pultuszczak

Facebook


Kocham ten zawód!

2018-07-11 10:21:35

Tegoroczna inauguracja Lata z Radiem odbyła się 23 czerwca, aż w czterech miejscach Polski – ze studia w Warszawie, z Tarnowa, Polic i naszego Pułtuska. Dla pułtuszczan to radość i zaszczyt usłyszeć na najdłuższym rynku w Europie polkę Lata z Radiem. A my jak zwykle sentymentalni i przywiązani do niepowtarzalnych ludzi z naszego podwórka, postanowiliśmy przypomnieć człowieka – legendę, który wraz z innymi dziennikarskimi sławami tworzył Lato z Radiem, a potem przez lata pracował w telewizji. Kto to zapytacie? Pułtuszczanin, Józef Śniegocki!

Józefa Śniegockiego kojarzą starsi mieszkańcy całego Mazowsza i nie tylko. Dziennikarz, publicysta, były pracownik Polskiego Radia i telewizji w Warszawie. 43 lata przepracował w Polskim `Radiu, przeprowadził setki wywiadów, przygotował niezapomniane reportaże z kraju i z podróży po całym świecie. Jest absolwentem wydziału nauk politycznych i dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Wspólnie z redaktorami m.in. Tadeuszem Sznukiem, Krystyną Czubówną, Andrzejem Turskim, Andrzejem Matulem, Piotrem Sadowskim był założycielem popularnych audycji radiowych – Sygnały Dnia i właśnie Lato z Radiem. Jest głównym pomysłodawcą i założycielem Telewizyjnego Kuriera Mazowieckiego, również autorem felietonów i artykułów w Trybunie Mazowieckiej, Dzienniku Ludowym, Zarzewiu, Słowie Powszechnym, itp. Posiada blisko 40 odznaczeń państwowych, resortowych i lokalnych.

Takiego człowieka mamy w naszym mieście! Józef Śniegocki jest rodowitym pułtuszczaninem i wnukiem pierwszego burmistrza naszego miasta w 1918 roku – Stanisława Śniegockiego. Przy tym cudownym człowiekiem, zawsze uśmiechniętym, serdecznym, którego nie dotknęło, często przychodzące z wiekiem zgorzknienie. Naszą redakcję odwiedza przynosząc filmy z lokalnych uroczystości, w których realizacji i montażu pomagają mu syn i wnuk, bo wciąż jest dziennikarzem i jak sam mówi, kocha ten zawód. A opowiadać o swojej pracy może bez końca, barwnie, z nutką nostalgii, ale i niezwykłą radością z tych przepracowanych lat.

Nie wszyscy wiedzą, że właśnie dzięki Józefowi Śniegockiemu w Pułtusku jest ulica Teofila Kwiatkowskiego, sławnego malarza, syna szewca z Pułtuska, który mieszkał przy ulicy Daszyńskiego. Nikt o tym wcześniej nie pamiętał. Dopiero przyjaciel pana Józefa z Paryża, który pisał książkę o Teofilu Kwiatkowskim, serdecznym przyjacielu Fryderyka Szopena, zwrócił się do pułtuszczanina, żeby pomógł mu odnaleźć dokumenty malarza – świadectwo urodzenia, metrykę.

– Ja to wszystko załatwiłem – podkreśla Józef Śniegocki wciąż powtarzając, ze wiele spraw udało mu się, mówiąc kolokwialnie, „przepchnąć” ze względu na swoje kontakty i znajomości z różnymi ludźmi, z którymi stykał się w swojej pracy.

A oto kolejna ciekawostka związana z osobą dziennikarza i naszym muzeum regionalnym.

–  W 1964 roku, w wieży ratuszowej w Pułtusku założyłem muzeum, które do tej pory funkcjonuje jako muzeum regionalne. Powstało ono w inicjatywy społecznej pana Czesława Dubiejka, dyrektora biblioteki, prokuratora mec. Serafina, mec. Olczaka i wielu innych osób. Jeździliśmy po terenie i zbieraliśmy eksponaty, a potem muzeum zostało zarejestrowane. O tym fakcie zapomniano nawet  przy okazji obchodzonego jubileuszu muzeum – wspomina Józef Śniegocki.

– Oprócz tego, że pracowałem w polskim radiu a potem przeniosłem się do telewizji, zostałem rzecznikiem prasowym z Zjednoczeniu Polskich Zakładów Lotniczych. Pomagałem państwu Walterom, którzy prowadzili STUDIO 2, w przygotowywaniu programów wyjazdowych.

Przypominając rok 1971, kiedy to powstało Lato z Radiem, pokazuje mi czarno – białe zdjęcie, na którym jest w trakcie radiowego nagrania z Mieczysławem Marciniakiem, Włodzimierzem Łuszczykiewiczem, Tadeuszem Sznukiem, Andrzejem Matulem.

– Słynny reżyser dźwięku, który nas nagrywał, to był Grządziela i drugi, którego nazywaliśmy Złota rączka to był Marian Adamski. Przed Latem z Radiem pracowałem w Głosie Mazowsza i Sygnałach Dnia. Lato z radiem powstało w 1971 roku, naszym szefem był Aleksander Tarnawski, który był moim serdecznym przyjacielem. Była to jedna z pierwszych audycji prowadzonych na żywo. Na przykład wyjeżdżaliśmy do kopalni soli w Wieliczce i stamtąd robiliśmy transmisję czy z Zalewu Zegrzyńskiego, gdzie była ekspozycja dzieł malarskich na plaży.

Czy Józef Śniegocki miewał w swojej pracy sytuacje podbramkowe, wpadki? Oczywiście, że się zdarzały, ale jakoś zawsze potrafił z nich wybrnąć.

– Audycja idzie na żywo – opowiada jedną z tych historii – Ja w Sygnałach Dnia, a czasami również w Lecie z Radiem dokonywałem przeglądu prasy ogólnopolskiej. Pewnego razu wpadam do radia, w którym miałem akurat dyżur. Po chwili przychodzi do mnie odpowiedzialny redaktor i mówi: „stary szybko wpadaj do studia”, bo Grzesiek Dziemidowicz czy ktoś tam nie przyszedł i nie ma kto czytać wiadomości. W związku z tym ja spocony, zmęczony, usiadłem w studiu i zacząłem czytać tekst. Mimo że trochę znam francuski, w tym popłochu, jak zobaczyłem zagraniczne nazwiska, to je pominąłem, ale jakoś poszło. Dostałem pochwały, że dobrze się spisałem.

Każdy dziennikarz ma jedną niezapomnianą rozmowę, wywiad czy historię które najbardziej utkwiły mu w pamięci. Józef Śniegocki podkreśla że każda rozmowa była dla niego wyjątkowa. Te z wielkimi politykami i ze zwykłymi ludźmi na ulicach.

– Chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci rozmowa z biskupem Zygmuntem Kamińskim. Właściwie nie dał mi dojść do słowa, ale był w tej rozmowie tak inteligentny, posiadał tak szeroką wiedzę, że zupełnie nie miałem mu tego za złe. Problem w tym, że wywiad trwał piętnaście minut, a ja na antenę musiałem zrobić półtorej minuty. Trzy godziny się męczyłem, żeby tak to skrócić, by znaleźć jakąś kwintesencję.

Niezwykle barwnie opowiada również o reportażu telewizyjnym, za który dostał nagrodę prezesa. Zrobił go w Szelkowie, a zatytułował Rozalia i Damazy. Było to rodzeństwo mieszkające na skraju lasu, oboje dobiegali dziewięćdziesiątki.

– Wszędzie na tej ich działce były ustawione czerwone flagi, oznaczające że teren był zaminowany. Mieszkali w lepiance, on robił miotły, które sprzedawał na targu w Makowie i za to kupował jedzenie. Żyli jak za dawnych czasów, w XIX wieku albo i dawniej. Potem zaczęli się nimi interesować wszyscy. Wójt wybudował im dom,a potem jak tam pojechałem, to na środku pokoju w tym domu paliło się ognisko. Tak byli przywiązani do tej swojej pierwotności!

Z nagrywania filmów zagranicą pan Józef ma równie piękne wspomnienia. Pracował a jednocześnie wypoczywał, zwiedzał świat, często zabierał na te wyjazdy członków rodziny. Realizował program Kurier Zagranicą, który trwał od 15 do 20 minut.

– Telewizja nie wydawała złotówki na te moje wojaże. Zaprzyjaźniłem się z właścicielem biura turystycznego w Płocku i z tymi wycieczkami jeździłem po świecie, nagrywając programy. Dawałem im kasetę z nagraniem, którą oni sprzedawali turytom, więc mieli przy okazji promocję. Takie to były czasy!

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *