pultuszczak

Facebook


FAJNIE BYŁO, PRZEMINĘŁO

2017-11-10 11:24:01

Pułtuski DREWNIAK… Wśród rodowitych pułtuszczan kojarzony natychmiast z dawnym Przedszkolem Miejskim nr 1 przy Kościuszki 9A. Jego zakładem patronackim była PEŁTA, stąd korzyści dla przedszkola, stąd autokar dla potrzeb przedszkolaków

Za swojego życia DREWNIAK budził olbrzymie zainteresowanie dzieci z Kościuszki, szczególnie tych, które nie znały przedszkolnego życia, BAWIONE w domach przez babcie i niepracujące mamy. Dziś to wstydliwa ruina, obok której trudno przejść obojętnie. Bo… Na ścianie DREWNIAKA mieści się pamiątkowa tablica, zawieszona w 1983 roku z inicjatywy PTS-K, informująca o tym, że w latach okupacji mieścił się w nim hitlerowski obóz pracy przymusowej. Wielu z maltretowanych więźniów poniosło tu śmierć, wielu – wywiezionych – zginęło w obozach koncentracyjnych.

Nas interesuje PRZEDSZKOLNE życie DREWNIAKA, stąd nasze uczestnictwo w spotkaniu towarzyskim pracowniczek przedszkola w październikowy wieczór, w KASKADZIE. Zorganizowały je Bożenka Biernacka i Basia Zapałowska, Krysia Abramczykowa… Przyszło 19 pań.

Danusia Miętkiewicz – bez namysłu – informuje, że seniorki DREWNIAKA to Danusia Laskowska i Irenka Jarosikowa, bo Wandzia Ignatowicz już na niebiańskich polanach, nie żyją też pracownicy z obsługi technicznej. Danusia i pozostali pracownicy przedszkola odeszli z niego 30 czerwca 1992 roku. Ćwierć wieku temu! – Zamknęli, zlikwidowali – tak sprawę ujmuje D. Miętkiewicz. – Pani Dzierżanowska świętej pamięci, Basia, pisała prośby o nielikwidowanie placówki, ale wszystko na nic. Władze tak postanowiły. Sporo nas odeszło, ze dwadzieścia parę osób… Część poszła na emerytury, na renty, część do pracy w innych placówkach – Zosia Piechocińska, Tereska Sepełowska, Ala Łukaszewicz, Bożenka Biernacka, np. do zielonej szkoły, tak nazywam szkołę, która była w Tąsewach (dziś SOSW-gmd). Jasne, że oburzenie było w związku z zamknięciem przedszkola.

Danka do pracy przyszła w 1975 roku, dyrektorką była chyba wtedy pani Zosia Nikiciukowa. – Przeszłam przez wszystkie grupy dziecięce, w zasadzie nie miałam maluszków, je miała pani dyrektor i ktoś tam przychodzący. Tak, rytmika też była, przychodził pan. No, nasze przedszkole było najlepsze na owe czasy, było najlepszą placówką w mieście, ale stan techniczny, powiedzmy szczerze, był byle jaki. Słynny DREWNIAK, ale bardzo strome schody (je zapamiętałam z podglądania przedszkola jako dziecko – gmd), dobrze, że nigdy nam się nic na nich nie zdarzyło…

Pani Danusia, po latach, przywodzi z pamięci swoich przedszkolaków – Alę Hryniewicz, Michała Mitkowskiego, Adasia Góreckiego – dzieci, które mają swoje dzieci… Jakie były te dzieci? Kochane. Małgosia Grzesiak zapamiętała małego Żebrowskiego, Martę Latek, która płakała, trzymając ciocię za rękę, tak, że ta nie mogła wyjść do toalety. – Kiedy przychodziłam do domu, mówiłam: „Martusiu, nie płacz”, chociaż w domu nie miałam Marty. Pamiętam też chłopczyka, którego trzeba było odrywać od babci, aż jej porwał fartuszek. Pamiętam czteroletniego chłopczyka z oryginalnymi jeansami, który kładąc się spać, składał je na biurku, mówić, żebym je pilnowała. I jeszcze zapamiętałam chłopca, który w stanie wojennym zdradził mi rodzinną tajemnicę. Powiedział: „Proszę pani, powiem pani coś, a mój tatuś to tyle cukru nakupił, że będzie z niego bimber pędzić”. Irenka Dagis zapamiętała Pawełka Komorowskiego… Zosia Piechocińska wspomina Martusię Latek, córkę Ani, polonistki z KLAUDYNY. Marta prosiła: „Ciocia, daj mi farby i pędzel, ja pomaluję piece na ładny kolor. Czemu te piece są brązowe?!”

A ten DREWNIAK?! – Był fantastyczny – podaje Danuta. I tak będą mówić wszystkie moje rozmówczynie. Pedagogiczno – towarzyski raj. Przemiła, kapitalna atmosfera, jedna wielka rodzina. Nic, tylko wspominać. Dla niektórych praca w DREWNIAKU była pierwszą w życiu, jak dla Gosi Grzesiak. Takie wyposażenie na resztą pedagogicznego życia. Danusia: – No, żyłyśmy – znaczy żyliśmy fantastycznie, bo i rodzynki się zdarzały… Do końca z nami pracowała pan Andrzej Trzciński, konserwator, przywoził towar, pan Szymański był palaczem, pan Morawski, pan Waloch był…

Jakieś przeżycia pozostające w pamięci przez dziesięciolecia? Owszem. Opowiada Danusia: – Przyszła do nas dziewczynka, która miała padaczkę, co mama zataiła. I ta dziewczynka dostał ataku, ja nie wiedziałam, jak zareagować, to było straszne przeżycie… Straszne! Mama bała się wyjawić prawdę o chorobie córeczki, trudno się było dostać do przedszkola… Rodzice różne fortele stosowali, by ich dzieci dostały się do naszego przedszkola. Pani Danusia Laskowska: – Niebezpiecznie było na drewnianej podłodze – kiedy dzieci rzucały się na nią, drzazgi im wchodziły…. Takie małe niebezpieczeństwa, ale poważniejszych wypadków nie było…

Za przedszkolem był plac zabaw, duży, ładny, były ogródeczki dla starszych grup. – Zabawki? Były (śmiech). Wycieczki były, święta… – wymienia pani Danuta. Małgosia Grzesiak również dobrze pamięta plac zabaw, na jego końcu były kurki pana Andrzejka, palacza. Były huśtawki, była karuzela, altanka dla dzieci, piaskownica – wszystko co potrzebne. – No i codziennie musieliśmy zażywać świeżego powietrza z dziećmi, mogliśmy więc biegać do woli na trawie za placem zabaw. Ten plac pozostał… – dodaje Małgosia.

Małgosia Grzesiak rozpoczęła prace w `84 roku. – Jak powiedziałam, wznosząc toast, spotkałam tu samych wspaniałych ludzi. Atmosfera przemiła, tak się dogadywałyśmy! Jak była wizytacja, to jedna była za wszystkimi, wszystkie za jedną. Szczerze mówię, tak było zawsze. Sympatycznie. Siedem lat tam byłam, do rozwiązania placówki. Opinię miała doskonałą – ciepłą i serdeczną, chociaż warunki nie były najlepsze. Na początku mojej pracy trzy sale były na dole, dwie na górze… Strome schody… Dyrektorem była pani Teresa Trukawkowa, bardzo dobry dyrektor, bardzo dobry człowiek. A my nauczycielki pomagałyśmy sobie… Przez te siedem lat nie zanotowałam w pamięci żadnej kłótni między nami, żadnego nieporozumienia. Ja miałam w grupie 33 dzieci, pomagała mi jedynie pani woźna, rozkładała leżaki… To pani Jadzia. Kuchnia? Przyrządzanie dań było na miejscu. Przyrządzała nieżyjąca już pani Kowalska, Basia Lange…

Kiedy przedszkole zamknięto, Małgosia znalazła pracę w szkole społecznej, 11 lat tam pracowała. Z dobrym bagażem dobrze się odnalazła w innych miejscach i o wszystkich mówi dobrze. – Dzisiaj, słyszę, mówi się o zatargach wśród nauczycieli, o podkopywaniu dołków, a ja tego nie zaznałam i nie zaznaję…

Irenka Dagis. Króciutko. – W `71 pracowałam w SN-ie, za pana Waleśkiewicza. Potem przejął obowiązki inspektora oświaty. Chciałam odejść z pracy, ale nie było na to zgody. Wreszcie się udało za dyrektury pana Kiljana i z SN-u poszłam do DREWNIAKA. – Dyrektorką wtedy była pani Basia Cisakowa. Zajmowałam się żywieniem. Kuchnia znajdowała się po lewej stronie, od strony domu państwa Nyczów… Z przedszkola odeszłam – przed dużą, wiosenną powodzią – do CZWÓRKI, ściągnął mnie pan Stanisław Piotrowski. Tu pracuję do dzisiaj.
Zosia Piechocińska – specjalistka od zajęć muzycznych. – Atmosfera w DREWNIAKU była wspaniała. Byłyśmy jedną rodziną. Pomagałyśmy sobie, a trzeba pamiętać, że wszystkie pomoce przygotowywałyśmy same, własnoręcznie. Pierwsze moje wejście do pracy było cudowne. Spotkałam się z bardzo serdecznym przyjęciem. Koleżanki stały w drzwiach, witały nową panią… To było przeżycie! Pracowałam z Bożenką Biernacką, Małgosią Grzesiak, Danusią Miętkiewicz, Danusią Laskowską. Czy ktoś wspominał pani redaktor, że to było przedszkole ćwiczeń? Przychodzili do niego profesorowie – Błachnio, Kiljan, Jędrychowska i studentki. Prowadziłyśmy zajęcia. Przychodził profesor Orłowski – uczył muzyki w STUDIUM, nam przygrywał na zajęciach muzycznych Witold Cendrowski. Prowadziłyśmy też zajęcia dla nauczycieli z miasta i okolic Pułtuska. Zajęcia prowadziły również studentki. Pamiętam taką, która prowadziła lekcję o książce. Temat: Jak drukuje się książkę. Wszystko z nią omówiłam, pomogłam. I taki był traf, że dziewczyna się zacięła podczas prowadzenia zajęć, zaczęła płakać, lekcji nie poprowadziła… Profesor Kiljan powiedział: „Niestety, stawiamy dwóję, studentka zrobiła nawet błąd merytoryczny”. Co było dalej? Profesor, po moich prośbach, wyraził zgodę na jeszcze jedną lekcję studentki. Poszło dobrze, postawiłam jej czwórkę. („Sto lat” brzmi tak głośno, że przerywamy rozmowę. Przypomina mi się powiedzenie, że pokój nauczycielski to najgorsza klasa w szkole).

Zosia do dzisiaj pamięta przedszkolne piosenki. Teraz śpiewa je wnukom, młodszemu o kotku, który myje uszy i szyję, starszemu inne. „Dwa malutkie misie chcą zatańczyć dzisiaj, tata misio przytupuje, a mamusia podskakuje, tak wesoło dzisiaj wszystkim misiom jest”. Albo o szewczyku: „Szewczyku, szewczyku, mam kłopot niemały, mojej lali pantofelki z nóżek pospadały, mojej lali pantofelki z nóżek pospadały. Szewczyku, szewczyku, poratuj mnie, proszę, przyszyj zaraz ze trzy łatki, to ci dam dwa grosze”. Zosia wiele pamięta. Choćby wizytatora Bralskiego z Ciechanowa, który przyjechał na wizytację. Podsumował ją na 6, chociaż szóstek jeszcze nie było w skali ocen. Panie uczciły sukces kawą i ciasteczkami.

Pytam jeszcze Zofię o 1992 rok. Mówi: – Kiedy rozeszła się wieść, że przedszkole ulegnie likwidacji, rodzice pisali petycje do UM w jego obronie. Naczelnikiem był wtedy Tadeusz Nalewajk. Tłumaczył, że ze względu na braki budżetowe muszą zlikwidować jedno przedszkole, a że teren był kościelny, ofiarą padł DREWNIAK. Rodzice byli zbulwersowani.

Danusia Laskowska. Zanim z nią porozmawiam, słyszę: „Nasza ukochana pani Danusia”. – Pracę w DREWNIAKU rozpoczęłam w `72 roku. Mąż (lekarz – gmd) podjął pracę w Pułtusku, miałam już wtedy dwoje dzieci. Wcześniej zastępowałam koleżankę w Zambskach. Wówczas w Pułtusku były dwa przedszkola – jedynka i dwójka, dwójka mieściła się przy SN. Trzymałyśmy się w kupie, młodsze koleżanki nauczyły mnie palenia papierosów (śmiech), długo paliłam, zanim się zastanowiłam, po co mi to. Koleżanki mówiły na mnie LASKONIU. „Laskoniu, ty to nawet na papierosa nie wyjdziesz” – mówiły. Więc wyszłam… Pracy było wiele, a my byłyśmy przygotowane na wszystko – praktyki studenckie, pomoce dydaktyczne, przygotowania do wizytacji, a opieka nad dziećmi przede wszystkim… Jest co wspominać, NASZE DZIECI się kłaniają, uśmiechają się… A zawód? Był ciężki, ale człowiek był młody, to wszystko chłonął.
Tereska Sepełowska – Byłam wtedy w ciąży… Upał… „Zrobiłam ci galaretkę z nóżek” – usłyszałam od pani Danusi Laskowskiej. Ja się za tę galaretkę wzięłam i nie zdążyłam jej… skończyć. Pani Danusia powiedziała: „Cholera. Gdybym wiedziała, co ty zrobisz, nie zrobiłabym jej”. Głos z boku: „Pani Danusia robiła też superajerkoniak, fantastyczny, nie obywało się bez niego”.

Tyle historii. A obecnie? – Jaka PIĘKNA tablica jest na naszym przedszkolu! Tablica pamięci narodowej. Okropne barachło, śmietnik, niech pani to napisze… – prosi Danusia Miętkiewicz. – Szyby powybijane – dorzuca. – Co czuję, kiedy przechodzę koło DREWNIAKA? Ból! – mówi Zosia. -Przechodząc koło przedszkola czuję wewnętrzny smutek. Wiek zmusza do nostalgii… – zwierza się pani Danusia Laskowska.

Opuszczam KASKADĘ. Panie się bawią. W uszach brzmią mi Danusine słowa: – FAJNIE BYŁO, PRZEMINĘŁO!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *