pultuszczak

Facebook


Ile może znieść matka?

2018-07-25 9:36:02

Na co dzień zajmujemy się sprawami lokalnych samorządów, przedstawicieli władz, urzędników, ale również, a może przede wszystkim, zwykłych ludzi. Te z pozoru prozaiczne, czasami bywają dla nas samych niełatwe. Bo jak tu się pogodzić z niesprawiedliwością, krzywdą, upokorzeniem, beznadzieją?

Blok na jednym z pułtuskich osiedli, przy ul. Podchorążych, odwiedziłam w zeszłym tygodniu. Sąsiedzi starszej pani poinformowali mnie o jej trudnej sytuacji, która odbija się również na innych mieszkańcach bloku. Chodziło o domowe awantury wywoływane przez córkę kobiety i jej konkubenta oraz trudne do wytrzymania sąsiedztwo kilku kotów, przetrzymywanych w małym mieszkanku.

Uprzedzona o mojej wizycie kobieta z obawą otworzyła drzwi i wyjrzała na korytarz. Na schodach minęłam się z jej córką, osobą ponad 40 – letnią, znaną mi wcześniej z wizyt w redakcji. Jakiś czas temu to ona prosiła mnie o pomoc w uzyskaniu mieszkania. Twierdziła, że z tego które wynajmują z konkubentem, właściciel ich wyrzuca, a matka nie chce jej przyjąć do rodzinnego domu. Kiedy zapytałam, dlaczego młodzi, zdrowi ludzie nie mogą wynająć innego mieszkania, skoro teraz jest tyle pracy, kobieta odpowiedziała, że musi się zajmować kotami i do pracy nie pójdzie. Już wtedy wiedziałam, że coś tu śmierdzi… Potwierdziło się to niestety również w dosłownym słowa znaczeniu.

Wróćmy jednak do matki, którą zastałam w mieszkaniu. Szczuplutka, drobna, skulona i przestraszona. Zaprosiła mnie do małej kuchenki, czyściutkiej, choć fetoru kociego moczu nie dało się nie poczuć. Kobieta rozpłakała się z bezsilności i żalu. Córka wraz z konkubentem i kilkoma kotami zamkniętymi w szafce sprowadziła się do jej spółdzielczego mieszkania, nikogo nie pytając o zgodę, jak tylko wyrzucono ich z wynajmowanego lokalu. Twierdzi, że jej się tu należy, bo jest zameldowana i wyprowadzać się nie zamierza. Jej matka ze łzami w oczach powtarza, że nie ma już siły, dłużej nie da rady. Na całe dnie ucieka do siostry, bo nie da się tu mieszkać. Uchyla mi drzwi małego pokoju, który zajmuje córka, a ja cofam się z obrzydzeniem. Na kanapie leżą koty, kilka ogarniam wzrokiem, a wszędzie wokół ich odchody. Żadnej kuwety, żwirku, po prostu załatwiają się na podłogę przy łóżku, w rogu pokoju. Chodzą też po całym mieszkaniu, szafkach kuchennych, parapetach. Starsza kobieta nie daje rady z myciem i sprzątaniem oraz kupowaniem środków czystości, które przynajmniej w pewnym stopniu niwelują straszny fetor.

Jej córka rozpoznała mnie, gdy mijałyśmy się na schodach. Zachowywała się jak w ataku szału. Wpadła za mną do mieszkania, poleciały wyzwiska w kierunku moim i jej matki. Na obelgi pod swoim adresem starałam się nie zwracać uwagi, ale najbardziej zabolało mnie, gdy córka wykrzykiwała do matki wulgaryzmy, mówiła że jest konfidentką, że jakby zamknęła mordę, nikt by się nie dowiedział, że jej miejsce jest na cmentarzu i jak jej nie pasuje, może się wynosić. Wykrzykując zadzwoniła do konkubenta, chcąc na nim wymusić, by się pojawił i wyrzucił mnie z mieszkania.

Wezwałam policję, patrol przyjechał bardzo szybko. Policjanci znają ten dom, tę rodzinę. Matka jest objęta procedurą niebieskiej karty. Córka nie od dziś pije alkohol i wszczyna awantury. Obrzuca wyzwiskami sąsiadów, panią z opieki społecznej, pana z administracji, którego spotkałam pod blokiem. Przy policjantach zupełnie zmienia zachowanie, jest świetną aktorką. Płacze, mówiąc że jest chora psychicznie, że pójdzie do psychiatry, zacznie brać tabletki, sprzątać po kotach. To oczywiście czcze obietnice…

Co można zrobić by uwolnić matkę od córki awanturnicy? Czy w wielorodzinnym domu można trzymać zwierzęta nie sprzątając po nich, a tym samym stwarzając zagrożenie epidemiologiczne dla innych mieszkańców? Co na to policja, spółdzielnia mieszkaniowa? Wychodząc z mieszkania przy Podchorążych obiecałam sobie, że za wszelką cenę pomogę starszej kobiecie odzyskać spokój, na jaki zasługuje. Policja zajmuje się sprawą, od komendanta otrzymałam zapewnienie, że zgodnie z zapisami Ustawy o ochronie zwierząt sporządzą do gminy wniosek o sprawdzenie warunków, w jakich przebywają koty i ewentualne odebranie ich nieodpowiedzialnej właścicielce. Ta twierdzi, że je kocha, a przetrzymuje w ciasnym pokoju w stertach odchodów. Aż trudno sobie wyobrazić, jak ludzie mogą jeść i spać w takich warunkach! Spółdzielnia mieszkaniowa, oprócz upominających pism niewiele może zrobić, ale nie pozostawimy starszej kobiety bez pomocy. O dalszym przebiegu tej sprawy poinformujemy wkrótce.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *