nie może zostać na ulicy. A jak będzie się zachowywał, jakie będą relacje z sąsiadami, trudno powiedzieć. W sytuacjach konfliktowych sąsiedzi powinni wzywać policję. Dopóki nie mamy postanowienia sądu, nie możemy nic więcej zrobić.
Do sprawy będziemy powracać.
Ewa Dąbek

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *