pultuszczak

Facebook


Jest nakrętka na to, żeby grać

2019-04-10 11:42:59

Mateusz Miłoszewski – dyrektor MOSiR-u – w jednym z niedawnych numerów „TP” powiedział: „Cieszę się, że są w Pułtusku ludzie pozytywnie zakręceni na sport”. Wymienił tu nazwisko Martyny Kaczmarczyk z DZIECIUCHOWA, która zgłosiła się do dyrektora Miłoszewskiego z propozycją zajęć dla kobiet – z koszykówki

Idąc tym tropem, w ubiegły wtorek, udaliśmy się na trening pań do hali PSP 4. Na sali siedemnaście kobiet, wśród nich Martyna Kaczmarczyk, ta, która jest inicjatorką zajęć z koszykówki. – Pomysł wyszedł z własnej potrzeby – mówi pani Martyna, która na pytanie, jak wyglądał nabór, odpowiada, że najpierw był telefon do dyrektora Mateusza Miłoszewskiego. – Powiedziałam, że chcę stworzyć drużynę koszykówki. Spytał: – „Ale jak to?”- No tak, po prostu drużynę kobiet 30+, 40+. Żeby pograły. – „No dobrze, to działaj” – usłyszałam.

Tak pani Martyna zaczęła działać. Zamieściła informację na swoim FB o naborze. Odzew był bardzo duży. Spora też rozpiętość wiekowa zgłaszających się pań. M. Kaczmarczyk: – W tej chwili jest około 50 pań, które chcą grać i które kiedyś i gdzieś grały. Skąd są? Z Pułtuska, spod Serocka… Prawie wszystkie z nich grały. Teraz to w większości już mamy dwójki – trójki – czwórki dzieci, też mamy, które niedawno urodziły dzieci. Ta chęć grania wróciła do nich na nowo.Mają potrzebę wejścia w grę zespołową, w rywalizację. Poza tym kontakt z innymi kobietami jest fajny, że mamy to samo zainteresowanie, czyli KOSZ, że te same problemy… Na poprzednim treningu miałyśmy dużo fajnej zabawy, rozruchu – no to był prawdziwy trening. No i tu trzeba wspomnieć o tym, że kobiety kończąc etap szkoły, przestają mieć do czynienia z grą. Te, które idą na studia, to jeszcze sobie pograją, ale dużo kobiet idzie na studia zaoczne, do pracy, potem jest rodzina, są dzieci i te pasje sportowe gdzieś zanikają…

Teraz pytanie: czy panie stworzą drużynę? Czy na dłuższy czas? Z wypowiedzi pani Martyny wynika, że tak. Panie są pełne zapału, zaangażowania, mają chęci, nawet presję na granie. – O koszykówce rozmawiamy też na FB: „Dziś mnie nie będzie na treningu, ale myślę o was, będę na kolejnym koniecznie”… Wspieramy się. Jest taka nakrętka na to, żeby grać. To jest bardzo dużo. Kobiety są zadowolone, uśmiechnięte. Ja po pierwszym treningu usłyszałam od mamy, że „tego było trzeba”. Fajna inicjatywa. I mam nadzieję, że to się przyjmie. Ale też słyszałam, co mówi druga strona, mężczyźni: „A gdzie wy będziecie grały w tym wieku?!”, „To już nie jest ten moment, nie ma już takiej formy”. A jest tak, że część mężczyzn nie widziała swoich żon w akcji na boisku. I tu mamy moment zaskoczenia – spojrzenie na żonę z innej perspektywy.

– Panie spisują się rewelacyjnie. Chociaż nimi jest tak, że jedne są bardzo zaangażowane, drugie troszkę mniej i trzeba je gonić – śmieje się trener pań Łukasz Miłoszewski.

Zresztą śmiechu jest na treningu co niemiara. Na luzie. Wyniki się tu nie liczą, jedynie nastawienie na bycie we wspólnocie i czerpanie przyjemności z ruchu.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *