pultuszczak

Facebook


I WYSZŁYŚMY BEZ OBIECANEGO VOUCHERA

2020-01-29 9:01:59

Na początek dwa znane powiedzenia. 1.Głupich nie sieją, sami się rodzą i 2. Nic za darmo nie ma

Na początek dwa znane powiedzenia. 1.Głupich nie sieją, sami się rodzą i 2. Nic za darmo nie ma. Za darmo to można dostać nagrodę rzeźnika, czyli w ryja. A do czego zmierzamy? Ano do oszukiwania i łupienia, okradania i łapania na haczyk seniorów, ale i ludzi w średnim wieku, kogo się da
A na co dajemy się łapać? A na darmowy obiad, bezpłatne badanie lekarskie, nieodpłatne wejście na spektakl kabaretowy, na darmowy laptop, bezpłatny ekspres do kawy…  Po jakimś czasie, łap się za głowę, bowiem organizatorzy spotkań i bonusów sprytnie ukrywszy cel, zawarli z tobą umowę sprzedaży, a i kredytu. I to na sumę, która przyprawia biednego emeryta o palpitację serca.

Tyle wstępu, może niekoniecznie związanego ze spotkaniem, w którym uczestniczyłam. Ale do meritum.

Tuż przed SYLWESTREM odebrałam długi, natrętny telefon. Głos męski, niezbyt wysublimowany. Mówi, że jest przedstawicielem sieci nowo powstających hoteli i ma dla mnie voucher i zaprasza mnie z osobą towarzyszącą na trzydniowy pobyt do hotelu w Sochaczewie, Łomży lub w Zakopanem. Termin wykorzystania vouchera do mojego uznania. Rozbawia mnie ten pobyt w Sochaczewie i Łomży. Pytam: – A pan to tak mnie zaprasza jako dziennikarkę? Cisza. Rozmowa się urywa.

Jeszcze tego samego dnia dowiaduję się od  R. i L., że również odebrali identyczne jak ja telefony. Też ktoś tam ma dla nich vouchery.

Nazajutrz, w towarzystwie, opowiadam o tajemniczych rozmowach telefonicznych. Wśród nas jest też dziennikarka. Śmieje się. – Też miałam taki telefon i zaproszenie do Płocka. Powiedziałam, że dobrze, że dzwonią i zaproponowałam im reklamę w naszej gazecie. I cisza. Rozłączyli się.

W dniu, w którym miało nastąpić spotkanie z obdarowanymi voucherami  dzwoni L. Ma do odebrania voucher, ale jest poza Pułtuskiem, nie zdąży przyjechać. Prosi, żebym poszła po odbiór prezentu. L. uzasadniała wiarę w jego prawdziwość reklamowaniem nowej sieci hotelowej.  – Oni do mnie dzwonią, są natarczywi, w drodze wyjątku możesz ten voucher za mnie odebrać, wyrazili zgodę – dodaje. – Chyba nie wierzysz w to, co mówisz. Myślę, że  to zwykła ściema i coś się za tym kryje. Informacja o voucherach jest nieprecyzyjna i podejrzewam,  że te vouchery wchodzą w jakieś transakcje wiązane. Ale ok, pójdę, może to materiał dla TYGODNIKA ku przestrodze  – godzę się.

Wreszcie godzina ZERO, zaraz stanę się posiadaczką vouchera. Z W. u boku stawiam się równo o 13.30 w określonym miejscu. Wchodzimy. Półmrok. Po lewej stronie pomieszczenia ekran, przed nim garsteczka smutnych, skromnych emerytów, po prawej wyeksponowane garnki, u wejścia stolik, dwóch młodych mężczyzn i młoda kobieta. Naprzeciwko wejścia dwa polowe łóżka. Witamy się, panom błyszczą oczy, bo to dwie baby więcej… – O, matko, kobito, zaraz pan cię zbada – mówię do W.  – O, i gary widzę!  Pytam o głównodowodzącego. Podchodzimy do niego, siadamy. Mówimy, że przyszłyśmy po odbiór vouchera w imieniu pani L. „Żeby coś dostać, to trzeba coś od siebie dać, trzeba posiedzieć godzinkę. Wpisałyście się tam, panie?” – pyta pan. „No to trzeba godzinę z panem  rozmawiać?” – dziwi się W. „Gadaj, ja jestem trochę niemowa, to się przysłucham” – wyjaśniam.  Pan: „Pani jest niegrzeczna. Powiem pani, cwaniakować to może pani w domu. Ja mam nerwy krótkie i powiem pani tak, że wstydu mogę pani narobić, nie pani mnie. Ta pani jest w porządku (wskazuje na W.). Ja nie będę przy niej rozmawiał (wskazuje na mnie). Ja jestem uśmiechnięty”. Ja: „Bardzo, od ucha do ucha”. Pan do W.: „Ja jeżdżę od 17 lat, jak miałbym panią oszukać dzisiaj, to ja bym tu nie przyjechał, żeby panią oszukać. Rozumie pani? Ja jestem miły, vouchery są naprawdę, może pani przy mnie zadzwonić”. W.: „Ale ten voucher dostanę od pana dzisiaj?”. „A myśli pani, że co? Ma pani cały rok na  wykorzystanie go, o tym będą mówić na początku spotkania. Pani wie, ile voucher kosztuje? Wiedzą panie, co to jest voucher? Żeby otrzymać voucher, to co trzeba zrobić?”. W.: „W prezencie mogę otrzymać”. On: „No za niego nie będzie musiała pani płacić, ale coś będzie musiała pani zrobić”. W.: „No, godzinę rozmawia czy też i te  gary kupić?”. On: „Wydać opinię, ktoś tego oczekuje, nic nie musi pani kupować, dostanie pani w prezencie, ale trzeba być miłym”. Ja do koleżanki: „Klasyfikujesz się”. W.: „Ja muszę przekazać pani L., z którą pan rozmawiał i obdarował, że …”. On, przerywa W.: „Ja powiem pani krótko, to ja ją zapraszałem, to ja jestem właścicielem tego i mogę zaprosić i wyprosić. I drogie panie, żeby tutaj wejść, to trzeba się tam zameldować. Panie nie wiedzą, o co chodzi?”.  Ja: „No właśnie!”. On do mnie: „A żeby pani się dowiedziała, musiałaby tu zostać, ale pani tutaj nie zostanie”.  W.: ” Ja nie twierdzę, że nie  zostanę, ale proszę więcej szczegółów, na co zostaję?”. On: „Wie pani, nie mam siły, niech mi pani wierzy. Niech pani przekaże koleżance najserdeczniejsze życzenia w Nowym Roku”. W.: „To firma, która nie chce o sobie nic powiedzieć!”. On: „Ale co mam powiedzieć przed spotkaniem?”. Podchodzi do nas mężczyzna stojący przy drzwiach, bacznie nas obserwujący, słuchający naszej rozmowy. Ja: „Posiłki intelektualne idą”. Panowie wypraszają nas. „Mniej wiecie, panie, dłużej żyjecie” – słyszymy. Już na schodach, odprowadzani przez mężczyzn. W.: „Uważaj, żeby pan cię  nie zepchnął”. On do W.: „Chyba już panią ktoś zepchnął?!”.

Wychodzimy jeszcze głupsze niż weszłyśmy. Rozbawione, chociaż  obrażone.  Oczywiście nie wiemy, jak zakończyło się spotkanie, na które przyszłyśmy, aby się przekonać, co znaczy dane SŁOWO (Przypomnijmy: „Mamy dla pani voucher do odebrania. Może go odebrać wskazana osoba”). Nie wiemy więc, czy  ktoś dostał voucher, czy ktoś kupił gary, a może tylko zbadał stopy… Może nawet tym razem nikt nie został oszkapiony, ale po co zaraz ten cały cyrk?

GRAża

KU PRZESTRODZE
Ponieważ zostałam wyproszona ze spotkania w Domu Rzemiosła (zadawałam organizatorom TRUDNE pytania), nie wiedziałam, jak przebiegało  „rozdawnictwo” obiecanych prezentów. Dziś już wiem. Jak mi opowiadał jeden z uczestników spotkania, chodziło o zakup garnków, a przez to o udział w losowaniu voucherów. Jak widać, spotkanie nie miało nic wspólnego z tym, co organizatorzy obiecali, telefonując do licznych pułtuszczan. A poszłam na spotkanie (chociaż podejrzewałam oszustwo) poproszona przez osobę, której  w rozmowie telefonicznej obiecano voucher.

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *