pultuszczak

Facebook


Już się nie podniosą

2015-08-04 11:55:26

Poważne kłopoty prężnie działającego zakładu przetwórstwa mięsnego we Winnicy były dla nas wszystkich, nie tylko mieszkańców powiatu, ogromnym zaskoczeniem. Firma produkowała znane na całym Mazowszu wędliny, zatrudniała kilkuset pracowników, cieszyła się wśród rolników oddających żywiec dużym zaufaniem…

Wielu z nich dziś straciło nadzieję, że odzyska swoje pieniądze. Temat masarni we Winnicy poruszaliśmy od 2013 roku kilkakrotnie, przypuszczając że zakładowi uda się podnieść z zapaści. Tak zresztą zapewniał pełnomocnik firmy, wdrażający program naprawczy. Przypomnijmy fragmenty artykułu publikowanego w Tygodniku we wrześniu 2013 roku, zatytułowanego „Pomóżcie nam się podnieść”:

W trakcie ostatniego posiedzenia winnickiej Komisji Rewizyjnej, zgromadzeni wysłuchali obszernego wystąpienia przedstawiciela winnickiej masarni Pawła Skocznia, który w obecności byłego właściciela Andrzeja Szczerby, ponowił prośbę o umorzenia podatku od nieruchomości. Chodzi o należności za lata 2011-2013, na łączną kwotę ok. 400 tysięcy zł (…) Od momentu, gdy rozpoczęły się prace związane z przejęciem i ponownym uruchomieniem masarni minęło 14 miesięcy. Było już kilka terminów uruchomienia i optymistyczne zapowiedzi, które w żaden sposób nie przełożyły się na rzeczywistość. Cóż więc się stało?

– Materia na którą się natknęliśmy, to braki dotyczące dokumentacji, w niewłaściwy sposób prowadzonej- wyjaśniał Paweł Skoczeń. – Pan Andrzej prowadził nadzór nad produkcją, ale w przypadku dokumentacji tego nadzoru nie było. Wyprostowanie tego wymagało dużo czasu, by nie doprowadzić do likwidacji lub ogłoszenia upadłości zakładu. Te dwie rzeczy byłyby czymś najgorszym dla dostawców surowca do produkcji, bo nie mogliby liczyć na pieniądze. Według kategoryzacji zobowiązań pierwsi w kolejności byliby: przede wszystkim bank, ZUS, Urząd Skarbowy, a dopiero potem dostawcy surowca (…). Nie będę też ukrywał, że pan Andrzej był dużym graczem na rynku lokalnym, jeżeli chodzi o północne Mazowsze. W zasadzie 70% produkcji z terenu Winnicy, trzody i bydła, trafiało do pana Andrzeja. Duży gracz zniknął z rynku i w tym momencie na jego miejsce ten rynek zaczęły zdobywać inne zakłady z okolicy. W systemie wolnorynkowym konkurencja rządzi się swoimi prawami i ten „boży palec” niestety też był dokonany przez konkurencję, w różnych instytucjach, o czym żeśmy się dowiedzieli, a pewne rzeczy mamy również na piśmie. W końcu jednak dobrnęliśmy do momentu, w którym zaczęliśmy finalizować temat wypłaty środków dla dostawców i nie tylko, bo przede wszystkim też dla pracowników masarni (…).

– Szanowni państwo, potrzebujemy państwa pomocy, żeby utrzymać zakład, żeby w gminie Winnica znów były miejsca pracy – apelował Paweł Skoczeń – Bo musimy sobie zdawać sprawę, że z niektórych domostw i dwie, i trzy osoby były zatrudnione w masarni. A przede wszystkim zakład był i będzie głównym odbiorcą tego, co miejscowi rolnicy wyprodukują. Taki odbiorca i pracodawca jest w gminie winnica potrzebny.

Niestety, już w czerwcu 2014 roku informowaliśmy o pierwszej licytacji majątku winnickiego zakładu, choć wcześniej kilkakrotnie spotykaliśmy się z jego przedstawicielem i słyszeliśmy pełne optymizmu zapowiedzi. Mówił, że właśnie trwają ostatnie przygotowania do ponownego uruchomienia produkcji, która ruszy lada chwila. Niestety, finansowe problemy zakładu zaszły za daleko, by udało się go podnieść i przywrócić do dawnej świetności. Jest to ogromna strata dla lokalnego rynku pracy ale przede wszystkim rolników, którzy do tej pory nie odzyskali swoich pieniędzy i mają na to raczej nikłe szanse. Jeśli nawet w kolejnej licytacji uda się sprzedać zakład, rzecz jasna za mniejsze pieniądze niż jest w rzeczywistości wart, to i tak w kolejka dłużników jest długa, a prywatni dostawcy żywca znajdują się na jej szarym końcu, nie wiadomo więc czy dla nich wystarczy środków.

– Rolnicy mają znikome szanse na odzyskanie swoich pieniędzy. Odbyła się się już trzecia licytacja i za każdym razem cena idzie w dół. Teraz pewnie będzie za jakieś cztery miliony z groszami, a i tak nie ma zainteresowanych, choć to poniżej wartości – potwierdza wójt gminy Winnica Mariusz Kowalewski. – Dług niwelowano w taki sposób, że podpisywano porozumienia z wierzycielami, by rezygnowali z części pieniędzy, a gdy firma się otworzy, coś tam odzyskają. Niektórzy podpisywali taki dokument, na papierku dług malał, bo przysłowiowy Kowalski czy Malinowski zrezygnował, ale w rzeczywistości sytuacja zakładu nie ulegała zmianie. Docierały do nas również informacje, że zakład ma niebawem wznowić produkcję, słyszałem nawet, że ksiądz został wezwany na poświęcenie i zastał zamkniętą bramę. Po prostu wprowadzano nas wszystkich w błąd…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *